07.12.2023, 16:18 ✶
Brenna nie mogła potępiać Heather, w końcu sama była w gorącej wodzie kąpana i sama miała tendencje do podchodzenia do sprawy "no było niebezpiecznie, ale przecież żyję, prawda?" Mimo to potrzebowała paru sekund na pozbycie się wizji roztrzaskanej o bruk głowy Wood.
- Nie jestem pewna - mruknęła Brenna. - Zostań z tyłu, bardzo proszę. Różdżka w ręku, gdybyś musiała rozpraszać magię - poinstruowała, po czym ostrożnie wykonała krok do przodu, najpierw jeden, potem drugi. Coś w niej wyrywało się, by jak najszybciej sprawdzić, czy ten człowiek nie żyje, ale była pewna, że leżał w takim stanie już od jakiegoś czasu. Minuta niczego nie zmieni, za to ona nie chciała oberwać jakimś paskudnym czarem.
Zwłaszcza, że czuła dym. Nie była to intensywna woń niedawno używanej, czarnej magii, ale pozostawała obecna. Równie dobrze mogło być to mieszkanie długoletniego palacza, tak że zapach dymu wniknął w zasłony, kapy i dywany, i drażnił nozdrza, jak coś, co świadczyło to tym, że używano tu czarów lub trzymano podejrzane przedmioty.
- Panie Finnely? - powtórzyła, pochylając się nad mężczyzną.
I zamarła.
Wyglądało na to, że upadł na podłogę, zsuwając się z fotela - i tuż obok niego, na podłodze, leżały rubiny, błyszczące i czerwone jak krew, mieniące się tak, jakby padało na nie słońce, chociaż leżały w miejscu, ku któremu słoneczne promienie nie sięgały bezpośrednio. Brenna, która już wyciągnęła rękę, odruchowo chcąc dotknąć ramienia Finnely'ego, zacisnęła palce. Przypomniała sobie, że wedle listu, klątwa przenosiła się w pewnym momencie i z samej Zoi. A chociaż, niestety, nie mieli tutaj raczej do czynienia z tymi samymi klejnotami - bo nie wyglądało na to, że mężczyznę trafiło to samo przekleństwo - mogło to być coś podobnego. Ostatecznie cofnęła się więc o krok, wyszeptała zaklęcie i przewróciła go na plecy. A potem przykucnęła, i zaświeciła mu lumos w oczy.
- Wygląda na to, że żyje, tylko jest... nie wiem, w jakimś letargu? - powiedziała, a w jej głosie zabrzmiało szczere zaskoczenie. - Ruda, krzyknij do chłopaków, żeby ściągnęli tu uzdrowiciela i koniecznie klątwołamacza. I musimy zacząć się rozglądać się za drzwiami, żeby ich tutaj wpuścić. Tylko ostrożnie. Niczego nie dotykajmy, nie podoba mi się, jak pachnie to mieszkanie - rzuciła. Przesunęła wzrokiem po regałach, po komodach, z nieprzyjemnym przeczuciem, że mogli znaleźć tu inne, paskudne rzeczy, poza tymi rubinami.
- Nie jestem pewna - mruknęła Brenna. - Zostań z tyłu, bardzo proszę. Różdżka w ręku, gdybyś musiała rozpraszać magię - poinstruowała, po czym ostrożnie wykonała krok do przodu, najpierw jeden, potem drugi. Coś w niej wyrywało się, by jak najszybciej sprawdzić, czy ten człowiek nie żyje, ale była pewna, że leżał w takim stanie już od jakiegoś czasu. Minuta niczego nie zmieni, za to ona nie chciała oberwać jakimś paskudnym czarem.
Zwłaszcza, że czuła dym. Nie była to intensywna woń niedawno używanej, czarnej magii, ale pozostawała obecna. Równie dobrze mogło być to mieszkanie długoletniego palacza, tak że zapach dymu wniknął w zasłony, kapy i dywany, i drażnił nozdrza, jak coś, co świadczyło to tym, że używano tu czarów lub trzymano podejrzane przedmioty.
- Panie Finnely? - powtórzyła, pochylając się nad mężczyzną.
I zamarła.
Wyglądało na to, że upadł na podłogę, zsuwając się z fotela - i tuż obok niego, na podłodze, leżały rubiny, błyszczące i czerwone jak krew, mieniące się tak, jakby padało na nie słońce, chociaż leżały w miejscu, ku któremu słoneczne promienie nie sięgały bezpośrednio. Brenna, która już wyciągnęła rękę, odruchowo chcąc dotknąć ramienia Finnely'ego, zacisnęła palce. Przypomniała sobie, że wedle listu, klątwa przenosiła się w pewnym momencie i z samej Zoi. A chociaż, niestety, nie mieli tutaj raczej do czynienia z tymi samymi klejnotami - bo nie wyglądało na to, że mężczyznę trafiło to samo przekleństwo - mogło to być coś podobnego. Ostatecznie cofnęła się więc o krok, wyszeptała zaklęcie i przewróciła go na plecy. A potem przykucnęła, i zaświeciła mu lumos w oczy.
- Wygląda na to, że żyje, tylko jest... nie wiem, w jakimś letargu? - powiedziała, a w jej głosie zabrzmiało szczere zaskoczenie. - Ruda, krzyknij do chłopaków, żeby ściągnęli tu uzdrowiciela i koniecznie klątwołamacza. I musimy zacząć się rozglądać się za drzwiami, żeby ich tutaj wpuścić. Tylko ostrożnie. Niczego nie dotykajmy, nie podoba mi się, jak pachnie to mieszkanie - rzuciła. Przesunęła wzrokiem po regałach, po komodach, z nieprzyjemnym przeczuciem, że mogli znaleźć tu inne, paskudne rzeczy, poza tymi rubinami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.