07.12.2023, 16:36 ✶
- Hm... nie nazwałabym tego intensywnością - stwierdziła Florence z pewnym zastanowieniem, a na jej usta wypłynął uśmiech. Ledwo widoczny, który dość szybko znikł, ale istniał przez moment. Ostatecznie matka Bulstrode była Prewettówną, chociaż więc sama Florence wdała się raczej w ród ojca i nie należała do najbardziej rozrywkowych na świecie, to widywała już bardziej intensywne zabawy. - Problemem jest raczej rodzaj tej rozrywki - dodała, wiodąc spojrzeniem za mężczyzną, który ledwo chwilę wcześniej omal nie zwymiotował im na buty.
- Nie zaskakuje mnie, że pragną małżeństwa, ale wiara w takie przesądy już owszem - oświadczyła, patrząc, jak z kotłowaniny rąk i nóg wreszcie wyłoniła się dziewczyna, która pochwyciła bukiet. Włosy miała rozczochrane, sukienka zsunęła się jej z ramienia, ale w oczach krył się triumf.
Florence nie potępiała tych dziewczyn za to, że chciałyby wyjść za mąż. Dlaczego by nie? Większość kobiet pragnęła kochać i być kochaną. Jeżeli nawet nie - społeczeństwo kładło na nie presję, że zrobić to powinny, a jeżeli się im nie uda, coś z nimi nie tak. Sama Bulstrode, wychowywana w rodzinie czystej krwi, też zresztą kiedyś sądziła, że za mąż wyjdzie. Na jej palcu nie było ostatecznie obrączki, trochę dlatego, że pochłonęła ją praca, trochę, bo nie napotkała nikogo odpowiedniego, a trochę, bo dwa związki w jej życiu rozpadły się. Jeden, bo była zbyt zajęta, drugi, bo tak wybrała.
Może czasem żałowała odrobinę, ale Florence Bulstrode zwykle patrzyła raczej w przyszłość i należała do osób zbyt pewnych swego, aby takie rzeczy napawały ją przykrością.
- Czy twoi rodzice mają jakieś powody, by darzyć cię dozgonną nienawiścią? - spytała, unosząc cienkie, idealnie równe brwi, gdy spojrzała we wskazaną przez Camille stronę i odkryła, że najwyraźniej kolejny delikwent szykował się właśnie do wymiotów. Nikt nie zwracał na to uwagi, bo oto wywoływano panów do łapania muszki pana młodego.
Ten człowiek nie wyglądał jak ktoś, z kim ktokolwiek chciałby pójść na randkę. Ale może widziała go w złym momencie. Prawdopodobnie miał jakieś dobre strony.
Po prostu Florence nie potrafiła ich dostrzec.
- Obawiam się, że trafiłam tutaj przypadkiem. Jakiś delikwent mnie tutaj wprowadził. Sądziłam, że potrzebują uzdrowiciela, więc za nim poszłam, ale najwyraźniej z kimś mnie pomylił.
- Nie zaskakuje mnie, że pragną małżeństwa, ale wiara w takie przesądy już owszem - oświadczyła, patrząc, jak z kotłowaniny rąk i nóg wreszcie wyłoniła się dziewczyna, która pochwyciła bukiet. Włosy miała rozczochrane, sukienka zsunęła się jej z ramienia, ale w oczach krył się triumf.
Florence nie potępiała tych dziewczyn za to, że chciałyby wyjść za mąż. Dlaczego by nie? Większość kobiet pragnęła kochać i być kochaną. Jeżeli nawet nie - społeczeństwo kładło na nie presję, że zrobić to powinny, a jeżeli się im nie uda, coś z nimi nie tak. Sama Bulstrode, wychowywana w rodzinie czystej krwi, też zresztą kiedyś sądziła, że za mąż wyjdzie. Na jej palcu nie było ostatecznie obrączki, trochę dlatego, że pochłonęła ją praca, trochę, bo nie napotkała nikogo odpowiedniego, a trochę, bo dwa związki w jej życiu rozpadły się. Jeden, bo była zbyt zajęta, drugi, bo tak wybrała.
Może czasem żałowała odrobinę, ale Florence Bulstrode zwykle patrzyła raczej w przyszłość i należała do osób zbyt pewnych swego, aby takie rzeczy napawały ją przykrością.
- Czy twoi rodzice mają jakieś powody, by darzyć cię dozgonną nienawiścią? - spytała, unosząc cienkie, idealnie równe brwi, gdy spojrzała we wskazaną przez Camille stronę i odkryła, że najwyraźniej kolejny delikwent szykował się właśnie do wymiotów. Nikt nie zwracał na to uwagi, bo oto wywoływano panów do łapania muszki pana młodego.
Ten człowiek nie wyglądał jak ktoś, z kim ktokolwiek chciałby pójść na randkę. Ale może widziała go w złym momencie. Prawdopodobnie miał jakieś dobre strony.
Po prostu Florence nie potrafiła ich dostrzec.
- Obawiam się, że trafiłam tutaj przypadkiem. Jakiś delikwent mnie tutaj wprowadził. Sądziłam, że potrzebują uzdrowiciela, więc za nim poszłam, ale najwyraźniej z kimś mnie pomylił.