18.11.2022, 14:04 ✶
- Mam nadzieję, że ta sukienka spodoba się jej przyszłej właścicielce – powiedziała do Alice Florence, przyjmując karteczkę, potwierdzającą wygraną.
Omal nie roześmiała się na propozycję Alice co do „handlu braćmi”. Powstrzymała ten odruch, nie chcąc zwracać na siebie uwagi, ale uśmiech rozbawienia – rzadki w Mungu, bo w sytuacjach w pracy Bulstrode bardzo pilnowała, aby odpowiednio się zachowywać – przemknął po jej ustach.
- Zdaje się, że chodzi tylko o kolację, nie stałą sprzedaż, obawiam się. Nie wyobrażam sobie zresztą, żeby ktoś chciał kupić Atreusa. Musiałabym jeszcze dopłacić. A z kolei Orion nigdy nie podpadł mi na tyle, żebym chciała go sprzedawać – stwierdziła, a jej spojrzenie przesunęło się po sali, gdy próbowała wypatrzeć brata. W przeciwieństwie do kuzynki, nie dojrzała go, za to zobaczyła Elaine. Doprawdy, czy on właśnie zostawił tu swoją narzeczoną samą?! Chyba powinna zmyć mu za to głowę. I nic a nic jej nie obchodziło, że miał już ponad dwadzieścia pięć lat i starsza siostra nie powinna się wtrącać…
- Zwykle je opisuję, żeby zaprezentować stażystom. Myślę, że jeśli już, to chyba prędzej podręcznik dla uzdrowicieli…
Przywitała Astorię, gdy ta podeszła bliżej. Kobiety sama się sobie przedstawiły, więc nie było potrzeby dokonywania prezentacji.
– Obawiam się, że gdybym pojawiła się w tym stroju w Mungu, kilka osób wezwałoby BUMowców. Bo ktoś podszywa się pod Florence Bulstrode – odparła jej z cieniem uśmiechu na ustach. – Poza tym w tych butach na oddziale bardzo szybko wyzionęłabym ducha – dodała jeszcze z zastanowieniem, wskazując na szpilki, które do jej metr siedemdziesiąt wzrostu dodawały dobre pięć centymetrów.
Na pytanie Alice zamyśliła się wyraźnie, wodząc spojrzeniem między licytującymi. Przez moment miała chęć uruchomić jasnowidzenie, ale nie, to była zbyt błaha sprawa…
– Nie fascynuje was, że poza Seraphiną, tym mężczyzną, który zaczął licytację i tą blondynką, licytują go bliźniaki oraz mąż i żona? – spytała z pewnym zaintrygowaniem, gdy zrozumiała, kto wykrzykuje coraz większe kwoty.
Omal nie roześmiała się na propozycję Alice co do „handlu braćmi”. Powstrzymała ten odruch, nie chcąc zwracać na siebie uwagi, ale uśmiech rozbawienia – rzadki w Mungu, bo w sytuacjach w pracy Bulstrode bardzo pilnowała, aby odpowiednio się zachowywać – przemknął po jej ustach.
- Zdaje się, że chodzi tylko o kolację, nie stałą sprzedaż, obawiam się. Nie wyobrażam sobie zresztą, żeby ktoś chciał kupić Atreusa. Musiałabym jeszcze dopłacić. A z kolei Orion nigdy nie podpadł mi na tyle, żebym chciała go sprzedawać – stwierdziła, a jej spojrzenie przesunęło się po sali, gdy próbowała wypatrzeć brata. W przeciwieństwie do kuzynki, nie dojrzała go, za to zobaczyła Elaine. Doprawdy, czy on właśnie zostawił tu swoją narzeczoną samą?! Chyba powinna zmyć mu za to głowę. I nic a nic jej nie obchodziło, że miał już ponad dwadzieścia pięć lat i starsza siostra nie powinna się wtrącać…
- Zwykle je opisuję, żeby zaprezentować stażystom. Myślę, że jeśli już, to chyba prędzej podręcznik dla uzdrowicieli…
Przywitała Astorię, gdy ta podeszła bliżej. Kobiety sama się sobie przedstawiły, więc nie było potrzeby dokonywania prezentacji.
– Obawiam się, że gdybym pojawiła się w tym stroju w Mungu, kilka osób wezwałoby BUMowców. Bo ktoś podszywa się pod Florence Bulstrode – odparła jej z cieniem uśmiechu na ustach. – Poza tym w tych butach na oddziale bardzo szybko wyzionęłabym ducha – dodała jeszcze z zastanowieniem, wskazując na szpilki, które do jej metr siedemdziesiąt wzrostu dodawały dobre pięć centymetrów.
Na pytanie Alice zamyśliła się wyraźnie, wodząc spojrzeniem między licytującymi. Przez moment miała chęć uruchomić jasnowidzenie, ale nie, to była zbyt błaha sprawa…
– Nie fascynuje was, że poza Seraphiną, tym mężczyzną, który zaczął licytację i tą blondynką, licytują go bliźniaki oraz mąż i żona? – spytała z pewnym zaintrygowaniem, gdy zrozumiała, kto wykrzykuje coraz większe kwoty.