Oczekiwanie na kuzynkę nie trwało wcale tak długo... A może właśnie trwało, tylko Stanley to sobie rekompensował papierosem, który zagłuszał tę aurę ciszy i spokoju, otulającą każdy kąt tego przybytku? Nie mniej jednak było tutaj coś niepokojącego i zapewne to uczucie trwalo by dalej, gdyby nie fakt, że z czeluści tej ciemnicy, w końcu wyłoniła się Persephona w całej swojej okazałości. Jesteś... uniósł mimo wszystko brwi, pozwalając sobie na jeszcze jedno zaciagnięcie.
Czy sprowadziła go tu praca? W pewnym stopniu tak... Ale na pewno nie była to praca w rozumieniu zawodowym. Nie rozchodziło się o nic, co miałoby mu zagwarantować awans w Ministerialnych szeregach - jak na przykład konfiskata tych wszystkich dziwnych przedmiotów. Stanleyowi chodziło o coś więcej, a raczej o kogoś... musiał jednak te karty rozdawać powoli, trzymać jakiegoś asa w rękawie. Nie mógł od razu ukazać swojej talii, zwłaszcza jak nie do końca znał zasady tej gry - Hmm... jeżeli uznamy mój czarny płaszcz jako mundur-przykrywka... to tak - odparł na pytanie - Ale jeżeli bierzemy pod uwagę fakt, że łączy nas coś więcej, niż jakieś papierowy kwitki i stawiamy rodzinę na pierwszym miejscu, to nie, nie jest to związane z moją pracą - kontynuował tłumaczenie swojej wizyty - Przychodzę prywatnie. Do Persephony. Do swojej kuzynki... Przychodzę po poradę - dokończył, wyjaśniając powód swojej wizyty. Borgin westchnął ciężko, rozglądając się po okolicy, aż w końcu znalazł sobie jakieś krzesło, na którym od razu usiadł.
Tylko dlaczego akurat wybrał Degenhardt jako osobę, która miała mu doradzić? Dlaczego wypadło akurat na nią? Czemu nie udał się z tym do Tośka czy Sauriela, którzy byli mu bardzo bliscy? Czemu nie zdecydował się na Atreusa czy chociażby Lou? Albo dlaczego nie padło na bliższą część rodziny, jaką byli Yaxleyowie i druga kuzynka - Geraldine? To było bardzo proste. Wszystkie te osoby łączył fakt, że pochodzili z podobnych sfer i wychowali się w tej samej okolicy - Londynie. Chodzili do tej samej szkoły - Hogwartu. To był właśnie problem. Po kilku słowach, opisach czy krótkiej rozmowie, byli w stanie stwierdzić o kogo może chodzić, wszak ich świat wcale nie był taki duży i prawdę mówiąc to wszyscy się tam znali. W końcu będąc na jednym roku, znało się ludzi z roczników powyżej jak i poniżej.
Jak na tle tego wszystkiego wypadała Persephona? Idealnie. Pochodziła ze Szwecji. Uczyła się w Durmstrangu. Te dwie rzeczy wystarczyły, aby szala zwycięstwa przechyliła się na jej stronę. Oczywiście - miała też wiele innych zalet i pozytywów ale w tym momencie, właśnie te były dla Stanleya najważniejsze.
- Zapalisz? - zapytał, wyciągając paczkę w jej kierunku. Tym ruchem, niejako zagrywką chciał trochę rozluźnić atmosferę, może samemu się uspokoić - Przejdźmy do meritum tego spotkania... przyszedłem porozmawiać o życiu. Usłyszeć jakąś opinię z zewnątrz. Od kogoś kto jest po za tym "wszystkim"... - dodał, starając się jej lekko nakreślić sytuację - Chciałbym tylko, abyś dochowała tajemnicy. Wolałbym, aby to co tu powiem zostało między nami. Między Stanleyem, a Persefoną. Dobrze? - spojrzał w kierunku kuzynki, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie, co dało się zauważyć po wzroku, który zmienił się diametralnie w ułamku sekundy. Borgin był przekonany, że bez takiego potwierdzenia nie mają co kontynuować tej rozmowy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972