18.11.2022, 14:24 ✶
Na bal, rzecz jasna, zaproszono także reportów. Daisy nie była jedyną przedstawicielką prasy na sali.
Coirean dotąd krążyła po sali na swoich niebotycznie wysokich obcasach, dodających nieco wzrostu do jej marnego metr pięćdziesiąt wzrostu. Z nieodłączonym notatnikiem w ręku, nad którym unosiło się samo notujące pióro. Za nią postępował fotograf, z bardzo nieszczęśliwą miną, robiący zdjęcia, wskazanym przez nią osobom - oczywiście przede wszystkim tym najsłynniejszym i najbogatszym.
Gdy Coirean dostrzegła najpierw gest Heather, potem Camerona łapiącego ją za rękę, a wreszcie kolejne, czuła zachowania, na jej ładnej, piegowatej, odrobinę pulchnej twarzy pojawił się taki uśmiech, jakby Boże Narodzenie nadeszło pół roku wcześniej. Stawiając drobne kroczki przemknęła przez tłum, prosto do Heather.
- Panno Wood! - oświadczyła, przy okazji dając znak fotografowi, aby zrobił zdjęcie Erikowi na scenie. - Nasi czytelnicy po prostu muszą wiedzieć. Czyżby to był pani narzeczony? - spytała, odnośnie Camerona, oczywiście, uśmiechając się jeszcze szerzej, aż mogłoby się zdawał, że jej twarz zaraz się rozpęknie. Pióro wisiało w powietrzu, drżąc lekko, jakby już nie mogło doczekać się zanotowania odpowiedzi...
*
Tymczasem do Ashling podeszła pani Longbottom, matka Erika i Brenny. Zdawała się ich popisy ze sceny przyjmować z mieszaniną rezygnacji i rozbawienia. Zaskoczona nie była, bo ona akurat przeczytała opis fantów, chociaż pewnie zakładała, że jej syna jednak poinformowano.
Była znacznie niższa od swoich dzieci, ale we włosach i oczach kryło się pewne podobieństwo do syna.
- Może drinka? - spytała uprzejmie, podsuwając jej jeden z dwóch kieliszków, które trzymała. - Nie widziałaś przypadkiem mojego męża? Byłam pewna, że stał dokładnie tutaj, ale wygląda na to, że zdążył gdzieś umknąć...
Coirean dotąd krążyła po sali na swoich niebotycznie wysokich obcasach, dodających nieco wzrostu do jej marnego metr pięćdziesiąt wzrostu. Z nieodłączonym notatnikiem w ręku, nad którym unosiło się samo notujące pióro. Za nią postępował fotograf, z bardzo nieszczęśliwą miną, robiący zdjęcia, wskazanym przez nią osobom - oczywiście przede wszystkim tym najsłynniejszym i najbogatszym.
Gdy Coirean dostrzegła najpierw gest Heather, potem Camerona łapiącego ją za rękę, a wreszcie kolejne, czuła zachowania, na jej ładnej, piegowatej, odrobinę pulchnej twarzy pojawił się taki uśmiech, jakby Boże Narodzenie nadeszło pół roku wcześniej. Stawiając drobne kroczki przemknęła przez tłum, prosto do Heather.
- Panno Wood! - oświadczyła, przy okazji dając znak fotografowi, aby zrobił zdjęcie Erikowi na scenie. - Nasi czytelnicy po prostu muszą wiedzieć. Czyżby to był pani narzeczony? - spytała, odnośnie Camerona, oczywiście, uśmiechając się jeszcze szerzej, aż mogłoby się zdawał, że jej twarz zaraz się rozpęknie. Pióro wisiało w powietrzu, drżąc lekko, jakby już nie mogło doczekać się zanotowania odpowiedzi...
*
Tymczasem do Ashling podeszła pani Longbottom, matka Erika i Brenny. Zdawała się ich popisy ze sceny przyjmować z mieszaniną rezygnacji i rozbawienia. Zaskoczona nie była, bo ona akurat przeczytała opis fantów, chociaż pewnie zakładała, że jej syna jednak poinformowano.
Była znacznie niższa od swoich dzieci, ale we włosach i oczach kryło się pewne podobieństwo do syna.
- Może drinka? - spytała uprzejmie, podsuwając jej jeden z dwóch kieliszków, które trzymała. - Nie widziałaś przypadkiem mojego męża? Byłam pewna, że stał dokładnie tutaj, ale wygląda na to, że zdążył gdzieś umknąć...