08.12.2023, 11:14 ✶
Camille podążyła wzrokiem do kobiety, która złapała bukiet. Słuchała tego, co mówiła Florence, i przez myśl jej przeszło, że ją to dziwi. Nie samo szukanie partnera czy ożenku, ale ta desperacja. Stać je było na więcej, a w gruncie rzeczy staropanieństwo nie było takie złe, jeżeli kochało się samego siebie. Może w tym tkwił klucz? Żeby pokochać siebie, nauczyć się przebywać w wyłącznie swoim towarzystwie, mieć pasje, pracę i dopiero później można było obdarzyć silnym uczuciem drugą osobę?
- Raczej zdesperowani - odpowiedziała, zerkając na znajomą. Uśmiechnęła się lekko, wzruszając przy tym ramionami. - Pragną pokazać, że mimo wieku wciąż powinnam myśleć o założeniu rodziny. Z początku myślałam, że odpuścili, ale lubią mnie zaskakiwać.
Mężczyźni byli w zdecydowanie gorszym stanie, niż kobiety. Widać jednak było ogromną różnicę w zachowaniu - i to nie była reakcja spowodowana przez alkohol. Panowie niezbyt palili się do ustawiania w gromadce i szykowania do łapania muchy młodego. Nieśpieszno im było do ożenku? A może, podobnie jak Florence, nie rozumieli tej tradycji? Lub po prostu myślami byli już gdzie indziej, dalej, najpewniej przy stolikach, które uginały się pod jedzeniem i alkoholem. Mimo iż na blatach rozstawiono wina, soki i wodę, to zdecydowanie te najmocniejsze alkohole znikały jako pierwsze.
- Myślę, że jednak będą potrzebowali uzdrowiciela - powiedziała poważnie, wskazując dłonią na jedną z kobiet. Jej twarz zalana była krwią. Miała rozcięty łuk brwiowy, a jucha z nosa zalewała jej piękną, niebieską suknię. Bez czekania na Florence Camille uniosła brwi na kobietę, przy której stały dwie inne panie, próbując zmyć krew serwetkami. Naprawdę - serwetki? Delacour westchnęła cicho, widząc tę nieudolną próbę zatamowania krwotoku.
- Raczej zdesperowani - odpowiedziała, zerkając na znajomą. Uśmiechnęła się lekko, wzruszając przy tym ramionami. - Pragną pokazać, że mimo wieku wciąż powinnam myśleć o założeniu rodziny. Z początku myślałam, że odpuścili, ale lubią mnie zaskakiwać.
Mężczyźni byli w zdecydowanie gorszym stanie, niż kobiety. Widać jednak było ogromną różnicę w zachowaniu - i to nie była reakcja spowodowana przez alkohol. Panowie niezbyt palili się do ustawiania w gromadce i szykowania do łapania muchy młodego. Nieśpieszno im było do ożenku? A może, podobnie jak Florence, nie rozumieli tej tradycji? Lub po prostu myślami byli już gdzie indziej, dalej, najpewniej przy stolikach, które uginały się pod jedzeniem i alkoholem. Mimo iż na blatach rozstawiono wina, soki i wodę, to zdecydowanie te najmocniejsze alkohole znikały jako pierwsze.
- Myślę, że jednak będą potrzebowali uzdrowiciela - powiedziała poważnie, wskazując dłonią na jedną z kobiet. Jej twarz zalana była krwią. Miała rozcięty łuk brwiowy, a jucha z nosa zalewała jej piękną, niebieską suknię. Bez czekania na Florence Camille uniosła brwi na kobietę, przy której stały dwie inne panie, próbując zmyć krew serwetkami. Naprawdę - serwetki? Delacour westchnęła cicho, widząc tę nieudolną próbę zatamowania krwotoku.