08.12.2023, 13:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2023, 14:00 przez Brenna Longbottom.)
rzut na scenariusz
- Byłaś na Przygodzie bez mamy w czerwcu. Poza tym jeżeli coś ma tutaj wybuchnąć, dobrze, żeby uderzyło tylko jedną, bo wtedy druga może jej pomóc, prawda? - rzuciła Brenna, dość nieuważnie, bo skupiała się na oględzinach otoczenia. Nie mogła wtedy im towarzyszyć, bo musiałaby zniknąć ze swojej zmiany w Ministerstwie - a to na pewno wzbudziłoby czyjeś podejrzenia - posłała więc czwórkę, której ufała i przecież to się liczyło, prawda?
W takich sytuacjach z wielu względów nie było mowy o tym, aby dała Heather iść pierwszej. Ta była młodsza i pod jej opieką, a poza tym Brenna zwyczajnie nie posłałaby kogoś gdzieś, gdzie nie była skłonna wejść sama.
Nie odważyła się dotknąć ani rubinów, ani pogrążonego w przedziwnym letargu właściciela. Zamiast tego zaczęła krążyć pomiędzy sprzętami, wciąż z różdżką w ręku. A jej ciemne brwi powędrowały w górę, kiedy czar Heather ujawnił... nie, nie drzwi.
Skrytkę w ścianie.
- Nieźle, Heath... Alohomora - mruknęła, również jej nie chcąc otwierać ręcznie. Nieprzyjemny zapach mógł być skutkiem przekleństwa klejnotów, które trafiło mężczyznę, palenia albo... czegoś innego. Brenna zwyczajnie nie chciała ryzykować.
Trudno powiedzieć, czego się spodziewała. Chyba jakiś czarnomagicznych przedmiotów. W środku jednak Brygadzistki zobaczyły zdjęcia, przedstawiające młode kobiety i chociaż niby same w sobie fotografie nie wydawały się niczym niezwykłym, to przy tej całej otoczce... jakoś wywoływały w głowie Brenny dzwonki alarmowe. Na razie zerknęła na ruchome zdjęcia dość pobieżnie, ale wiedziała, że kiedy już ekipa wpadnie do tego mieszkania (a zamierzała znaleźć powód do dokładnego przeszukania...), spędzą nad tymi podobiznami trochę czasu.
- Trzeba będzie spróbować się zorientować, co to za dziewczyny - powiedziała do Heather, po czym skierowała się do przedpokoju, tam, gdzie prawdopodobnie powinny być drzwi, niewidzialne od strony klatki schodowej.
Zatrzymała się przed ścianą, przypatrując jej uważnie - aż znalazła coś, co prawdopodobnie mogło sprawić, że pojawią się te cholerne drzwi. Szarpnęła, po czym cofnęła się z sykiem i gwałtownie machnęła różdżką.
Tak.
Przegapiła kolejne zabezpieczenie.
- Cholera, typ naprawdę ma bzika na punkcie niedopuszczania tutaj nikogo. Ale mamy właściwie farta, bo to już coś nieładnego... - powiedziała, patrząc na własną dłoń. Zdołał odbić czar, zanim ta uschła, ale został trochę poparzona.
(rozproszenie)
- Byłaś na Przygodzie bez mamy w czerwcu. Poza tym jeżeli coś ma tutaj wybuchnąć, dobrze, żeby uderzyło tylko jedną, bo wtedy druga może jej pomóc, prawda? - rzuciła Brenna, dość nieuważnie, bo skupiała się na oględzinach otoczenia. Nie mogła wtedy im towarzyszyć, bo musiałaby zniknąć ze swojej zmiany w Ministerstwie - a to na pewno wzbudziłoby czyjeś podejrzenia - posłała więc czwórkę, której ufała i przecież to się liczyło, prawda?
W takich sytuacjach z wielu względów nie było mowy o tym, aby dała Heather iść pierwszej. Ta była młodsza i pod jej opieką, a poza tym Brenna zwyczajnie nie posłałaby kogoś gdzieś, gdzie nie była skłonna wejść sama.
Nie odważyła się dotknąć ani rubinów, ani pogrążonego w przedziwnym letargu właściciela. Zamiast tego zaczęła krążyć pomiędzy sprzętami, wciąż z różdżką w ręku. A jej ciemne brwi powędrowały w górę, kiedy czar Heather ujawnił... nie, nie drzwi.
Skrytkę w ścianie.
- Nieźle, Heath... Alohomora - mruknęła, również jej nie chcąc otwierać ręcznie. Nieprzyjemny zapach mógł być skutkiem przekleństwa klejnotów, które trafiło mężczyznę, palenia albo... czegoś innego. Brenna zwyczajnie nie chciała ryzykować.
Trudno powiedzieć, czego się spodziewała. Chyba jakiś czarnomagicznych przedmiotów. W środku jednak Brygadzistki zobaczyły zdjęcia, przedstawiające młode kobiety i chociaż niby same w sobie fotografie nie wydawały się niczym niezwykłym, to przy tej całej otoczce... jakoś wywoływały w głowie Brenny dzwonki alarmowe. Na razie zerknęła na ruchome zdjęcia dość pobieżnie, ale wiedziała, że kiedy już ekipa wpadnie do tego mieszkania (a zamierzała znaleźć powód do dokładnego przeszukania...), spędzą nad tymi podobiznami trochę czasu.
- Trzeba będzie spróbować się zorientować, co to za dziewczyny - powiedziała do Heather, po czym skierowała się do przedpokoju, tam, gdzie prawdopodobnie powinny być drzwi, niewidzialne od strony klatki schodowej.
Zatrzymała się przed ścianą, przypatrując jej uważnie - aż znalazła coś, co prawdopodobnie mogło sprawić, że pojawią się te cholerne drzwi. Szarpnęła, po czym cofnęła się z sykiem i gwałtownie machnęła różdżką.
Tak.
Przegapiła kolejne zabezpieczenie.
- Cholera, typ naprawdę ma bzika na punkcie niedopuszczania tutaj nikogo. Ale mamy właściwie farta, bo to już coś nieładnego... - powiedziała, patrząc na własną dłoń. Zdołał odbić czar, zanim ta uschła, ale został trochę poparzona.
(rozproszenie)
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.