18.11.2022, 16:05 ✶
Interesował się więc lykantropią... W normalnych okolicznościach pewnie by o to spytała, teraz jednak wolała nie zawracać nikomu za wiele głowy.
- Przepraszam - powiedziała do Castiela na informację o tym, że wydaje mu się, że przeprowadzi śledztwo, zanim skończy badanie. Przez moment miała wrażenie, że zinterpretował to tak, że sugerowała, że właściwie to był niepotrzebny, a jednak diagnoza zdecydowanie ułatwiałaby sprawę. - Ja pewnie jako dziecko wpadłam do jakiegoś kociołka energetycznego czy coś, wiesz. Nie umiem nie planować na parę kroków do przodu, ale solennie obiecuję nie wzywać nikogo na przesłuchania, dopóki nie skończysz.
Kiwnęła głową na informacje o eliksirach. Sama też się na nich nie znała, a raczej: wiedziała dokładnie tyle, ile przeciętny absolwent Hogwartu. Z takimi zdecydowanie nigdy nie miała do czynienia.
- Erik ma specyficzne poczucie humoru, oczywiście, że nie planuje tu umierać. Nie wolno mu, nie miałabym kogo dręczyć i musiałabym znaleźć sobie kolejną ofiarę - odparła lekko na słowa Flinta. Nie do końca się dziwiła, że zaczął się trochę irytować. Dwójka Longbottomów bywała czasem trochę przytłaczająca, gdy odpalali się na raz. Tak jak teraz, gdy Erik zaczął przewidywać swoją śmierć, a ona mu tłumaczyć, że nie wyjdzie za Elliota Malfoya. Ona i Castiel musieli dopilnować, by jej brat i jego siostra nigdy się nie spotkali, patrząc po tym, jakie miewali zapędy...
– Powiedziałam o Elliocie, właśnie dlatego, że wiem, że nigdy nie wybrałbyś jego – wyjaśniła Brenna z westchnieniem i teraz to ona poklepała brata po głowie. To znaczy, gdyby minął jakiś rok od Simone, może naprawdę podejrzewałaby Longbottoma o takie plany, jeśli zacząłby mówić o małżeństwach, ale na pewno nie teraz, kiedy jeszcze nie upłynął miesiąc od śmierci żony Malfoya. – Wydał mi się najbardziej nieprawdopodobnym kandydatem, jakiego mogłam wskazać. Poza Albusem Dumbledorem. Przynajmniej mam taką nadzieję – dodała jeszcze po chwili namysłu.
Milczała podczas całej procedury, bardzo nietypowo dla siebie. Chyba ani Erik, ani Castiel nie pamiętali, kiedy ostatni raz zachowała ciszę tak długo! Było to z jej strony ogromne poświęcenie: starała się nie gadać, żeby przypadkiem nie rozproszyć klątwołamacza, sama całkowicie skupiona na sprawdzaniu tej temperatury brata i informowaniu, ile ma stopni. Trochę obawiała się tylko, jak na to może wpłynąć klątwa wilkołactwa.
Cholera, chyba powinni zacząć notować, czy w pobliżu pełni temperatura Erika jest wyższa niż normalnie. Tak na przyszłość.
W każdym razie, w tej samej chwili, w której temperatura lekko skoczyła, poinformowała o tym klątwołamacza. Bardzo się starając nie martwić niepotrzebnie.
Kiwnęła tylko głową, kiedy Castiel powiedział, że musi to wszystko poskładać w całość. Miała ochotę zadać mu przynajmniej kilka pytań, ale wiedziała, że Flint nie jest aż... ekspresyjny niż ona, i teraz może potrzebować chwili spokoju. Powstrzymała się więc, mimo tego, że jego mina i napięcie w linii ramion wywoływało pewien niepokój. Wbrew pozorom jednak i Brenna, i Erik byli dość odporni na stres i niezwykłe wydarzenia. On był wilkołakiem, ona widomowidzem, oboje pracowali w BUM, nie wspominając już o tym, że - choć Flint nie miał o tym pojęcia - narażali swoje życie po prostu stojąc i oddychając. W teorii nie ogłaszali, że należą do Zakonu Feniksa, ale śmierciożercy na pewno przynajmniej się tego domyślali.
- Jak się czujesz? - spytała brata. - Zaraz wracam - dorzuciła, wypadając z pokoju. Wróciła jakieś dwie minuty później, albo się teleportując za drzwiami, albo pobijając wszelkie rekordy w pokonaniu odległości pomiędzy pokojem brata i kuchnią. W jednym ręku trzymała miskę, którą szybko podgrzała zaklęciem i podała mu, by mógł wymoczyć tę nieszczęsną rękę. W drugim – herbatę. Przyrządziła ją szybko i bez problemów, skoro Erika nie było w kuchni, obyło się bez atakujących ją naczyń kuchennych.
Nie przeszkadzała Flintowi, dopóki notował. Co jakiś czas zerkała tylko w jego kierunku. Gdy jednak skończył, zaczął gapić się w notatki i się nie poruszał, wstała w końcu z miejsca. Podeszła bliżej i trąciła go lekko w ramię.
- Cas? Bo nie jestem teraz pewna, czy martwić się o Erika, czy o ciebie. Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? - upewniła się. Oczywiście, najbardziej prawdopodobne było, że po prostu tak zdziwiły go wyniki, ale używał przecież sporo magii. Może to go zmęczyło albo sprawiło, że gorzej się poczuł? Ewentualnie zetknięcie z obojgiem Longbottomów na raz przyprawiło go o załamanie nerwowe?
- Przepraszam - powiedziała do Castiela na informację o tym, że wydaje mu się, że przeprowadzi śledztwo, zanim skończy badanie. Przez moment miała wrażenie, że zinterpretował to tak, że sugerowała, że właściwie to był niepotrzebny, a jednak diagnoza zdecydowanie ułatwiałaby sprawę. - Ja pewnie jako dziecko wpadłam do jakiegoś kociołka energetycznego czy coś, wiesz. Nie umiem nie planować na parę kroków do przodu, ale solennie obiecuję nie wzywać nikogo na przesłuchania, dopóki nie skończysz.
Kiwnęła głową na informacje o eliksirach. Sama też się na nich nie znała, a raczej: wiedziała dokładnie tyle, ile przeciętny absolwent Hogwartu. Z takimi zdecydowanie nigdy nie miała do czynienia.
- Erik ma specyficzne poczucie humoru, oczywiście, że nie planuje tu umierać. Nie wolno mu, nie miałabym kogo dręczyć i musiałabym znaleźć sobie kolejną ofiarę - odparła lekko na słowa Flinta. Nie do końca się dziwiła, że zaczął się trochę irytować. Dwójka Longbottomów bywała czasem trochę przytłaczająca, gdy odpalali się na raz. Tak jak teraz, gdy Erik zaczął przewidywać swoją śmierć, a ona mu tłumaczyć, że nie wyjdzie za Elliota Malfoya. Ona i Castiel musieli dopilnować, by jej brat i jego siostra nigdy się nie spotkali, patrząc po tym, jakie miewali zapędy...
– Powiedziałam o Elliocie, właśnie dlatego, że wiem, że nigdy nie wybrałbyś jego – wyjaśniła Brenna z westchnieniem i teraz to ona poklepała brata po głowie. To znaczy, gdyby minął jakiś rok od Simone, może naprawdę podejrzewałaby Longbottoma o takie plany, jeśli zacząłby mówić o małżeństwach, ale na pewno nie teraz, kiedy jeszcze nie upłynął miesiąc od śmierci żony Malfoya. – Wydał mi się najbardziej nieprawdopodobnym kandydatem, jakiego mogłam wskazać. Poza Albusem Dumbledorem. Przynajmniej mam taką nadzieję – dodała jeszcze po chwili namysłu.
Milczała podczas całej procedury, bardzo nietypowo dla siebie. Chyba ani Erik, ani Castiel nie pamiętali, kiedy ostatni raz zachowała ciszę tak długo! Było to z jej strony ogromne poświęcenie: starała się nie gadać, żeby przypadkiem nie rozproszyć klątwołamacza, sama całkowicie skupiona na sprawdzaniu tej temperatury brata i informowaniu, ile ma stopni. Trochę obawiała się tylko, jak na to może wpłynąć klątwa wilkołactwa.
Cholera, chyba powinni zacząć notować, czy w pobliżu pełni temperatura Erika jest wyższa niż normalnie. Tak na przyszłość.
W każdym razie, w tej samej chwili, w której temperatura lekko skoczyła, poinformowała o tym klątwołamacza. Bardzo się starając nie martwić niepotrzebnie.
Kiwnęła tylko głową, kiedy Castiel powiedział, że musi to wszystko poskładać w całość. Miała ochotę zadać mu przynajmniej kilka pytań, ale wiedziała, że Flint nie jest aż... ekspresyjny niż ona, i teraz może potrzebować chwili spokoju. Powstrzymała się więc, mimo tego, że jego mina i napięcie w linii ramion wywoływało pewien niepokój. Wbrew pozorom jednak i Brenna, i Erik byli dość odporni na stres i niezwykłe wydarzenia. On był wilkołakiem, ona widomowidzem, oboje pracowali w BUM, nie wspominając już o tym, że - choć Flint nie miał o tym pojęcia - narażali swoje życie po prostu stojąc i oddychając. W teorii nie ogłaszali, że należą do Zakonu Feniksa, ale śmierciożercy na pewno przynajmniej się tego domyślali.
- Jak się czujesz? - spytała brata. - Zaraz wracam - dorzuciła, wypadając z pokoju. Wróciła jakieś dwie minuty później, albo się teleportując za drzwiami, albo pobijając wszelkie rekordy w pokonaniu odległości pomiędzy pokojem brata i kuchnią. W jednym ręku trzymała miskę, którą szybko podgrzała zaklęciem i podała mu, by mógł wymoczyć tę nieszczęsną rękę. W drugim – herbatę. Przyrządziła ją szybko i bez problemów, skoro Erika nie było w kuchni, obyło się bez atakujących ją naczyń kuchennych.
Nie przeszkadzała Flintowi, dopóki notował. Co jakiś czas zerkała tylko w jego kierunku. Gdy jednak skończył, zaczął gapić się w notatki i się nie poruszał, wstała w końcu z miejsca. Podeszła bliżej i trąciła go lekko w ramię.
- Cas? Bo nie jestem teraz pewna, czy martwić się o Erika, czy o ciebie. Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? - upewniła się. Oczywiście, najbardziej prawdopodobne było, że po prostu tak zdziwiły go wyniki, ale używał przecież sporo magii. Może to go zmęczyło albo sprawiło, że gorzej się poczuł? Ewentualnie zetknięcie z obojgiem Longbottomów na raz przyprawiło go o załamanie nerwowe?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.