08.12.2023, 16:45 ✶
Florence mogła tylko współczuć Camille. Jej rodzice wprawdzie też chcieliby, aby Bulstrode wyszła za mąż, ale doskonale znając charakter córki, odpuścili próby popychania jej ku przypadkowym kandydatom. A sama Florence nie była przeciwna idei małżeństwa - ale po prostu... nigdy nie zgodziłaby się być ani ozdóbką u ramienia męża, ani opcją zapasową, ani nie poślubiłaby kogoś, kogo nie szanowałaby i kto nie szanowałby jej.
W świecie czystej krwi to eliminowało większość kandydatur. A chociaż poślubiłaby kogoś półkrwi, gdyby głęboko go pokochała, to rodzice pewnie ciężko by to znieśli i może nawet ją wydziedziczyli.
- Mówisz, jakbyś już była staruszką, Camille. Nie stoisz przecież nad grobem - skwitowała tylko jej słowa o wieku, będącym przeszkodą. Chociaż w istocie wiedziała, że faktycznie nią jest: zwyczajnie większość czystokrwistych powyżej trzydziestego piątego roku życia miała już żony.
Skierowała spojrzenie w stronę wskazaną przez Delecaur. A już miała zamiar pożegnać się i skierować się do drzwi... Nie pozwoliła jednak, aby z jej ust uciekło westchnienie. Zamiast tego ruszyła przez salę zdecydowanym krokiem, prosto ku pokrzywdzonej kobiecie.
- Jeśli chcecie się jej na coś przydać, lepiej idźcie do apteki obok i kupce eliksir Wiggenowy - powiedziała surowym tonem, bezceremonialnie zabierając papierowy ręcznik z ręki jednej z kobiet. - Jestem uzdrowicielem. Proszę unieść głowę i na mnie spojrzeć. Ma pani mdłości albo zawroty głowy? - spytała. Ręcznik wylądował na podłodze, Florence natomiast ujęła poszkodowaną pod brodę i machnęła różdżką, rzucając zaklęcie, które zatamuje krwawienie. Efekty takiej magii, niestety, nie były trwałe, by więc w pełni je zagoić potrzebowały mikstur, ale sztuczne podtrzymanie krwotoku dawało dość czasu, aby ten nieco minął i by założyć opatrunki...
W świecie czystej krwi to eliminowało większość kandydatur. A chociaż poślubiłaby kogoś półkrwi, gdyby głęboko go pokochała, to rodzice pewnie ciężko by to znieśli i może nawet ją wydziedziczyli.
- Mówisz, jakbyś już była staruszką, Camille. Nie stoisz przecież nad grobem - skwitowała tylko jej słowa o wieku, będącym przeszkodą. Chociaż w istocie wiedziała, że faktycznie nią jest: zwyczajnie większość czystokrwistych powyżej trzydziestego piątego roku życia miała już żony.
Skierowała spojrzenie w stronę wskazaną przez Delecaur. A już miała zamiar pożegnać się i skierować się do drzwi... Nie pozwoliła jednak, aby z jej ust uciekło westchnienie. Zamiast tego ruszyła przez salę zdecydowanym krokiem, prosto ku pokrzywdzonej kobiecie.
- Jeśli chcecie się jej na coś przydać, lepiej idźcie do apteki obok i kupce eliksir Wiggenowy - powiedziała surowym tonem, bezceremonialnie zabierając papierowy ręcznik z ręki jednej z kobiet. - Jestem uzdrowicielem. Proszę unieść głowę i na mnie spojrzeć. Ma pani mdłości albo zawroty głowy? - spytała. Ręcznik wylądował na podłodze, Florence natomiast ujęła poszkodowaną pod brodę i machnęła różdżką, rzucając zaklęcie, które zatamuje krwawienie. Efekty takiej magii, niestety, nie były trwałe, by więc w pełni je zagoić potrzebowały mikstur, ale sztuczne podtrzymanie krwotoku dawało dość czasu, aby ten nieco minął i by założyć opatrunki...