08.12.2023, 17:48 ✶
- Dla niektórych właśnie nad własnym grobem tańczę, i to samotnie - mrugnęła jeszcze do Florence, bo chociaż wiedziała, że kobieta wydaje się być górą lodową, to miała jakieś uczucia. Każdy je miał, a Bulstrode nie musiała ich po prostu okazywać. Camille ją lubiła za fachowość, profesjonalizm i poczucie misji, które miała. Tak jak teraz. Gdy tylko Delacour wskazała zakrwawioną kobietę, to nie zdążyła dobrze opuścić ręki, bo Florence już popędziła w tamtym kierunku. Ona była tu zbędna - i w sumie dobrze, bo dzięki temu ocali swoją kreację. Gdyby były w szpitalu, to pewnie uważałaby inaczej, ale była tutaj prywatnie, ubrana naprawdę elegancko, poza tym lubiła tę sukienkę i wolałaby, żeby jej ubrania nie miały teraz styczności z krwią. Czy też wymiocinami.
Kobiety spojrzały na siebie niepewnie, lecz gdy tylko Bulstrode powiedziała, że jest uzdrowicielką, jedna - ta najbardziej trzeźwa - kiwnęła głową i od razu popędziła do wyjścia, nieomal popychając Camille. Blondynka westchnęła i stanęła obok, delikatnie kładąc ręce na barkach dwóch pozostałych dziewczyn.
- Nic jej nie będzie, idźcie się bawić dalej - powiedziała stanowczo, lekko popychając kobiety w stronę parkietu. By tylko przeszkadzały.
- Strasznie boli - poszkodowana płakała, a łzy mieszały się z krwią. Nos nie był złamany, ale musiał potężnie oberwać. Gorzej było z łukiem brwiowym, bo dopóki Florence nie rzuciła zaklęcia, krew dosłownie zalewała jej oczy. Nagle ją wyraźnie zemdliło. Szybko uniosła dłoń do ust, ale ostra w zapachu, żółto-czerwona od wina lawa wydostała się spomiędzy ust kobiety.
- Mocno uderzyła - stwierdziła Camille, bo skoro miała zawroty głowy i wymiotowała, to nie było innego wyjścia. Chyba że była aż tak pijana, ale nie wyglądała na aż tak nawaloną. Delacour machnęła różdżką, pozbywając się wymiocin z kobiety, jej ubrań i podłogi. Zaczęły zwracać na siebie uwagę, muzyka jakby przycichła.
Kobiety spojrzały na siebie niepewnie, lecz gdy tylko Bulstrode powiedziała, że jest uzdrowicielką, jedna - ta najbardziej trzeźwa - kiwnęła głową i od razu popędziła do wyjścia, nieomal popychając Camille. Blondynka westchnęła i stanęła obok, delikatnie kładąc ręce na barkach dwóch pozostałych dziewczyn.
- Nic jej nie będzie, idźcie się bawić dalej - powiedziała stanowczo, lekko popychając kobiety w stronę parkietu. By tylko przeszkadzały.
- Strasznie boli - poszkodowana płakała, a łzy mieszały się z krwią. Nos nie był złamany, ale musiał potężnie oberwać. Gorzej było z łukiem brwiowym, bo dopóki Florence nie rzuciła zaklęcia, krew dosłownie zalewała jej oczy. Nagle ją wyraźnie zemdliło. Szybko uniosła dłoń do ust, ale ostra w zapachu, żółto-czerwona od wina lawa wydostała się spomiędzy ust kobiety.
- Mocno uderzyła - stwierdziła Camille, bo skoro miała zawroty głowy i wymiotowała, to nie było innego wyjścia. Chyba że była aż tak pijana, ale nie wyglądała na aż tak nawaloną. Delacour machnęła różdżką, pozbywając się wymiocin z kobiety, jej ubrań i podłogi. Zaczęły zwracać na siebie uwagę, muzyka jakby przycichła.