Zarzucając wzmiankę o świecach, Nicholas pewnie naczytał się, nasłuchał albo na patrzył na dziwne tradycje randkowe, w których często bazowały świece. Jako klimat romantyzmu? W jego przypadku randka by tak nie wyglądała. A zwyczajnie jak obecnie. Nie znał w pełni preferencji Laurenta, który może preferował też taki rodzaj spotkań męsko-męskich. Nicholas nie miał żadnej kobiety u swego boku. Siostra się nie liczy. Nie miał żony ani też rozwodnikiem czy wdowcem nie jest. W jego mieszkaniu nie znajdzie się żadnych elementów kobiecych. Już na samo wejście widać, że to typowo męskie mieszkanie. Wzmianka o chęci zakupy świec i kadzideł, niekoniecznie mogłaby być wykorzystywana na ich spotkania. Ewentualnie kupiłby to dla siebie, jako dekoracja? Pewnie te świece weźmie czarne.
Co w sytuacji, gdyby Nicholas musiał mieć żonę i z nią zamieszkać? To problem, nad którym się nie zastanawiał dość poważnie. Zależy jeszcze, kim ona by była. Jakie miałaby podejście do jego pracy, działań i jego samego. W grę wchodziło jedynie to mieszkanie. Dom, wolałby pozostawić dla siebie. Za dużo może mieć w nim rzeczy, które nie chciałby, aby przyrzeczona mu kobieta widziała.
Według myślowych spekulacji Prewetta, Yaxley był tym, który powinien mieć kobietę u swego boku i raczej na zasadzie nacisku. Jako dziedzic. Lecz nie spieszył się z tym. Nawet jeżeli wiedział, że to jest w jego obowiązku, a nie tylko jego braci.
Laurent nagle zmienił ton. Zniknął mu uśmiech, odsunął się zapewniając, że wie o tych oczywistościach. Nicholas westchnął, choć nie uważał aby coś źle powiedział. To było zabezpieczenie. Laurent widocznie chciał już odejść.
Nicholas podszedł do niego, chwycił za rękę i odwrócił go w swoim kierunku. Spojrzał mu w oczy. Zatrzymał go, ale nie potrafił wydusić z siebie słowa. Choć może jego wzrok zdradzał, że nie chciałby kończyć ich znajomości. Tych spotkań. Nie chciał, aby to było jednorazowe. Ta fascynacja mogła się poszerzać. Mogła się utrzymywać. Lecz czy Laurent tego też chciał? Przecież Nicholas brał co chciał. Chwycił jego podbródek i pocałował w usta, jakby w ten sposób, chciał mu również podziękować. Otworzył mu drzwi i pozwolił odejść.
- Mam nadzieję na kolejne spotkanie.Rzekł cicho. A rysa w jego lodowym murze, okalającym zamrożone serce, zrobiła się odrobinę większa.