08.12.2023, 23:14 ✶
Że ten ktoś zostawił jej coś, co chciał, aby… wykorzystała? Kuzynki myślały dość podobnie, bo Mavelle po tych rewelacjach generalnie została tknięta tą samą myślą. Czy w istocie tak mogło być? A może, do cholery, ta próba wcale nie miała miejsca w Limbo? Czy to w ogóle miało jakikolwiek sens?! Przeczesała palcami włosy, próbując doprowadzić do ładu swoje myśli. Słuchała tego, co mówiła Brenna; Karlsson chyba się zresztą z tym zgodził, bo pokiwał głową w taki sposób, że gdyby znajdowali się właśnie w komiksie – nad jego głową niewątpliwie unosiłyby się literki układające się w „NO NO NO”.
Podrapał się po głowie; z jednej strony ewidentnie był zafascynowany tym wszystkim, co tu słyszał, z drugiej… jakby to go trochę przerastało? Ewidentnie wizyta tych kobiet wywierała dość niespodziewany skutek, jakim było jego własne mentalne rozbicie. Zasłonił w końcu twarz dłońmi.
- No… a jak go wyciągnęła?
- Nie wiemy – przyznała uczciwie Mavelle. Nie miały zielonego pojęcia o kapłańskich rytuałach, obyczajach czy cokolwiek tam Isobel odprawiała nad głową Atreusa.
- Wiemy od jednego z Macmillanów, że kapłanki się nim zajęły… ale on sam mówił, że nie ma żadnych wspomnień. – wtrąciła jeszcze Brenna.
- Hmm… Zatem poszukałbym jakiejś odpowiedzi u kapłanów, którzy wykonali ten rytuał, co go wyrwał z Limbo – czym się jego droga różniła od waszej? To może być istotna kwestia w zagadce, którą próbujecie rozwiązać, nawet jeżeli ten rytuał nie pozwolił mu uwolnić się od tego… no, zimna.
Czym się jego droga różniła?, zastanowiła się Bones. Wszedł, jak oni, do ognia. Jak oni przeszedł praktycznie tę samą trasę, jedyna różnica… jedyna różnica to to, że nie spotkał żadnego ducha. W zasadzie: dlaczego? Dlaczego nie musiał walczyć z limbo o swoje istnienie? Nie przypominała sobie, żeby o czymś takim wspominał, więc…
Szlag.
Niby uzyskały odpowiedzi, ale jednocześnie pojawiło się więcej pytań. Przynajmniej… przynajmniej wiedziały, czego mniej więcej się spodziewać.
- W takim razie arcykapłani. Spróbuję dobrzeć do jeszcze jednej osoby, ale może pan poleca kogoś do szukania wiedzy? Koszt ani odległość nie mają znaczenia.
Zerknęła z pewnym namysłem na Brennę, myśląc nad czymś intensywnie. Tak, nie mogły zarzucić poszukiwań i to nawet nie ze względu na to, że jej własne życie leżało teraz na szali – bo jeszcze był przecież Patrick, tak istotny dla Zakonu. Niby nie było ludzi niezastąpionych, ale Bones… Bones nie wyobrażała sobie nikogo innego na jego miejscu. Po prostu nie.
- Jeszcze jedno pytanie, chociaż raczej znam odpowiedź. Powiedziano mi, że nie umarliśmy, bo niby oddychaliśmy – ale biorąc wszystko pod uwagę… to możliwe, że byliśmy przez chwilę martwi, prawda? – w zasadzie nie musiała pytać; ale jednak… jednak. Chyba w ramach porządkowania całości.
- Nie „możliwe”, a nawet na pewno, panno Bones.
Skinęła lekko głową, innej odpowiedzi zresztą się nie spodziewała.
- Podsumowując, musimy poznać różnicę pomiędzy tymi, co spotkali duchy a tym, co nie. I może umrzemy albo nie, jak energia się wyczerpie. I jeśli dałoby się to odwrócić, to musimy celować w Samhain – westchnęła cicho. Do tego sabatu jeszcze parę dobrych miesięcy, co kazało się zastanowić: czy mieli w sobie tyle energii, by dotrwać do tego dnia? A może jednak Karlsson się mylił?
Podrapał się po głowie; z jednej strony ewidentnie był zafascynowany tym wszystkim, co tu słyszał, z drugiej… jakby to go trochę przerastało? Ewidentnie wizyta tych kobiet wywierała dość niespodziewany skutek, jakim było jego własne mentalne rozbicie. Zasłonił w końcu twarz dłońmi.
- No… a jak go wyciągnęła?
- Nie wiemy – przyznała uczciwie Mavelle. Nie miały zielonego pojęcia o kapłańskich rytuałach, obyczajach czy cokolwiek tam Isobel odprawiała nad głową Atreusa.
- Wiemy od jednego z Macmillanów, że kapłanki się nim zajęły… ale on sam mówił, że nie ma żadnych wspomnień. – wtrąciła jeszcze Brenna.
- Hmm… Zatem poszukałbym jakiejś odpowiedzi u kapłanów, którzy wykonali ten rytuał, co go wyrwał z Limbo – czym się jego droga różniła od waszej? To może być istotna kwestia w zagadce, którą próbujecie rozwiązać, nawet jeżeli ten rytuał nie pozwolił mu uwolnić się od tego… no, zimna.
Czym się jego droga różniła?, zastanowiła się Bones. Wszedł, jak oni, do ognia. Jak oni przeszedł praktycznie tę samą trasę, jedyna różnica… jedyna różnica to to, że nie spotkał żadnego ducha. W zasadzie: dlaczego? Dlaczego nie musiał walczyć z limbo o swoje istnienie? Nie przypominała sobie, żeby o czymś takim wspominał, więc…
Szlag.
Niby uzyskały odpowiedzi, ale jednocześnie pojawiło się więcej pytań. Przynajmniej… przynajmniej wiedziały, czego mniej więcej się spodziewać.
- W takim razie arcykapłani. Spróbuję dobrzeć do jeszcze jednej osoby, ale może pan poleca kogoś do szukania wiedzy? Koszt ani odległość nie mają znaczenia.
Zerknęła z pewnym namysłem na Brennę, myśląc nad czymś intensywnie. Tak, nie mogły zarzucić poszukiwań i to nawet nie ze względu na to, że jej własne życie leżało teraz na szali – bo jeszcze był przecież Patrick, tak istotny dla Zakonu. Niby nie było ludzi niezastąpionych, ale Bones… Bones nie wyobrażała sobie nikogo innego na jego miejscu. Po prostu nie.
- Jeszcze jedno pytanie, chociaż raczej znam odpowiedź. Powiedziano mi, że nie umarliśmy, bo niby oddychaliśmy – ale biorąc wszystko pod uwagę… to możliwe, że byliśmy przez chwilę martwi, prawda? – w zasadzie nie musiała pytać; ale jednak… jednak. Chyba w ramach porządkowania całości.
- Nie „możliwe”, a nawet na pewno, panno Bones.
Skinęła lekko głową, innej odpowiedzi zresztą się nie spodziewała.
- Podsumowując, musimy poznać różnicę pomiędzy tymi, co spotkali duchy a tym, co nie. I może umrzemy albo nie, jak energia się wyczerpie. I jeśli dałoby się to odwrócić, to musimy celować w Samhain – westchnęła cicho. Do tego sabatu jeszcze parę dobrych miesięcy, co kazało się zastanowić: czy mieli w sobie tyle energii, by dotrwać do tego dnia? A może jednak Karlsson się mylił?