08.12.2023, 23:43 ✶
Florence Bulstrode była osobą bardzo pewną siebie i bardzo zdecydowaną – prawdopodobnie aż przesadnie. (Chociaż, gdyby ktoś jej to powiedział, z pewnością uznałaby, że opowiada bzdury, bo we własnym mniemaniu była akurat tak pewna siebie, jak potrzeba. Cóż, zdanie o sobie też miała dość wysokie.) Nie wahała się więc, i nie przejmowała krwią, która ściekała jej po rękach – chociaż kiedy dziewczyna zaczęła wymiotować, cofnęła dłonie dość gwałtownym gestem.
– Prawdopodobne wstrząśnienie mózgu – zawyrokowała, chociaż mógł to być też skutek nadmiaru alkoholu. Ucieszyła się w duchu, że Camille chociaż uprzątnęła tę paskudną papkę, bo Florence w takich chwilach zawsze jednak wzdrygała się wewnętrznie. Zapach za to jeszcze przez chwilę wwiercał się jej w nozdrza. – Proszę siedzieć i się nie ruszać. Poczekamy na eliksir wiggenowy i przetransportujemy panią do szpitala.
– Ale… ale wesele…
– Nie będzie się tutaj pani bawić dobrze w takim stanie – zapewniła Florence. – Proszę się nie obawiać, do jutra wieczorem dojdzie pani do siebie – stwierdziła, rozmyślając o tym, że na to wesele chyba trafiły najbardziej szalone osoby w Londynie. Wyszeptała kolejne zaklęcie, tym razem mające pomóc z nosem – chociaż wciąż wiedziała, że bez mikstur i porządnych badań się tutaj nie obejdzie. A potem zwróciła spojrzenie na Camille, która była tutaj w końcu „legalnie”, mogła więc orientować się lepiej niż ona. – Wiesz może, czy jest tu czynny kominek Fiuu? Albo czy ktoś nie zna fal, aby wezwać specjalistów z Munga? Trzeba odesłać ją do szpitala.
A sama byłaby szczęśliwa, gdyby nie musiała tej kobiecie asystować. Ostatecznie, nie miała trafić na oddział Florence, więc tylko straciłaby czas. A ten ceniła bardzo.
– Prawdopodobne wstrząśnienie mózgu – zawyrokowała, chociaż mógł to być też skutek nadmiaru alkoholu. Ucieszyła się w duchu, że Camille chociaż uprzątnęła tę paskudną papkę, bo Florence w takich chwilach zawsze jednak wzdrygała się wewnętrznie. Zapach za to jeszcze przez chwilę wwiercał się jej w nozdrza. – Proszę siedzieć i się nie ruszać. Poczekamy na eliksir wiggenowy i przetransportujemy panią do szpitala.
– Ale… ale wesele…
– Nie będzie się tutaj pani bawić dobrze w takim stanie – zapewniła Florence. – Proszę się nie obawiać, do jutra wieczorem dojdzie pani do siebie – stwierdziła, rozmyślając o tym, że na to wesele chyba trafiły najbardziej szalone osoby w Londynie. Wyszeptała kolejne zaklęcie, tym razem mające pomóc z nosem – chociaż wciąż wiedziała, że bez mikstur i porządnych badań się tutaj nie obejdzie. A potem zwróciła spojrzenie na Camille, która była tutaj w końcu „legalnie”, mogła więc orientować się lepiej niż ona. – Wiesz może, czy jest tu czynny kominek Fiuu? Albo czy ktoś nie zna fal, aby wezwać specjalistów z Munga? Trzeba odesłać ją do szpitala.
A sama byłaby szczęśliwa, gdyby nie musiała tej kobiecie asystować. Ostatecznie, nie miała trafić na oddział Florence, więc tylko straciłaby czas. A ten ceniła bardzo.