18.11.2022, 17:55 ✶
Niekoniecznie mógł spodziewać się otrzymania od Seraphine takie listu. Nie to, żeby nie utrzymywali ze sobą regularnej korespondencji, jednak ta na ogół ograniczała się do pytania czy mają czas na wspólne libacje i przegrywanie w karty. Wyznaczyło to pewne standardy, na tyle by przyniesiona przez sowę koperta, a także jej zawartość, potrzebowały w jego głowie nieco czasu, by zostać wzięte pod uwagę.
Gest był nad wyraz... miły. Bulstrode starał się odnaleźć może jakieś inne określenie, które by do tego pasowało, ale niestety - nic nie przychodziło mu na myśl. Chociaż po chwili zastanowienia, może normalny? Posiadający znamiona przysług i miłych gestów, które robili sobie przyjaciele zajęci przede wszystkim porządnymi, szarymi życiami. Na Merlina, czy to właśnie była dorosłość?
Oprócz głowienia się nad faktycznymi motywami, musiał przyznać że był jej na prawdę wdzięczny, że tym razem postanowiła sobie oszczędzić jakichkolwiek ekscesów w postaci panter. Jak przez mgłę pamiętał jedno z przyjęć, kiedy kuzynka postanowiła się pokusić o tak egzotyczną atrakcję i prawdę powiedziawszy, do tej pory uznawał wspomnienia tamtej nocy za pochodną narkotykowych oparów i absyntu. Jak widać jednak, mylił się okrutnie.
Miasto przykryła mgła, gęsta niczym mleko, skutecznie utrudniając wszelkie poruszanie się po mieście. Sam nawet, kiedy opuścił swoją kamienicę, omal nie poszedł na czołowe z jakimś przypadkowym przechodniem, który nerwowo kroczył po chodniku, najprawdopodobniej śpiesząc się gdzieś.
Tym razem postanowił pojawić się po swoją narzeczoną, chyba tylko po to, żeby tym samym zaburzyć nieco przyzwyczajenia do spotykania się w miejscu docelowym. O wyznaczonej godzinie więc, ustalonej przez wcześniejszy list, pojawił się po jej lokum, skąd razem ruszyli w dalszą drogę.
Prawdę powiedziawszy, chyba nigdy nawet nie słyszał o Kalejdoskopie. Zastanawiał się czy był to wynik małej popularności, a może bycia świeżą pozycją na rynku. To drugie jednak szybko okazało się najprawdopodobniej nie być przyczyną, bo wyblakły napis sugerował, że jakiś czas już tkwił w tym miejscu. Wierzył jednak w gust Sery, a przynajmniej bardzo chciał w niego teraz wierzyć i spodziewał się, że w środku będzie tylko lepiej.
Było jednak pusto, a panosząca się na zewnątrz pogoda, lepiąca do skóry wilgoć mgły, sprawiała że całe to doświadczenie zdawało się malować w raczej ponurych barwach. Atreus oddał swój płaszcz, następnie pomagając Elaine się rozdziać i podając jej ubranie mężczyźnie, który ich przywitał i wręczył zaadresowaną do nich kopertę.
- No cóż... mam nadzieję, że jesteś dobra w szarady i będziemy się świetnie bawić - rzucił do Delacour, uśmiechając się do niej lekko. Słowa Prewett sugerowały, że faktycznie, czekające ich doświadczenia mogły okazać się na prawdę barwne i zajmujące czas. - To jak, gotowa? - upewnił się jeszcze, a gdy nie miała żadnych obiekcji, ruszył w kierunku drzwi, chcąc otworzyć je przed nią.
Gest był nad wyraz... miły. Bulstrode starał się odnaleźć może jakieś inne określenie, które by do tego pasowało, ale niestety - nic nie przychodziło mu na myśl. Chociaż po chwili zastanowienia, może normalny? Posiadający znamiona przysług i miłych gestów, które robili sobie przyjaciele zajęci przede wszystkim porządnymi, szarymi życiami. Na Merlina, czy to właśnie była dorosłość?
Oprócz głowienia się nad faktycznymi motywami, musiał przyznać że był jej na prawdę wdzięczny, że tym razem postanowiła sobie oszczędzić jakichkolwiek ekscesów w postaci panter. Jak przez mgłę pamiętał jedno z przyjęć, kiedy kuzynka postanowiła się pokusić o tak egzotyczną atrakcję i prawdę powiedziawszy, do tej pory uznawał wspomnienia tamtej nocy za pochodną narkotykowych oparów i absyntu. Jak widać jednak, mylił się okrutnie.
Miasto przykryła mgła, gęsta niczym mleko, skutecznie utrudniając wszelkie poruszanie się po mieście. Sam nawet, kiedy opuścił swoją kamienicę, omal nie poszedł na czołowe z jakimś przypadkowym przechodniem, który nerwowo kroczył po chodniku, najprawdopodobniej śpiesząc się gdzieś.
Tym razem postanowił pojawić się po swoją narzeczoną, chyba tylko po to, żeby tym samym zaburzyć nieco przyzwyczajenia do spotykania się w miejscu docelowym. O wyznaczonej godzinie więc, ustalonej przez wcześniejszy list, pojawił się po jej lokum, skąd razem ruszyli w dalszą drogę.
Prawdę powiedziawszy, chyba nigdy nawet nie słyszał o Kalejdoskopie. Zastanawiał się czy był to wynik małej popularności, a może bycia świeżą pozycją na rynku. To drugie jednak szybko okazało się najprawdopodobniej nie być przyczyną, bo wyblakły napis sugerował, że jakiś czas już tkwił w tym miejscu. Wierzył jednak w gust Sery, a przynajmniej bardzo chciał w niego teraz wierzyć i spodziewał się, że w środku będzie tylko lepiej.
Było jednak pusto, a panosząca się na zewnątrz pogoda, lepiąca do skóry wilgoć mgły, sprawiała że całe to doświadczenie zdawało się malować w raczej ponurych barwach. Atreus oddał swój płaszcz, następnie pomagając Elaine się rozdziać i podając jej ubranie mężczyźnie, który ich przywitał i wręczył zaadresowaną do nich kopertę.
- No cóż... mam nadzieję, że jesteś dobra w szarady i będziemy się świetnie bawić - rzucił do Delacour, uśmiechając się do niej lekko. Słowa Prewett sugerowały, że faktycznie, czekające ich doświadczenia mogły okazać się na prawdę barwne i zajmujące czas. - To jak, gotowa? - upewnił się jeszcze, a gdy nie miała żadnych obiekcji, ruszył w kierunku drzwi, chcąc otworzyć je przed nią.