09.12.2023, 01:08 ✶
Zrobiłem wielkie oczy, kiedy okazało się, że jednak ktoś dosłyszał mój komentarz na temat lądowania Jamesa. Właściwie, to sam zainteresowany i mnie kompletnie zatkało, zamurowało, bo nie sądziłem, że faktycznie mógł sobie coś zrobić. Zlekceważyłem to i teraz wychodziłem nie dość, że na kiepskiego przyjaciela, to jeszcze bezdusznego. Chciałem zaproponować, że może pójdę po jakieś ziółka albo coś... przeciwbólowe, ale chyba jednak nic go nie bolało, tylko zajrzał w oczy śmierci...? Nie byłem pewien, ale serce zabiło mi szybciej i zrobiło mi się tak nieprzyjemnie duszno.
Dodatkowo bardziej, kiedy podszedł do mnie ten supersilny i supersuper wujek Alice. Nie mogłem się z nim w żadnym stopniu równać, ale przynajmniej trochę chciałem wyjść na mężnego.
- Ja dam radę. Dopiero zacząłem... - odparłem do Otto, nie chcąc dać po sobie znać, że mnie to trochę przerastało, szczególnie że mnie tu Alice dopingowała do pracy. Ciocia Brenna nie byłaby zadowolona, gdyby zobaczyła, w jakim stanie po tym roku szkolnym były moje ramiona, kompletnie nieprzydatne do szermierki. Zaniedbałem ćwiczenia, ale w Hogwarcie miałem inne rzeczy na głowie, dużo różnych rzeczy. Ale za to podpatrzyłem cwanie metody wujka Alice na kopanie, więc może dalsza część mojej utarczki wcale nie miała być aż tak ciężka jak mi się wydawała...? Niestety, mimo wszystko panu Abbottowi szło to sprawniej - wcale mnie to nie dziwiło, bo Alice ciągle o nim opowiadała, więc w końcu zdecydowałem się zostawić tę szpadę, wbitą z boku w ziemię, a sam rozejrzałem się wokół i w sumie postanowiłem zająć się roślinami, skoro Alice miała grabić z Jamesem...? Tymi roślinami, co Dora je sortowała wcześniej, co się nadawało, a co nie i aż mi się przypomniał ten przykry obrazek, który zobaczyłem, kiedy zszedłem nie tak dawno temu na dół. Straszny obrazek. Wstrętne psy. Od dziś nie przepadałem za psami.
- Pan Abbott, to nam cały ogródek zrobi na piękny na jednym wdechu - stwierdziłem, obserwując jego zorganizowaną, jednostajną pracę. Jakby... miał to we krwi? Stanąłem na chwilę obok Alice, ale zaraz postanowiłem stąd umknąć, żeby nie uznała, że ja jednak zamierzałem się migać od pracy. - Zajmę się zniszczonymi roślinami - wyjaśniłem tylko, czmychając stąd jak najdalej. Wygłupiałem się raz za razem, tracąc rezon. Głupio tak.
Uklęknąłem przed koszami, wpatrując się w nie. Układałem sobie w głowie, co i jak, ale też się chwilę zamyśliłem. Kusiło mnie by spojrzeć kątem oka na Alice żeby zobaczyć jak pracuje, ale zbiłem w sobie tę usilną potrzebę.
Dodatkowo bardziej, kiedy podszedł do mnie ten supersilny i supersuper wujek Alice. Nie mogłem się z nim w żadnym stopniu równać, ale przynajmniej trochę chciałem wyjść na mężnego.
- Ja dam radę. Dopiero zacząłem... - odparłem do Otto, nie chcąc dać po sobie znać, że mnie to trochę przerastało, szczególnie że mnie tu Alice dopingowała do pracy. Ciocia Brenna nie byłaby zadowolona, gdyby zobaczyła, w jakim stanie po tym roku szkolnym były moje ramiona, kompletnie nieprzydatne do szermierki. Zaniedbałem ćwiczenia, ale w Hogwarcie miałem inne rzeczy na głowie, dużo różnych rzeczy. Ale za to podpatrzyłem cwanie metody wujka Alice na kopanie, więc może dalsza część mojej utarczki wcale nie miała być aż tak ciężka jak mi się wydawała...? Niestety, mimo wszystko panu Abbottowi szło to sprawniej - wcale mnie to nie dziwiło, bo Alice ciągle o nim opowiadała, więc w końcu zdecydowałem się zostawić tę szpadę, wbitą z boku w ziemię, a sam rozejrzałem się wokół i w sumie postanowiłem zająć się roślinami, skoro Alice miała grabić z Jamesem...? Tymi roślinami, co Dora je sortowała wcześniej, co się nadawało, a co nie i aż mi się przypomniał ten przykry obrazek, który zobaczyłem, kiedy zszedłem nie tak dawno temu na dół. Straszny obrazek. Wstrętne psy. Od dziś nie przepadałem za psami.
- Pan Abbott, to nam cały ogródek zrobi na piękny na jednym wdechu - stwierdziłem, obserwując jego zorganizowaną, jednostajną pracę. Jakby... miał to we krwi? Stanąłem na chwilę obok Alice, ale zaraz postanowiłem stąd umknąć, żeby nie uznała, że ja jednak zamierzałem się migać od pracy. - Zajmę się zniszczonymi roślinami - wyjaśniłem tylko, czmychając stąd jak najdalej. Wygłupiałem się raz za razem, tracąc rezon. Głupio tak.
Uklęknąłem przed koszami, wpatrując się w nie. Układałem sobie w głowie, co i jak, ale też się chwilę zamyśliłem. Kusiło mnie by spojrzeć kątem oka na Alice żeby zobaczyć jak pracuje, ale zbiłem w sobie tę usilną potrzebę.