09.12.2023, 07:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2023, 07:46 przez Alexander Mulciber.)
Morfina dobrze działała na ból, ale gorzej na zdolność prekognicji, co zaczął sobie wyrzucać, kiedy z opóźnieniem zareagował na atak Warda. zaorał sztyletem o pierś Murtagha. Zobaczył przed oczami czerwień: nie wiedział, czy to krew przyjaciela, czy wściekłość, która nagle owładnęła jego umysłem. Ledwo lewitujące w powietrzu truchło zdążyło głucho osunąć się na ziemię, uwolnione spod zaklęcia, Mulciber już był u boku Macmillana, wolną ręką podciągając go, by mógł stanąć pewnie na nogi. – Żyjesz przecież. – rzucił do niego szorstko, ale czekał cierpliwie, aż zobaczył, że ten trzyma równowagę. Uderzenie w głowę musiało boleć. W mniemaniu Axela, Tristan podpisał na siebie wyrok w momencie, w którym zaatakował jego przyjaciela.
Samemu Alexandrowi nie przeszkadzał ani chaos, ani panująca wokół nich destrukcja. Nie przeszkadzałoby mu nawet, gdyby oberwał jeszcze mocniej w czasie walki. Alex uważał za chwalebne to, że nie uciekał od bólu, że w klubie pojedynków walczył kiedyś nawet sprowadzony do poziomu parteru; ból mógł być narzędziem. Znajdował taką samą przyjemność w przeciąganiu aktu przemocy, co przedłużając orgazm; gdyby sam Czarny Pan zajrzał do jego umysłu, zobaczyłby, że wszystkie te skrajne emocje stanowią w pojęciu Mulcibera najwyższą ofiarę, że pogrążając się w okrucieństwie, ma w głowie tylko jeden cel… Tak, dzisiaj mieli pozbyć się szlamy, ale chodziło o coś więcej.
Chodziło o ideę, o przykład – fakt, nie cierpiał teatralnej otoczki dookoła ich organizacji: tatuaży, dziwnych masek, płonącego zielenią mrocznego znaku, śmiesznych pseudonimów (– Ej, co masz? – No nic nie mogę wymyślić jak ja nawet nie wiem, co znaczy połowa ale jakieś głupie mają. – Musimy coś ogarnąć. W ogóle, pseudonim tamtego w kącie brzmi w chuj gejowsko. – Racja, debilny. Hm. Jak jest wąż po łacinie. – Yyyyy. – No to ja biorę wąż jakby co. – To ja też wezmę wąż. – Tylko weź zmień trochę, żebyśmy nie mieli tak samo. – Hejka, koledzy, jakie pseudonimy macie??) – Axel wierzył, że zmasakrowane ciała trupów są nie tylko ostrzeżeniem, groźbą – one były manifestem.
Ale tak jak nie przeszkadzały mu własne rany bojowe, tak jego bliscy byli nietykalni, i Macmillan miał szczęście się zaliczać do tego grona. Zdjął dłoń z jego ramienia, kiedy ten zaatakował ojca Tristana, widząc, że jest bardziej zszokowany niż poważnie raniony. Niewerbalnie dołączył się natomiast do cruciatusa Lestrange’a, licząc na to, że podwójne zaklęcie sprawi mugolakowi jeszcze większy ból. Zemsta. Wycofał „swój wkład” zanim jeszcze Rudolph przerwał tortury, i podszedł bliżej, odkopując na bok nogę pani Ward i zwaliste ciało pana Warda, po czym zgodnie z poleceniem, nałożył na ciało Tristana zaklęcie wiążące: porządnie, tak, by więzy oplatały go tak szczelnie, że poruszenie najmniejszym paluszkiem choćby o milimetr było niemożliwe. Choć zaklęcie normalnie wytrzymałoby po wycofaniu różdżki, on nadal trzymał więzy w pełnym skupieniu, co jakiś czas boleśnie zaciskając magiczne pęta, by przypomnieć Tristanowi, że jest kompletnie bezradny i zdany na ich łaskę; by wiedział, że nie się nie wydostanie; że cały jego opór był dla nich tylko zabawą w kotka i myszkę.
– Utnij mu potem przyrodzenie – splunął pogardliwie na bok, ubezpieczając cały czas Lestrange’a, utrzymując w skupieniu zaklęcie wiążące. – Zasługuje, po tym jak skomlał o litość w ostatnich słowach.
Samemu Alexandrowi nie przeszkadzał ani chaos, ani panująca wokół nich destrukcja. Nie przeszkadzałoby mu nawet, gdyby oberwał jeszcze mocniej w czasie walki. Alex uważał za chwalebne to, że nie uciekał od bólu, że w klubie pojedynków walczył kiedyś nawet sprowadzony do poziomu parteru; ból mógł być narzędziem. Znajdował taką samą przyjemność w przeciąganiu aktu przemocy, co przedłużając orgazm; gdyby sam Czarny Pan zajrzał do jego umysłu, zobaczyłby, że wszystkie te skrajne emocje stanowią w pojęciu Mulcibera najwyższą ofiarę, że pogrążając się w okrucieństwie, ma w głowie tylko jeden cel… Tak, dzisiaj mieli pozbyć się szlamy, ale chodziło o coś więcej.
Chodziło o ideę, o przykład – fakt, nie cierpiał teatralnej otoczki dookoła ich organizacji: tatuaży, dziwnych masek, płonącego zielenią mrocznego znaku, śmiesznych pseudonimów (– Ej, co masz? – No nic nie mogę wymyślić jak ja nawet nie wiem, co znaczy połowa ale jakieś głupie mają. – Musimy coś ogarnąć. W ogóle, pseudonim tamtego w kącie brzmi w chuj gejowsko. – Racja, debilny. Hm. Jak jest wąż po łacinie. – Yyyyy. – No to ja biorę wąż jakby co. – To ja też wezmę wąż. – Tylko weź zmień trochę, żebyśmy nie mieli tak samo. – Hejka, koledzy, jakie pseudonimy macie??) – Axel wierzył, że zmasakrowane ciała trupów są nie tylko ostrzeżeniem, groźbą – one były manifestem.
Ale tak jak nie przeszkadzały mu własne rany bojowe, tak jego bliscy byli nietykalni, i Macmillan miał szczęście się zaliczać do tego grona. Zdjął dłoń z jego ramienia, kiedy ten zaatakował ojca Tristana, widząc, że jest bardziej zszokowany niż poważnie raniony. Niewerbalnie dołączył się natomiast do cruciatusa Lestrange’a, licząc na to, że podwójne zaklęcie sprawi mugolakowi jeszcze większy ból. Zemsta. Wycofał „swój wkład” zanim jeszcze Rudolph przerwał tortury, i podszedł bliżej, odkopując na bok nogę pani Ward i zwaliste ciało pana Warda, po czym zgodnie z poleceniem, nałożył na ciało Tristana zaklęcie wiążące: porządnie, tak, by więzy oplatały go tak szczelnie, że poruszenie najmniejszym paluszkiem choćby o milimetr było niemożliwe. Choć zaklęcie normalnie wytrzymałoby po wycofaniu różdżki, on nadal trzymał więzy w pełnym skupieniu, co jakiś czas boleśnie zaciskając magiczne pęta, by przypomnieć Tristanowi, że jest kompletnie bezradny i zdany na ich łaskę; by wiedział, że nie się nie wydostanie; że cały jego opór był dla nich tylko zabawą w kotka i myszkę.
– Utnij mu potem przyrodzenie – splunął pogardliwie na bok, ubezpieczając cały czas Lestrange’a, utrzymując w skupieniu zaklęcie wiążące. – Zasługuje, po tym jak skomlał o litość w ostatnich słowach.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat