09.12.2023, 15:00 ✶
- Taaak... – odpowiedź Mavelle była jakaś taka… roztargniona. Kobieta zdecydowanie znajdowała się jakby w innym czasie, innym miejscu; tyle że tym razem wspomnienie, jakie ją nawiedziło, nie należało do wujka.
Nie trafiła w cudzą przeszłość, nie oglądała jej swoimi oczyma, dziwiąc się, dlaczego wszystko tak bardzo nie pasuje. Teraz… teraz to było jednak coś, co umknęło jej samej. Odprysk furii, który to przecież stanowił część jej samej, na tyle świeży, że przecież powinna mieć to wręcz wyryte w pamięci. Choćby po to, żeby nie uznać, że jednak ten typek nie był taki zły i żeby nie przybiec zaraz do niego z podkulonym ogonem czy wręcz nie przywitać z szeroko otwartymi ramionami, gdyby pojawił się przed progiem.
Drgnęła lekko, gdy dotyk kuzynki wyrwał ją z tego zamyślenia. Przeszłość jej teraz nie pochłonęła, nie w ten sposób, jak działo się to w maju. Rozluźniła się, posłała nawet Brennie blady uśmiech, że przecież… wszystko w porządku. Naprawdę.
- Wybacz, zamyśliłam się – rzuciła, zarzucając w końcu plecak na ramię – Chodź, Promyczku, im szybciej trafimy do hotelu, tym szybciej ruszymy na podbój miasta – dodała, ruszając przed siebie, jak gdyby nigdy nic.
Może i Paryż nie przywitał ich teraz szczególnie gościnnie, ale… czekał otworem. Zaś zakupy same się nie zrobią, prawda?
Nie trafiła w cudzą przeszłość, nie oglądała jej swoimi oczyma, dziwiąc się, dlaczego wszystko tak bardzo nie pasuje. Teraz… teraz to było jednak coś, co umknęło jej samej. Odprysk furii, który to przecież stanowił część jej samej, na tyle świeży, że przecież powinna mieć to wręcz wyryte w pamięci. Choćby po to, żeby nie uznać, że jednak ten typek nie był taki zły i żeby nie przybiec zaraz do niego z podkulonym ogonem czy wręcz nie przywitać z szeroko otwartymi ramionami, gdyby pojawił się przed progiem.
Drgnęła lekko, gdy dotyk kuzynki wyrwał ją z tego zamyślenia. Przeszłość jej teraz nie pochłonęła, nie w ten sposób, jak działo się to w maju. Rozluźniła się, posłała nawet Brennie blady uśmiech, że przecież… wszystko w porządku. Naprawdę.
- Wybacz, zamyśliłam się – rzuciła, zarzucając w końcu plecak na ramię – Chodź, Promyczku, im szybciej trafimy do hotelu, tym szybciej ruszymy na podbój miasta – dodała, ruszając przed siebie, jak gdyby nigdy nic.
Może i Paryż nie przywitał ich teraz szczególnie gościnnie, ale… czekał otworem. Zaś zakupy same się nie zrobią, prawda?
Koniec sesji