09.12.2023, 22:36 ✶
Camille obserwowała z jaką wprawą Florence radzi sobie z kobietą. Lubiła ją nie tylko dlatego, że była konkretną kobietą, ale przede wszystkim dlatego, że była profesjonalistką, o której każdy pacjent powinien marzyć. Może nie bywała zbyt delikatna, wylewna czy empatyczna, ale gdy przychodziło co do czego: potrafiła zachować zimną krew i pokierować sprawami tak, by jak najmniejszym kosztem dopiąć swego. Ceniła to w ludziach.
Delacour wydęła lekko policzki na pytanie Florence. Rozejrzała się po wnętrzu sali, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół, gdy sama przed chwilą krążyła tutaj między stolikami, pozdrawiając bardziej lub mniej znajome osoby.
- Myślisz, że jej to nie zaszkodzi? Z tego co widziałam, kominek jest na końcu, za winklem, korytarzem prosto i skręcasz w lewo - skoro był kominek, to musiał być podłączony do sieci fiuu. Nie zakładała innej opcji.
W międzyczasie towarzystwo weselne... Bawiło się - jak to na weselu. I, co najlepsze, zaledwie kilka osób obserwowało kątem oka to, co działo się z kobietą, która nie dość, że się wywróciła, to jeszcze została stratowana, zanim koleżanki jej nie wyciągnęły. Na szczęście chociaż ktoś w tym towarzystwie myślał, bo w drzwiach pojawiła się kobieta, którą Bulstrode wysłała po eliksir wiggenowy. Zdyszana, z zepsutą fryzurą - i zgubionym butem. Śmiesznie było patrzeć, jak biegnie do nich w tylko jednym, wysokim, obcasie, lecz Delacour zachowała kamienną twarz. Nie wypadało się śmiać.
- Mam! - dziewczyna była zdyszana, brakowało jej tchu. Camille delikatnie wyjęła fiolkę z jej rąk, żeby przypadkiem ta nie wylądowała na ziemi, gdy kobieta upadnie, próbując stanąć jakkolwiek równo. Jakim cudem ona tu dobiegła w tym stanie?
- Masz, wypij, tylko ostrożnie - poleciła dziewczynie, przytrzymując fiolkę z jasnozielonym płynem. Widać było gołym okiem, że sama nie da rady jej utrzymać. - Pójdę z wami, dobrze? To doskonały pretekst, żeby się ulotnić.
Zerknęła w stronę stolika, przy którym siedziała jej randka. Właśnie rzygał na własne buty i towarzystwo dookoła. Bogowie wszystkich mugoli i czarodziejów, za co. Tym razem nie zdołała ukryć obrzydzenia, wpełzającego na ładną buzię.
- Na trzy- zarzuciła sobie ramię kobiety na ramiona, oczekując że Florence zrobi to samo z drugiej strony. - Zaprowadzę was do kominka.
Delacour wydęła lekko policzki na pytanie Florence. Rozejrzała się po wnętrzu sali, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół, gdy sama przed chwilą krążyła tutaj między stolikami, pozdrawiając bardziej lub mniej znajome osoby.
- Myślisz, że jej to nie zaszkodzi? Z tego co widziałam, kominek jest na końcu, za winklem, korytarzem prosto i skręcasz w lewo - skoro był kominek, to musiał być podłączony do sieci fiuu. Nie zakładała innej opcji.
W międzyczasie towarzystwo weselne... Bawiło się - jak to na weselu. I, co najlepsze, zaledwie kilka osób obserwowało kątem oka to, co działo się z kobietą, która nie dość, że się wywróciła, to jeszcze została stratowana, zanim koleżanki jej nie wyciągnęły. Na szczęście chociaż ktoś w tym towarzystwie myślał, bo w drzwiach pojawiła się kobieta, którą Bulstrode wysłała po eliksir wiggenowy. Zdyszana, z zepsutą fryzurą - i zgubionym butem. Śmiesznie było patrzeć, jak biegnie do nich w tylko jednym, wysokim, obcasie, lecz Delacour zachowała kamienną twarz. Nie wypadało się śmiać.
- Mam! - dziewczyna była zdyszana, brakowało jej tchu. Camille delikatnie wyjęła fiolkę z jej rąk, żeby przypadkiem ta nie wylądowała na ziemi, gdy kobieta upadnie, próbując stanąć jakkolwiek równo. Jakim cudem ona tu dobiegła w tym stanie?
- Masz, wypij, tylko ostrożnie - poleciła dziewczynie, przytrzymując fiolkę z jasnozielonym płynem. Widać było gołym okiem, że sama nie da rady jej utrzymać. - Pójdę z wami, dobrze? To doskonały pretekst, żeby się ulotnić.
Zerknęła w stronę stolika, przy którym siedziała jej randka. Właśnie rzygał na własne buty i towarzystwo dookoła. Bogowie wszystkich mugoli i czarodziejów, za co. Tym razem nie zdołała ukryć obrzydzenia, wpełzającego na ładną buzię.
- Na trzy- zarzuciła sobie ramię kobiety na ramiona, oczekując że Florence zrobi to samo z drugiej strony. - Zaprowadzę was do kominka.