Uśmiechnęła się lekko pod nosem, gdy kot otarł się o jej nogi. Był przeuroczy, taki rudy i puchaty. Kucnęła przy nim i zaczęła go głaskać. Maya od zawsze lubiła koty, ale gdy ten dachowiec ruszył w swoim kierunku dziewczyna podniosła się z kucka i spojrzała na niego. Chciała się odwrócić i iść do domu, ale kot wylądał jakby na nią czekał. Zmarszczyła brwi w zaskoczeniu. Poczuła ukłucie obawy? Nieufności? Tak, zdecydowanie obie rzeczy zatruły jej serce w tym momencie. Brwi zmarszczyła w niepewności, gdy wrócił znowu zaczęła go głaskać. To było silniejsze od niej, takie zwierzęta wywoływały u niej kociarę, dosłownie rozczulała się na widok takich puchatych, uroczych stworzonek.
– No dobra, dokąd chcesz iść? – zapytała idąc niepewnie za kotem. Miała ochotę wziąć go na ręce i pogłaskać dłużej, najchętniej zabrałaby go do domu, ale nie mogła bo Maeve miała uczulenie na sierść kota, więc były zakazane. – Potrzebujesz pomocy? – zapytała tuptając za kotem dosyć szybko, bo był szybki i zwinny, a Maya zdecydowanie do sprawnych osób nie należała. Czuła się głupio gadając do kota, ale wolała się upewnić, czy czasem ktoś nie potrzebował pomocy. Zwierzęta miały dobrą intuicję, ale cały czas miała z tyłu głowy zakodowaną ostrożność. Różdżka była na miejscu chociaż jej nie potrzebowała.