Serce biło jej zdecydowanie zbyt szybko, gdy tak gnała za kocim przewodnikiem. Na szczęście kot nie wybierał jej drogi jakoś szczególnie trudnej. Zastanawiała się, czy dobrze robi, raczej nie. Raczej była głupia i pakowała się w kolejne tarapaty, ale ciekawość była u niej zbyt silna, a naiwność jeszcze za bardzo dominowała w jej osobowości. Chciała poznać sekret rudego kota błąkającego się po Nokturnie. Nie było to miejsce odpowiednie do ufania komukolwiek, ale co mógł jej zrobić taki rudy dachowiec? No nic! Gdy dotarli do niewielkiego murku spojrzała na kota z cichym, ciężkim westchnięciem i może delikatną frustracją, bo nie była typem osoby, która by wspinała się na takie miejsc, ale znalazła odpowiedni pojemnik stojący samotnie pod murkiem i wdrapała się na niego, a następnie przeskoczyła i pobiegła za kotem. Ocierał się raz po raz o jej nogi, umykając często przed jej rękami. Mówiła do niego cały czas, aby do niej wracał, bo chciała go złapać, ale był sprytniejszy. Sama chętnie by się zamieniła w takiego kota, ale raczej bardziej drapieżnego, bo sama Maya Chang pomimo swojej aparycji raczej nie była puchatym, milusim koteczkiem. Pod koniec drogi była już lekko zadyszana i jęknęła przeciągle, gdy spojrzała, że kot wspina się na jakiś budynek. Była tam drabina, ale ona już ledwo miała siłę iść dalej, ale spięła swoją zacną dupkę i zaczęła wchodzić na górę, bo może było warto, co?
Widząc kota przy krawędzi dachu serce zabiło jej szybciej, miała nadzieję, że nie był to kot samobójca, ale one chyba zawsze spadały na cztery łapy, nie? Podeszła ostrożnie do krawędzi i obserwowała ulicę pod nimi. Wyglądało to naprawdę niesamowicie. Ciekawe jak wyglądała z takiej perspektywy ulica Pokątna. Tam, zdecydowanie było więcej osób, więcej kolorowych szat, więcej magii, tutaj co najwyżej można było zobaczyć jakieś przestępstwo, a najgorzej jak się trafi na jakiś gwałt, albo zabójstwo. Westchnęła z przyjemności i zdjęła plecak, w którym miała kanapkę, bo zawsze przygotowywała sobie jedzenie jeśli miała wychodzić na miasto; cofnęła się przy tym od krawędzi do środka dachu, aby przypadkiem się z niego nie zsunąć. Na chwilę przestała zwracać uwagę na zwierzę, które było chyba w swoim żywiole. Nie jadła regularnie, ani odpowiednio co można było zobaczyć po tym jak bardzo chuda była, ale mimo wszystko dbała o to, aby być w pełni sił i świadomości. Wyjęła nawet drobny pojemnik z zamiarem nalania do niego wody, aby dać kotu, ale nim to zrobiła usłyszała głos mężczyzny przed sobą. Drgnęła wystraszona oblewając się odkręconą wodą w butelce i spojrzała na Leo swojego niedoszłego napastnika.
– To ty! – krzyknęła zostawiając swoje rzeczy i przesuwając się do tyłu z dala od mężczyzny. – Czego ode mnie chcesz? – zapytała podnosząc się na równe nogi. Jego słowa były dla niej kolejną dawką dziwności. Nie rozumiała, ale powoli jej trybiki wystraszonego umysłu zaczynały łączyć fakty, że Leo najwyraźniej był… – Jesteś animagiem – szepnęła patrząc na niego. Czy to oznaczało, że był mądry? – Po co mnie tu ściągnąłeś? – nie zwracała uwagi już na ulicę, ciemne oczy wbiła w niego, w mężczyznę leżącego sobie beztrosko na dachu i obserwującego ulicę.