10.12.2023, 17:53 ✶
Znając Roberta tyle lat, Nicholas wiedział jak często każe na siebie czekać. Nie przeszkadzało mu to. Był cierpliwy. Zwiedził sobie raz jeszcze cały ten sam salon, który chyba znał już na pamięć. Na dłużej zatrzymując wzrok na jakichś obrazach. Potem w stronę okna. Ręce skrzyżował na klatce piersiowej. Niczego nie dotykał, pamiętając że Mulciberowie tego sobie nie życzyli, jak się im coś przestawia. To spotkanie Nicholas rozważał, aby wykorzystać w dwóch sprawach. Jedna jednak wymagała większej uwagi. Na niej postanowił się w pierwszej kolejności skupić. Była trochę większej uwagi, wymagająca ostrożności. Czyżby tego ostatnio Mulciberowi zabrakło?
- Robercie.Nicholas spojrzał w jego kierunku, kiedy usłyszał swoje imię, witając się z nim w ten sam sposób. Imiennie. Zlustrował go, jakby badał czy coś zmieniło się odkąd nie mieli ze sobą kontaktu na tle spotkań osobistych.
- Wybacz, że nachodzę o tej porze.
Wpierw przeprosił i zajął wskazany fotel. Nie zdejmował z siebie szaty. Wpadł na chwilę, przekazać co się dowiedział. Co i jego niepokoiło.
- Pozwól, że zacznę pierw od pytania. Na ile dobrze ufasz, Rodolphusowi Lestrange? Bądź, na ile dobrze go znasz?
Zapytał, wpatrując się w Roberta, swym chłodnym jak zawsze spojrzeniem, jakby chciał coś wyczytać z drugiego rozmówcy. Tak już po prostu miał, kiedy przechodził do ważnych rozmów. Jego niebieskie tęczówki zawsze zdawały się mieć w sobie coś z chłodu, zimy, lodu.
- Rozmawiałem z nim dzisiaj i przekazał mi dość niepokojące informacje dotyczące Twojej osoby. A kilka dni wcześniej, zawitał w mojej Komnacie Śmierci z prośbą o udostępnienie pewnych dokumentów.
Dał nacisk na słowo, aby Robert wiedział o jakie dokumenty chodziło. Teczki, jakie mu pozostawił. Tutaj chodziło o jedną konkretną. Nie wszystkie. Dotyczącą badań nad mózgiem w stanie śmierci. Nicholas odkąd je dostał od nauczyciela, zabrał je tamtego dnia do domu i tam większość z nich pozostawił. W Komnacie przechowywał te, które mogłyby być przydatne dla niego pod ręką.