— To prawda — odpowiedział po łyku szampana. Zauważył przy tym, że sączy go trochę za szybko, chociaż tylko w jego oczach tak sprawa wyglądała. Każdy inny oskarżyłby go o ślimaczenie się.
Zmieszał się troszkę po kolejnych słowach Geraldine.
— Oh, ile razy mam ci powtarzać... Nie ma co porównywać problemów, każdy jest istostny i zagmatwany na swój własny sposób... — odparł odruchowo ciszej. Ale zaraz potem znów poweselał na wspomnienie tańców. Nie był najlepszy, ale też do najgorszych nie należał. Potrafił poruszać się poprawnie, nie deptać trzewików, ładnie prowadził i nikt nigdy się nie skarżył. Nawet bardziej wymagające damy nie wymagały od niego większych porywów i uniesień, w końcu to Giovanni, a nie ich potencjalny kochanek. — Jak najbardziej, nie odmówię żadnego.
Udało im się zgarnąć wymarzone fanty, z czego Urquart był bardzo zadowolony. Mogli teraz się skupić na obserwowaniu zajścia z licytacją Erika.
— Randkę, hm? — Uniósł brew. — Pięćset galenonów? Ładnie, ładnie... — Usłyszał jak ktoś przebija Erika tysiącem galeonów, a nim zdążył się zorientować kto, w powietrze poleciały kolejne sumy. Elliot Malfoy? Eden Lestrange? TYSIĄC PIĘĆSET? Szeroko otwarte oczy Gio podążyły w stronę nieznanej sobie osoby, po czym odwrócił się do Ger z wybuchem śmiechu. — Tysiąc pięćset?
Nie zdążył spytać przyjaciółki, czy zna ową kobietą, gdyż licytacja trwała dalej. Perseus Black? Interesujące. Eunice Black? Liczbowo sytuacja zaczynała być trochę nieprzyjemna, gdy Elliot znów podniósł poprzeczkę.
— Nie podoba mi się to — szepnął do Geraldine. Giovanni na ogół nie był podejrzliwy, ale obecna sytuacja polityczna przewrażliwiła go w kontekście niektórych rodzin.