Szef Komnaty Badań Sekretów Mózgu w Departamencie Tajemnic? To brzmiało dobrze, wręcz bardzo dobrze - Nieźle - przyznał. Gdyby Stanley tylko wiedział wcześniej to by dopiero mógłby się chwalić, że jego ojciec był jakimś wielkim szychom w Ministerstwie. Jeszcze gdyby to było za czasów szkolnych go już w ogóle - szacun na dzielni - Nie chciałeś tak... Nie wiem, ramię w ramie z bratem pójść do Brygady? - zapytał - Hmm... będę musiał się przyjrzeć, zobaczyć. Może będę mógł jakoś pomóc albo coś doradzić - zaoferował się od razu, bez zawahania. Może i było to trochę naiwne z jego strony ale teraz nie zwracał na to uwagi. Miał ważniejsze rzeczy do zrobienia.
- Rozumiem - odparł odnośnie kwestii związanej ze sklepem - A nie wolałbyś wrócić do Ministerstwa? - rzucił w eter. Pracowanie na własny rachunek było jak najbardziej w porządku i okej, ale nie zapewniało stabilności w tych dziwnych czasach, a ministerstwo to właśnie robiło - ciepła posadka, 8 godzin i pensja do dziesiątego. Tak można było żyć i całą wieczność. Fakt, w większości może nie były to kokosy, ale zawsze coś. Lepsze to niż siedzieć i marudzić na własny los.
W tej całej rozmowie to chyba część odnośnie relacji Roberta z Anne była dla Stanleya najciekawsza... chociaż z jednej strony jej się też najbardziej obawiał w tym wszystkim. Najbardziej żałował, że nie był w stanie skonfrontować tych słów z drugą stroną, co by poznać obydwie wersje wydarzeń.
- Hmm... - rzucił sobie pod nosem w zastanowieniu. Borgin starał się odnaleźć jakich elementów w zachowaniu swojej matki, które mogły świadczyć o takim zachowaniu. Ciężko jednak było odszukać taki moment, wszak każdy wspomnienie o "tacie", było zaraz zakopywane pod dywan - To prawda. Niektórzy potrafią bardzo długo chować uraza... - zgodził się z lekkim wzruszeniem ramion. W tym wypadku trzeba było być prawdziwym ignorantem, aby nie przyznać mu racji. Nawet jeżeli nie potrafił odnaleźć takiego zachowania u Anne, te słowa idealnie pasowały do innych osób, jeżeli nie ogółu społeczeństwa w którym przyszło im żyć.
Czyli nic mu nie wspomniała. Nie podzieliła się tą nowiną... tego akurat nie rozumiał i nie potrafił usprawiedliwić własnej rodzicielki. Stanley uważał, że tę wiadomość powinna mu była przekazać, powiadomić aby zdawał sobie z tego sprawę - nawet jeżeli nie chciała dalej utrzymywać z nim kontaktu.
- Nie no... ja urazy nie chowam - odpowiedział od razu kiedy tylko Robert przeprosił - Czasami bywało trudno... może momentami sobie ze mną nie radziła albo miała już dość... Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda? - wytłumaczył. Nie mógł go przecież winić za coś o czym nie wiedział. Wierzył, a może wręcz chciał wierzyć, że postąpiłby inaczej gdyby wiedział o pewnych faktach. Pojawiało się tylko pytanie - na ile była to wizja, którą wykreował sobie sam Stanley, a na ile mogła być to prawda?
Borgin kiwnął głową, podsuwając szklankę po jeszcze odrobinę alkoholu. Co by jednak nie mówić, rozmawiało mu się przyjemnie, zupełnie jakby siedział na jakimś wykładzie. Tym razem jednak był najpilniejszym studentem, który chciał jak najwięcej zapamiętać, co było jednak sporym zaskoczeniem w jego przypadku.
Zaciągnął się papierosem - Nie wiem co takiego ciekawego mógłbym powiedzieć na swój temat - przyznał, przejeżdżając dłonią po szklance - Może coś konkretnego chcesz się dowiedzieć? - zapytał, pozwalając sobie na mały łyk napitku - I... w zasadzie, co to za wspólny znajomy? - dodał, wpatrując się w twarz Roberta. To była bardzo interesującą sprawa, ponieważ nie sadził, że będą mieli jakieś wspólne znajomości. Z jednej strony nie odrzucał takiej możliwości ale nie zdawał sobie sprawy, że tak właśnie było.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972