Machnął nonszalancko widelcem w powietrzu, gdy wspomniała o jednym potomku. Przecież to był tylko dobry szczegół, a wszyscy doskonale zrozumieli, co starał się przekazać. Nie trzeba było od razu wszystkiego wyjaśniać i wytykać mu błędu.
— Chciałem zachować minimum aury tajemnicy — mruknął pod nosem, zajadając się posiłkiem. Nie skomentował w żaden sposób przytyku do tego, że tylko, gdy on próbuje przygotować coś do jedzenia, to kuchnia nagle zaczyna wariować. Zerknął na Mave, po czym kontynuował: — Według pewnych osób potrafię całkiem nieźle grać na nerwach i to czasem nawet nieświadomie. Może sprowokowałem jakiegoś poltergeista, a on teraz nie chce odpuścić? Bywaliśmy na paru przyjęciach masowych, niektórzy ludzie mieszkają w starszych domach niż ten... Mogłem wynieść duszka, chociażby od Potterów.
Wzruszył ramionami. Póki nie mieli konkretnych dowodów na to, co właściwie wywoływało te przedziwne nadprzyrodzone zdarzenia, trudno było ustalić całą resztę szczegółów. Na słowa siostry przewrócił lekko oczami.
— Czasami mam wątpliwości, czy faktycznie robisz mi taką dobrą reklamę, jak twierdzisz. „Erik nigdy nie był orłem kuchennym”, wszystkim to opowiadasz? W biurze też? Niektóre rzeczy mogą zostać, no wiesz, w głowie.Jeśli rozgadywała się tak na jego temat przy każdej nadarzającej się okazji, to nie dziwił się, że ludzie mogli słyszeć o nim coraz to dziwniejsze plotki. Tutaj gadka Brenny, tutaj jakiś artykuł w gazecie, tutaj zdjęcie w czasopiśmie, tutaj opinia jakiegoś rywala, któremu utrudnił awans na wyższe stanowisko... Wszystkie te aspekty mogły doprowadzić do tego, że będzie się cieszył co najmniej osobistą sławą w departamencie.
— I co z niej wynika? — spytał z umiarkowaną ciekawością. Być może wynikało to z doświadczenia w pracy detektywa, ale wątpił, aby lista osób, które odwiedziły ich rezydencję, sprawiła, że winny temu chaosowi od razu im się objawi. — Pytam, bo odnoszę wrażenie, że nie wpuszczamy do środka ludzi, którym nie ufamy. Może bywamy naiwni, to znaczy dobroduszni, ale chyba nikt nie miał powodu, aby nam zaszkodzić. To znaczy, mi zaszkodzić. Resztę domowników dotyczy to tylko pośrednio.
Skrzywił się lekko. Rozmowa na ten temat, chociaż pozwalała lepiej przeanalizować ostatnie wydarzenia, sprawiała, że sam zaczął paranoicznie wracać do dawnych wspomnień. Czy to któraś z sąsiadek, które wpadły w odwiedziny do matki, rzuciła jakieś koślawe zaklęcie, które teraz działało z pełną mocą? A może ktoś się przemknął przez ich zabezpieczenia? Erik zacisnął pięść, a następnie rozluźnił po kolei każdy z palców. Nie, o tym lepiej było w ogóle nie mówić na głos.
— Dla kogo zabawa, dla tego zabawa. Mam wrażenie, że kury do tej pory ganiają te dzieciaki po polach, gdy wracają do rodziców, chcąc je zadziobać — mruknął. Jednym z plusów tego, że dalej pomieszkiwali w Dolinie Godryka, było to, że widzieli na bieżąco, jak świat ulega drobnym zmianom. Przykładem tego typu transformacji była na przykład relacja między właścicielami spalonego kurnika, a opiekunowi tych cudownych pociech.
Westchnął ciężko, gdy Brenna po raz kolejny postanowiła przekonać go do tego, aby wykorzystał swój wygląd zewnętrzny w celu manipulacji innych ludzi. Eh, a mieli taką dobrą opinię w niektórych kręgach. Gdyby ci wszyscy ludzie wiedzieli, co się wyprawiało za zamkniętymi drzwiami i zaciągniętymi zasłonami... Mógłby wybuchnąć prawdziwy skandal. Drama dekady.
— A może zamiast tego ubierzesz się w ładną, wiosenną sukienkę, zaplączesz sobie dwa warkocze, kupisz dużego lizaka i pójdziesz spytać o pomoc, udając małą dziewczynkę? Na pewno Ci nie odmówią — odbił piłeczkę. Nie miał siły się wykłócać, że wbrew pozorom wcale nie tak łatwo było go przekonać do współpracy w sprawach tego typu. Każdy, kto kiedykolwiek próbował go poprosić o pomoc, wiedział, że szybko ulega.
Zamyślił się na dłuższą chwilę. W sumie ulżenie jakiemuś mugolskiemu psiakowi wcale nie było takim złym pomysłem. Wprawdzie pomoc społeczności niemagicznej byłaby bardzo w stylu działań charytatywnych Longbottomów, jednak za adopcję zwierzaka raczej nie oberwaliby zbytnio w towarzystwie. Bądź co bądź nawet arystokracja nie latała z psidwakami. Niektórzy preferowali nieco mniej rozbrykane gatunki czworonogów.
— Myślałem jeszcze o terrierze irlandzkim. Wyglądają na dosyć urocze i są dosyć średniej wielkości. Coś mi się obiło o uszy, że lubią kontakt z człowiekiem, więc tutaj świetnie by się odnalazł, zwłaszcza gdyby dalsza rodzina wpadła z dziećmi — dodał, dorzucając od siebie jeszcze jedną rasę do rozważenia przez resztę domowników. Czesanie nie byłoby dla niego problemem. W ostateczności zawsze mogli poprosić o pomoc skrzata domowego. O ile nie bałby się zwierzaka. Och, nad tym też powinni pomyśleć.
Przeniósł rozbawiony wzrok na Mave, gdy ta stwierdziła, że chciałaby się jeszcze napić kawy. Zasugerował na głos pomoc, jednak zanim skończył nawet wypowiadać swoje pytanie, szafka nad zlewem otworzyła się, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie, po czym ponownie zamknęła.
— Mam się ewakuować, żebyście mogły jeszcze pogadać w spokoju? — spytał, woląc nie być przyczyną kolejnego incydentu w dzień przeprowadzki kuzynki. Jeśli go odeślą, to nie będzie miał problemu z tym, aby zaszyć się w swoim pokoju na piętrze. I tak miał parę listów do wypisania.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞