11.12.2023, 05:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 00:25 przez The Lightbringer.)
Targowisko w niemagicznym Londynie
- No to dostaliśmy zadanie bojowe, żeby się nie nudzić - podsumował Jim.
Po wyjściu z przyczepy Alexa, zarobionego po uszy niańczeniem całej ich cyrkowej zgrai i podobno także jakąś papierkową robotą z Ministerstwa (trochę to zdziwiło Jima, bo on to myślał, że każdy cyrk to było niezależne państwo w państwie, zgodnie z zasadą nie mój cyrk nie moje małpy, ale widać te klauny z Ministerstwa wsadzały swoje czerwone nosy tam, gdzie nie trzeba...; poklepał tylko Ala po plecach, i zapalił mu jednym pstryknięciem palców świece na liturgicznym lichtarzu, który mu ukradł z lokalnej parafii, żeby oczu po ciemku nie marnował!!), wpadli jeszcze na chwilę do tonącej w rozkosznych zapachach jadła kuchni, do Elaine i Harwina, odbierając od nich listę z absolutnie niezbędnymi sprawunkami, które należało załatwić na już, bo oni zapomnieli. Jim, jak gdyby nigdy nic, zwinął jedną z cynamonowych bułeczek, które Elaine właśnie wyciągnęła z pieca, kompletnie niepomny na to, że parzyły go w palce - a kiedy siostra zauważyła, że jeden z jej eksperymentalnych wypieków zniknął z blachy, stojąc za plecami Felixa pokazał dyskretnie brodą w jego stronę, więc to młody zarobił od Lisiczki ścierą po łapach.
W ramach rekompensaty, wcisnął od razu całą kasę od Alexa Felixowi - przyznał sam przed sobą, że może i dzieciak ma zadatki na piromana, który spaliłby całą tę kasę, gdyby oznaczało to, że może się popisać przed taką jedną Małą Lisiczką, ale jego magiczne pożary zazwyczaj były powiązane z niesamowitymi substancjami wybuchowymi autorskiej produkcji, nie zaś że spontanicznym samoozapłonem... - rzucając z zawadiackim uśmieszkiem dobra, młody, dzisiaj ty stawiasz... Coby go paluchy nie świerzbiły, żeby nie wrzucić całego grosiwa żadnemu z żebraków, koczujących na terenie targowiska albo jakiejś znękanej matce zbiererającej pieniążki dla chorej córki. No to było silniejsze od niego - i to wcale nie tak, że cyrkowcy opływali nie wiadomo w jakie luksusy!! - Jim po prostu czuł się bogaty przez dostatek miłości, jaką otrzymywał od swojej rodziny! Po co mu były pieniądze, jeżeli nie po to, by sprawiać nimi radość innym?
Tylko nie przepierdol na głupoty, śmiał się do Flynna, wiedząc, że ten i tak przepierdoli wszystko na głupoty..., ale przecież dlatego wciskał mu kasę kiedy Al nie patrzył! (trochę jak taki dziadek, który podsuwa wnukowi banknot w sekrecie przed rodzicami z konspiracyjnym tylko nikomu nie mów jakby to była tajemnica wagi państwowej); kup sobie coś ładnego, mówił Layli ze śmiertelną powagą w głosie, która kontrastowała z rumieńcem oblewającym jego twarz, bo jak się tak na nią zapatrzył, znów przypadkiem podpalił jedną ze wstążek jej zwiewnego kostiumu, kiedy ćwiczyli razem nowy akrobatyczny numer; bądźcie bogaci jak niuchacze, ale nieskazitelni jak gołębie, Ewangelia według świętego Mateusza, rozdział 10, werset 16, ogłaszał się głośno, perorując jak ksiądz z ambony, zamiast po prostu zapukać do przyczepy pochylonej nad pergaminami Atheny, tylko po to, żeby za chwilę uchylić się przed lecącym w jego stronę kałamarzem...
You get the idea. Jim nie był zbyt odpowiedzialny, jeżeli chodziło o zarządzanie finansami.
Na szczęście, miał Felixa, a ten - chociaż taki młody - nie dość, że serce miał we właściwym miejscu, to i łeb na karku! Lightbringer wpakował więc ręce do kieszeni, pod nosem pogwizdując sobie cichutko od czasu do czasu kantyk Mojżesza polecam, totalny banger - zwany także koincydentalnie Pieśnią Zwycięstwa - przekonany, że ich misja na pewno skończy się powodzeniem!
Co prawda, już na samym początku napotkali pewne trudności, mianowicie, lista zakupów okazała się kompletnie nieczytelna. Jim po cichu pluł sobie w brodę, że rozkoszował się smakiem cynamonowej bułeczki, kiedy gadał z Harwinem, a i Felixa miał ochotę ofuknąć trochę, że flirtował z Elaine, zamiast się na misji skupić i dopytać, co konkretnie mają załatwić... Ale przecież nie mogli wiedzieć, że to-to jakiś analfabeta im napisze. Jednak Jim był ostatnią osobą, która narzekałaby na cudzy charakter pisma! Nie dość, że było to zwyczajnie niemiłe i ktoś mógłby się dorobić przez to poważnej traumy - pamiętał, jak ciężko Flynn znosił każdy negatywny komentarz, kiedy jeszcze uczył się czytać - a punktem honoru Jima było to, żeby w rodzinie wszyscy czuli się ważni i docenieni, nieważne, co robili. Wszyscy jego bracia i siostry byli zresztą piekielnie zdolni, i tylko czasem leniwi, więc trzeba im wszystkim było znaleźć po prostu konkretną motywację. Że co, że tabliczka mnożenia trudna? Elaine, przecież możesz uczyć się liczyć na piegach Felixa!!
Jakoś udało im się jednak odcyfrować niektóre słowa, własnymi domysłami uzupełnili resztę treści, i teraz Jim i Felix błądzili między straganami... gotowi targować się jak diabeł o duszę grzesznika.
- Wojciech Wędliniarz... To chyba tu - powiedział Jim, pokazując na majaczący w oddali stragan. Nagle zmarszczył brwi. - Na szyldzie ma napisane, że oprócz chili oferuje też wybór koszernych mięs. - W głosie Jima zabrzmiało powątpiewanie, a na jego pogodnej zwykle twarzy pojawił się cień. - ...Myślisz, że jest Żydem? - syknął podejrzliwie.
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić