To był dzień jak codzień. Poranna zmiana, a wraz z nią poranna kawka - nieoszukujmy się, tradycji nie należało łamać ani zaniedbywać. Dla Stanleya to był niejako rytuał, znacznik dobrego dnia - Ministerialna lura. Najgorszy sort tego czarnego trunku. Rzecz, której większość by nie wzięła do ust, a niektórzy posądzali o próbę morderstwa kiedy im ją podano. Czy Borgin marudził? Nie. Z biegiem lat i doświadczenia, nauczył się czerpać z życia korzyściami. Cieszyć się z najmniejszych rzeczy, takich jak ta właśnie kawka.
Ubrany w swój mundur brygadzisty z kubkiem pysznej kawusi w dłoni, kierował się do swojego biurka, aby zasiąść i porozwiązywać jakieś krzyżówki na rozgrzewkę. Raporty nie zając - mogły chwilę poczekać, a najnowsze wydanie "Magopola 500" już nie. Kilka hasełek i bam, będzie gotowe.
Jego uwagę przykuł ktoś, osoba, która wyglądała jak Robert - ojciec Stanleya. Uniósł zdziwione brwi do góry, wszak staruszek nie chciał przecież za bardzo wracać do Ministerstwa. Czyżby zmienił swoje zdanie? Raczej nie.
Stanley szybko połączył fakty i ruszył w kierunki dwójki mężczyzn, słysząc, że ich rozmowa toczy się raczej ku końcowi. To odpowiedni moment pomyślał i przyspieszył nawet, aby mu przypadkiem nie uciekł
- Już pomogłeś wystarczająco Adam - odezwał się zza pleców - Ja Panu dalej pomogę, a Ty możesz wracać do pracy. Na pewno masz jej bardzo dużo - uśmiechnął się do młodszego kolegi po fachu, zajmujac jego miejsce. Przyjrzał się bliźniakowi swojego ojca od stóp do głów. No dwie krople wody. Niedowierzał.
- Przepraszam za niego. Dopiero się uczy - wytłumaczył petentowi - A Chester jest zajęty. Ma jakieś ważne spotkanie pewne - dodał - Ale zapraszam do swojego biurka. Z chęcią udzielę odpowiedzi na pańskie pytania. W końcu każda para rąk jest mile widziania w Ministerstwie - przyznał, wskazując gestem dłoni drogę do swojego biurka.
Ruszył chwilę po "nim". Ciężko było mu stwierdzić czy to Robert czy Robert-bliźniak. Biorąc pod uwagę to, że Mulciber siedział na Nokturnie, uznał, że to na pewno ten drugi. A może ten pierwszy? Nie wiedział przecież, który z nich się urodził pierwszy. Mniejsza o to.
Kiedy znaleźli się przy biurku, odezwał się ponownie - Kawy? Herbaty? Papierosa? - zaproponował - Borgin. Stanley. Brygadzista - przedstawił się, wyciągając do niego dłoń.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972