Obserwowała jego zachowanie z uwagą, bo nie rozumiała czym był, bo do człowieka było mu daleko. Nie był normalny, był szalony, nieodpowiedzialny, pojebany i chory. Jej oczy śledziły każdy jego ruch, to jak przekręcał się z boku na bok, to jak się rozciągał jakby nadal był kotem. To było dziwne zachowanie, nie był normalny, prawda? Strach powoli zaczynał być zastępowany przez ciekawość, ale zalążki obawy nadal tliły się w jej sercu, gdy ten tak się zachowywał. Było to naprawdę niepokojące. Był okropnie sprytny, podstępny, czyżby wiedział, że go wcześniej śledziła, dlatego ją zaciągnął w takie miejsc?
Chciała zabrać mu różdżkę, ale ręce się tak jej trzęsły, że nie była w stanie rzucić odpowiednio czaru, więc zacisnęła je w pięści. Najwyżej go uderzy, może i była słaba, ale na dachu nie mógł się z nią szamotać. Póki co nie ruszał się z miejsca. Spojrzała w kierunku drabiny, a potem cofnęła się o krok opierając się o komin. Najwyżej go zrzuci z tego dachu, albo umrze, albo się mocno poharata, a to ją już nie interesowało.
Nie wykonał ani jednego gwałtownego ruchu, nie zaatakował jej, nie spróbował nic jej do tej pory zrobić. Może naprawdę nie miał złych zamiarów, był po prostu dziwny, nie paradny i delikatnie szalony jak Kapelusznik z Alicji? Zastanawiała się, gdzie była jego mądrość, bo żeby nauczyć się animagii trzeba mieć jakąś inteligencję, a on przeczył temu całym swoim zachowaniem. Zmarszczyła ze złością brwi. Nie była sama sobie winna, bo skąd miała wiedzieć, że tym kotem był on?
– Oszukałeś mnie zmieniając się w kota i nie mówiąc, że to ty. Nigdy bym za tobą nie poszła, gdybym wiedziała – fuknęła, ale powoli zaczynała się rozluźniać. – Czemu jesteś… taki dziwny? – zapytała czując jak serce powoli się uspokaja.