Legilimencja szkodziła jego umysłowi. Ciągłe oglądanie mieszanych wspomnień, a tym bardziej powracający obraz torturowanej i zabijanej matki, sprawiał że Tristan tego nie mógł już wytrzymać. Krzyknął, ale to tak szybko nie minęło. Kolejny ból poczuł na ciele, wywołany zaklęciem niewybaczalnym. Torturowali go pierw psychicznie, a następnie fizycznie. Zaklęcie wiążąca czy duszące, uniemożliwiało mu za bardzo poruszanie kończynami jak i ciałem. Nie mógł nic zrobić, będąc zdanym na ich łaskę. Był sam. Ich było trzech. Jeden wykluczony, z powodu otrzymanej rany (Macmillan). Jednak nie było z czego się cieszyć.
Kiedy zaklęcie niewybaczalne zostało przerwane, Tristan drżał jeszcze chwilę na ciele, odczuwając ból w każdym narządzie, w każdym mięśniu swojego ciała. Ward skrzywił się, kiedy poczuł dość mocne chwycenie za włosy. Bał się tego, co zaraz może mieć miejsce. Że ten śmierciożerca (Lestrange) dokona tego, czego uświadamiał. Pozbawi go zmysłów. Tristan z trudem przełknął ślinę, próbował poruszyć głową na znak sprzeciwu, na słowo ”nie”, aby tego nie robił. Widocznie bał się już odezwać. Wolałby w tej chwili umrzeć. Im mocniej był ciągnięty za włosy, zmuszony do odchylenia głowy, z bólu zacisnął zęby i zamknął oczy. To był naprawdę koszmar, z którego młody auror chciałby się obudzić. Tylko dlaczego to była rzeczywistość?
Śmierciożerca pochylił się nad nim. Szepnął mu go ucha zaklęcie i siłą wcisnął mu różdżkę do gardła. Tristan otworzył oczy i poruszył związanymi kończynami górnymi, jakby chciał złapać rękę, torturującego go czarodzieja. Nie mógł nic się poruszyć, kiedy wciąż był mocno związany. Krztusił się, czuł ból. Coś wiązało jego struny głosowe. Dławił się. Zamknął mocno oczy, z których kącików spłynęły łzy bólu. Zacisnął dłonie w pięści. Próbował krzyczeć. Ból jaki odczuwał przy niszczeniu strun głosowych był olbrzymi. Z jego gardła wydobywały się stłumione krzyki. Ostatnie.
Tristan stracił głos.
Paliło go okropnie w gardle. Łapczywie łapał powietrze. Chciał złapać się za gardło. Ale nie mógł. Wciąż ciasno związany, nie mógł sobie nawet pomóc. Kiedy różdżka przejechała po jego torsie, poczuł piekący ból cięcia. Zacisnął zęby. Ta sama rana, jaką on zrobił ich koledze. Jego ubranie zaczęło powoli zaczerwieniać się. Następnie podobne cięcie poczuł na ramieniu. Przeraził się w chwili, kiedy różdżka zatrzymała się na jego podbrzuszu i mogła zejść niżej. Bał się, że stanie to, co zasugerował inny śmierciożerca. Zacisnął mocniej powieki, kiedy na podbrzuszu poczuł kolejne cięcie. Ostrzeżenie. Gdy uchylił powieki, widział już różdżkę wycelowaną w jego oczy. Te słowa. Mocno wyryły mu się w pamięci. Gardło go paliło, z ran sączyła się krew. Życie w pustce, to najgorsze co może go spotkać. Nie chciał tak żyć.
Dość - słysząc te słowa, jakby poczuł ulgę? Ostrożnie otworzył oczy, aby zobaczyć co się dzieje. Chcą się ewakuować? Gdzie są aurorzy! On ich już nie zatrzyma. Nie miał siły. Nie miał jak. Słyszał polecenie jakie mają wykonać. To znaczyło, że zaraz może stracić cały dom. Bombarda, zniszczy wszystko.
Duszące zaklęcie zostało wycofane, ale i tak Tristan czuł, że był nadal związany. Z własnego domu, śmierciożerca musiał wyciągnąć go własnymi siłami. Ward związany, nie ustał mu na nogach. A kiedy znalazł się na zewnątrz, rzucony na trawnik otaczającego domu ogrodu. Widział wszystko co ten ostatni z nich zrobił. Gdyby nie więzy, może by go zatrzymał. Było za późno. Ciała jego rodziców, zostały wywleczone także na zewnątrz. Dom potraktowany zaklęciem niszczącym. A ciała ojca i matki, rzucone na gruz. Śmierciożerca zniknął. Hałasy, na pewno zwróciły uwagę sąsiadom, zgłaszającym problemy na dzielnicy i wybuch. Te z kolei dotarły do Ministerstwa, biura aurorów.
Nie minęła długa chwila a na miejscu pojawił się wyznaczony zespół Aurorów i Brygadzistów, z uzdrowicielem. To co zastali, niektórych mogło zszokować. Widząc mroczny znak na niebie, mogli się domyślić, kto tutaj był i co uczynił.
- Tristan!Ward został odnaleziony przez jednego z kolegów. Drgnął na dotyk, ale kiedy ujrzał znajomą twarz. Po prostu opadł głową znów w trawę. Chłopak widząc w jakim stanie jest Ward i że nie może się poruszać, użył zaklęcia uwalniającego, rozpraszającego wiążące, uwalniając także jego dłonie. Dostrzegł też, że jest ranny.
- Uzdrowiciel!
Krzyknął, a wywołana osoba, pojawiła obok nich. Położyli Tristana na plecach i ubranie przy klatce piersiowej rozerwali, aby móc ocenić głębokość rany. Zaklęciem wyczarowano bandaże, aby owinąć ranę. Tych jednak było kilka. Na podbrzuszu dostał tymczasowy opatrunek.
- Trzeba go zabrać do Munga.
Stwierdziła osoba go opatrująca. Przyglądając mu się, zauważyła że był bardzo słaby.
- Dasz radę wstać?
Zapytał go kolega, Tristan nie odpowiedział. Z jego pomocą, próbował się podnieść, a słaby wzrok skierował na pracę pozostałych aurorów, którzy zabezpieczali teren. Jednakże z powodu obolałego ciała, Ward nie utrzymał się na nogach i upadł na kolano.
- Gdzie Twoja różdżka?
Dostał pytanie od jednego z nich. Bo widocznie nikt nie zauważył jej obok niego. Jak dobrze Tristan pamiętał, została w jego domu. Spojrzał tam. Unosząc ranną rękę wskazując na to, co zostało z jego domu. Za chwilę kaszlnął, jakby coś gryzło go w gardle. Nie zastanawiając się dłużej, został eskortowany do szpitala św. Munga. Aurorzy mieli w tym przypadku do uprzątnięcia bardzo duży bałagan…
Z Tristanem nie od razu można było porozmawiać. Pierwotnie myślano, że zamknął się w sobie z powodu przeżytej traumy. Badania w Mungu jednak wykazały coś więcej i Tristan przyznał się że rzucono na niego zaklęcie, odbierające zmysł mowy. Po paru dniach, przebywając nadal w szpitalu, został przesłuchany z ostatnich wydarzeń. Z powodu problemu wymowy, musiał złożyć swój raport pisemnie lub pozwolić na udostępnienie wspomnień. Tego drugiego, odmówił.
Podjął się spisania zeznań pisemnie. Na nowo musząc przypomnieć sobie co tam zaszło.
W zeznaniu napisał, że Ci którzy go zaatakowali, byli to mężczyźni, odziani w czarne szaty z kapturami oraz maskami. Śmierciożercy. Wstępnie oceniał ich, jako amatorów. Wspomniał o próbach ich powstrzymania i swojej samoobrony. Od jednego z nich otrzymał nóż z rozkazem zabicia swojego ojca. Broń wycelował w śmierciożercę, raniąc go. Opisał jak na jego oczach zmasakrowano matkę. Kiedy sam był torturowany, mordowano jego ojca. Jemu grozili pozbawieniem zmysłów, przez co skończyło się tylko na utracie mowy.
Napisał tyle, ile był wstanie. A kiedy po miesiącu wypuścili go ze szpitala, złożył w Ministerstwie rezygnację z pracy aurora. Pomimo tego, że miał od uzdrowicieli zwolnienie chorobowe i niezdolność do wykonywania zawodu z powodu problemów psychicznych.
Na miejscu zbrodni, gdzie dokonano uprzątnięcia bałaganu, z gruzu wydobyto różdżkę Tristana oraz zakrwawiony nóż…