Zrobił dziwną minę, taką w oczywistości niezadowoloną, bo słowa jedno - a przygana drugie. Chłopak miał rację i Laurent zdawał sobie sprawę, że to nie jest poprawne, ale przecież nie było się tutaj czego wstydzić. Wstyd - może jeszcze przed płcią przeciwną? Może tam byłoby się czego wstydzić? Ale chociaż każdemu podobało się coś innego, gusta były różne, to ta wstydliwość łączyła społeczeństwo wychowane w myśli chronienia prywatności. Na zewnątrz wszystko musiało lśnić i być perfekcyjne. Tragedie i brudy chowano za welurowymi firankami kuchni. Tak, lśniliśmy na zewnątrz, żeby dobrze maskować zepsucie wewnątrz.
- To dziwne okoliczności na poznanie się. - Dokończył swoją myśl, którą urwał, a którą jednak dokończył. I chociaż nie poszedł się, po tej przyganie, ubrać, to poszedł w kierunku jednego z prysznicy, żeby tak czy siak zniknąć nieco mężczyźnie z widoku. Teraz to i jemu zrobiło się głupio. Ludzie potrafili tworzyć niekomfortowe sytuacje z niczego. - Czemu ci przeszkadza rozebranie innego mężczyzny? - Do mężczyzn to im obu było jeszcze naprawdę daleko, ale to nie o to chodziło w tym momencie. "Nie śpiesz się w dorastaniu" - potrafili mówić niektórzy rodzice. Edward bardzo lubił traktować jego jak i jego siostrę jak dzieci i pewnie to będzie miał do siebie, że za 10 lat również będzie się tak do nich odnosił. Nie każdy miał to szczęście, żeby mieć rodzica, któremu na tobie naprawdę zależy. Albo raczej - niektórzy po prostu mieli nieszczęście urodzić się w złym czasie, będąc owocem nie miłości, a przymusu. Zajrzał w jedną i drugą stronę w poszukiwaniu zagubionej Marty, ale ta chyba naprawdę uciekła. Kiedy emocje z niego opadały to w zasadzie miał nadzieję, że nie sprawił jej przykrości. To był naprawdę przypadek, ale nie powinien na niej wyładowywać frustracji, że w ogóle przypadek się pojawił. Jedno "ale" było takie, że przecież nie mógł zaakceptować popełnionego błędu. To by oznaczało, że nie był perfekcyjny, prawda? Tak być nie mogło.
- To prawda? - Zmrużył oczy, wyglądając w jego kierunku z lekką podejrzliwością, kiedy opowiedział te dwie historie. Brzmiały... właściwie gdyby przeczytał taką historię w gazecie to zastanawiałby się, czy kogoś nie poniosła fantazja. Zainteresowanie duchami - ach, to, co mają do przekazania zmarli było interesująco-smutne. To, co ma do przekazania ich śmierć... to już inna para kaloszy. Nie lubił słuchać o śmierci. Przerażała go. Tak i teraz miał minę trochę nietęgą. - Czemu interesujesz się ich... śmiercią. - Przecież to trudne. A Leon wypowiadał się na ten temat z taką lekkością, jakby to nie było przerażające, a właśnie - interesujące. Pozbawione empatii i trwogi wobec aktu, który całkowicie przecinał ich świat od Limba. Laurent poczuł zimny dreszcz na karku, więc puścił ciepłą wodę, żeby zmyć to dziwne uczucie z siebie. I dopiero teraz opóźnioną dawkę wstydu za zaistniałą sytuację.
- Gdyby chciała być o to pytana to pewnie już wszyscy by wiedzieli. - Burknął trochę pod nosem. Chyba nie chciałby, żeby jego ktoś wypytywał o ten najgorszy moment. Wiele duchów go nie pamiętało. Tak jakby ktoś wyciął im chwilę. Pamiętali ewentualnie to, co działo się chwilę przed, a czasem tworzyła się z tego czerń. Wycięty kadr, jakby dla czyjejś wygody. Dlatego często ofiary nie pamiętały swoich oprawców. Chociażby. Teraz to Leon naprawdę zaczynał mu napędzać stracha. - To na pewno był wypadek. - Zastanawiać się nad takimi rzeczami, albo myśleć, że tu NIE JEST bezpiecznie... a wypadki chodzą po uczniach. Albo ich głupota, bo tego przecież nie brakowało. - No dobrze, żartowałem trochę... - Burknął znów, kiedy Leon tak żywo zareagował na jego zaczepkę o obgadywaniu.