Przymknęła powieki, kiedy zmęczona po wysiłku fizycznym oparła się o tors męża i zrelaksowała się w jego objęciach oraz gorącej wodzie, w której oboje siedzieli zanurzeni po szyje. Przez tych kilka chwil życie wydawało się takie przyjemne i lekkie; swobodne jak rzadko w ciągu ostatnich lat. Przez kilka uderzeń serca pozwolił kwitnąć myśli, że już osiągnęła w życiu wszystko i nie musiała się już tak starać — wszystko to, co liczyło się naprawdę.
Dlatego dobijanie się do okna zignorowała. Pozwoliła Elijahowi zająć się sową, a sama smakowała na języku jego słowa. Miłością życia. Tym właśnie była? Otworzyła oczy, kiedy Elijah zaczął szeleścić papierem i leniwie spojrzała w jego kierunku. Zmianę na twarzy męża obserwowała jakby w zwolnionym tempie. Każda sekunda rozciągnęła się w nieskończoność, kiedy nikł ten typowy dla niego, pewny siebie uśmiech odsłaniający rząd równych zębów, żeby przerodzić się w neutralność — a ostatecznie zatrzymać na wykrzywionym grymasie wściekłości. Zaciśnięte zęby mocniej zarysowały szczękę Elijaha, upodabniając go do drapieżnika. Wkurwionego drapieżnika. Deborah zamrugała szybko, jeszcze nie rozumiejąc powodu zmiany. Ale jej rozleniwienie przeminęło bezpowrotnie. Włączyły się wszystkie alarmy ostrzegawcze.
Dopiero wzrok zatrzymany na kwiatach pozwolił jej połączyć fakty.
Wiedziała doskonale kto wysłał bukiet. Bez listu z podpisem i bez żadnych słów wyjaśnienia; Deborah ich w tym wypadku nie potrzebowała, bo tylko jedna osoba mogłaby wykazać się takim niesmacznym brakiem wyczucia przy jednoczesnym wstrzeleniu się idealnie w punkt, który mógłby ją urazić. Jak kwiaty na jej własny grób, mające przypomnieć o upływających latach — i to tuż po seksie z mężem, kiedy jej ciała nie opuściło jeszcze przyjemne rozluźnienie. Tuż po chwili, w której wydawało jej się, że stoi na szczycie i ma wszystko. Choć skłamałaby, gdyby powiedziała, że się takiego gestu spodziewała ze strony byłego narzeczonego.
Wiedziała więc kto je wysłał, ale powinna tą wiedzę zatrzymać dla siebie. Uspokoić męża, rzucić jakiś lekceważący tekst, który zbagatelizowałby całą sprawę. I może by to nawet zrobiła, gdyby nie gwałtowne zachowanie Elijaha, w jej opinii zupełnie niestosowne do sytuacji. Gdyby nie wściekłość i bezpodstawne pretensje wycelowane wprost w nią, choć przecież była tylko adresatką, a nie prowodyrem.
Tak jakby prosiła kogoś o przysłanie tych pogrzebowych chwastów.
Oskarżenie zapiekło niczym wymierzony celnie policzek. Deborah nie potrzebowała więcej; to wystarczyło. Wściekłość zagotowała krew w żyłach, ale oczy przybrały lodowato zimny ton.
— Właściwie to całkiem zabawne — rzuciła więc w odpowiedzi na jego słowa głosem zimnym, wypłukanym z wściekłości. To opanowanie i ten chłód były nawet gorsze niż wszelkie przekleństwa jakie mogłaby wykrzyczeć w płomiennym szale. Podniosła się wreszcie z wanny i nie zważając na to, że jej nagie ciało ocieka wodą, że zostawia za sobą plamy na płytkach, przeszła przez łazienkę w stronę męża. Idąc boso, ominęła zniszczony bukiet i zatrzymała się bezpośrednio przed nim. — Perseus Black to chyba twój kuzyn? — szepnęła. W jej słowach dźwięczał jad, a w oczach błyszczało nienaturalne rozbawienie, które m u s i a ł o rozjuszyć Elijaha.
Jakby to był dla niej jakiś jebany żart.
Jego furia w chory sposób ekscytowała Deborah, a odpłacenie się bezczelnością za jego zazdrość wydało się niezdrowo fascynujące. Jakby to jej nie wystarczyło, kobieta sięgnęła do kieszeni spodni rzuconych na posadzę nieco dalej i wyjęła różdżkę, a następnie skierowała ją na zniszczony bukiet. Krótkim machnięciem naprawiła papier, a kolejnym uniosła bukiet na wysokość ręki, żeby mogła go złapać za łodygi.
Gardziła tymi kwiatami całą sobą, choć Elijah nie mógł o tym wiedzieć. A jednak powoli, odgrywając okrutną rolę w swoim przedstawieniu, przysunęła je do twarzy i powąchała. Mdlący zapach kojarzący się z cmentarzem wdarł się do nosa niczym trucizna.
— Ładne — mruknęła, nie poruszywszy się za wyjątkiem oczu. Wbiła prowokacyjne spojrzenie znad bukietu prosto w twarz męża. Prowokowała go. Bardzo. Była to gra niebezpieczna, ale Deborah nie umiała powstrzymać się przed igraniem z ogniem — nawet jeśli mogła boleśnie się przy tym poparzyć.
She was fragile like a bomb.