19.11.2022, 18:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.12.2022, 20:06 przez William Lestrange.)
Rezolutność siostry, mimo swojego własnego zakłopotania kołaczącego się w piersi, mimowolnie rozjaśniła odrobine jego, zazwyczaj pogrążona w srogi zamyśle, twarz. Kąciki ust pnąc się odrobinę w górą spowodowały, że zmarszczki na bladych policzkach uwydatniły się delikatnie, przysporzywszy ciemnoniebieskie oczy o migoczący wyraz szczęścia.
Sam przesunął dłonią po czole, nie wiedząc czy być może nie ma na nim pozostałości szminki, w lekkim zmartwieniu spojrzał to ku górze, jak gdyby chciał oczami objąć obraz swego własnego czoła, to na drobną osobę siostry wibrującej od ukontentowania ilością energii, która roztrząsała po całej ulicy. Mógłby przysiąc, że cień, w którym stał zniknął w tym samym momencie, w którym do niego podeszła. Nie przeszkadzało mu to, póki to ona była osobą, która lśniła oplatana promieniami uwagi, on sam chciał być raczej tłem, spojrzenia innych mu przeszkadzały, bo przyzwyczaił się, że nie były one zazwyczaj nazbyt pochlebne.
- Nie mam czasu na takie rzeczy, wiesz przecież. Wychodzę jak trzeba, a i wtedy raczej do ludzi, którzy nie będą się sklejać ze sobą w całym tym motłochu codzienności, bo jakoś tak... - zaraz z ust Loretty padły kolejne słowa o ludziach. William nie był najlepszy z rozpoznawaniem sarkazmu, ale znał siostrę wystarczająco długo, aby się zorientować, że to właśnie nim się posługuje. Wykrzywił usta w parodii uśmiechu i wywrócił lekko oczyma.
- Ha-ha bardzo śmieszne. Wiesz, że nie o to mi chodzi. Stresuje mnie jak się tak przepychają między sobą. - jego wyraz twarzy pozostał trochę kwaśny, ale widać było, że odrobinę rozbawił go siostrzany żart, więc wszystko było w normie.
Pozwolił wziąć się pod ramie i zaciągnąć najpierw pod sklep, a potem do jego środka. Odetchnął z ulgą, gdy przestał otaczać ich zgiełk ulicy, ale odrobinę speszył się wzrokiem ekspedientki ... albo sprzedawczyni. Nie był pewny jak nazwać kobietę w swojej głowie, więc postanowił się nad tym nie zastanawiać.
Jego wzrok padł na jeden z garniturów, który mienił się ciemną zielenią, a wiszący obok krawat nie próżnował w ilości wzorzystych wygibasów pnących się po materiale. Lestrange uniósł brwi.
- Jesteś pewna co do tego sklepu? - zapytał żartobliwie kompletnie ignorując wcześniej rzucająca spojrzenie ekspedientkę, bo tak też uznał, ze będzie ja nazywał w głowie. Wziął do ręki krawat i przekrzywił odrobinę głowę.
- No ogólnie jest to krawat - przyznał - Tak myślę. - dodał po chwili, udając niepewność.
Sam przesunął dłonią po czole, nie wiedząc czy być może nie ma na nim pozostałości szminki, w lekkim zmartwieniu spojrzał to ku górze, jak gdyby chciał oczami objąć obraz swego własnego czoła, to na drobną osobę siostry wibrującej od ukontentowania ilością energii, która roztrząsała po całej ulicy. Mógłby przysiąc, że cień, w którym stał zniknął w tym samym momencie, w którym do niego podeszła. Nie przeszkadzało mu to, póki to ona była osobą, która lśniła oplatana promieniami uwagi, on sam chciał być raczej tłem, spojrzenia innych mu przeszkadzały, bo przyzwyczaił się, że nie były one zazwyczaj nazbyt pochlebne.
- Nie mam czasu na takie rzeczy, wiesz przecież. Wychodzę jak trzeba, a i wtedy raczej do ludzi, którzy nie będą się sklejać ze sobą w całym tym motłochu codzienności, bo jakoś tak... - zaraz z ust Loretty padły kolejne słowa o ludziach. William nie był najlepszy z rozpoznawaniem sarkazmu, ale znał siostrę wystarczająco długo, aby się zorientować, że to właśnie nim się posługuje. Wykrzywił usta w parodii uśmiechu i wywrócił lekko oczyma.
- Ha-ha bardzo śmieszne. Wiesz, że nie o to mi chodzi. Stresuje mnie jak się tak przepychają między sobą. - jego wyraz twarzy pozostał trochę kwaśny, ale widać było, że odrobinę rozbawił go siostrzany żart, więc wszystko było w normie.
Pozwolił wziąć się pod ramie i zaciągnąć najpierw pod sklep, a potem do jego środka. Odetchnął z ulgą, gdy przestał otaczać ich zgiełk ulicy, ale odrobinę speszył się wzrokiem ekspedientki ... albo sprzedawczyni. Nie był pewny jak nazwać kobietę w swojej głowie, więc postanowił się nad tym nie zastanawiać.
Jego wzrok padł na jeden z garniturów, który mienił się ciemną zielenią, a wiszący obok krawat nie próżnował w ilości wzorzystych wygibasów pnących się po materiale. Lestrange uniósł brwi.
- Jesteś pewna co do tego sklepu? - zapytał żartobliwie kompletnie ignorując wcześniej rzucająca spojrzenie ekspedientkę, bo tak też uznał, ze będzie ja nazywał w głowie. Wziął do ręki krawat i przekrzywił odrobinę głowę.
- No ogólnie jest to krawat - przyznał - Tak myślę. - dodał po chwili, udając niepewność.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated