13.12.2023, 00:39 ✶
Olivia była zdenerwowana. Nie zdenerwowana w sensie złym - zdenerwowana w sensie ogromnego stresu, który targał jej ciałem od samego rana. Poprosiła Laurenta o spotkanie, bo chciała poznać odpowiedzi. Sypiali ze sobą od dłuższego czasu, ale fizyczna przyjemność nigdy u Olivii nie szła w oderwaniu od tej emocjonalnej. Pokochała Laurenta całym sercem i całą duszą, lecz znała granice, które jasno wyznaczył, i rozumiała je. Szanowała to, że nie chciał się z nią pokazywać, że omijali miejsca, w których mogli ich zobaczyć. Rozumiała naprawdę wiele.
Ale nie mogła tak o zignorować uczucia, które wykręcało jej żołądek bardziej niż przy teleportacji. Uczucia, które sprawiało, że miała wrażenie, że nie mogła złapać oddechu, że nie była w stanie ustać na miękkich nogach. Bo to, że się zakochała, wiedziała już wcześniej. Teraz jednak po prostu bała się, że wszystko posypie się jak domek z kart, bo Laurent mówił słodkie słowa, szeptał czule do jej ucha i sprawiał, że czuła się kochana, leczy czy w ogóle odwzajemniał jej uczucia? Nie była pewna.
Gdy zjawiła się w New Forest, jej obawy były jeszcze większe. Lodowaty wiatr szarpał jej rudymi włosami i próbował zerwać ciepłą kurtkę, którą się owinęła. Nie udało mu się, lecz przyjemnie schłodził rozgrzaną skórę na jej twarzy. Trochę orzeźwił jej umysł, który był teraz pełen plątaniny myśli, niekoniecznie pozytywnych.
- Witaj, Laurencie - uśmiechnęła się do Prewetta słabo, wchodząc do środka i wyciągając rękę z kieszeni spodni, by pogłaskać Dumę po głowie. Podrapała go za uchem, na chwilę przyjmując swój zwyczajowy, beztroski wyraz twarzy. Zaraz jednak, gdy powróciła wzrokiem do Laurenta, spoważniała. Ona sama była jak otwarta księga, widać było, że przyszła tu z jakimś problemem. - Dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
Wymienianie drobnych uprzejmości leżało w jej naturze, przynajmniej od tych kilku lat. Naprawdę była wdzięczna, że mogli się spotkać tu, a nie kryć... gdziekolwiek. Bo kolejne schadzki to było ostatnie, czego potrzebowała w tej chwili. Wyprostowała się, przestając na chwilę drapać psa, by przejść obok zwierzęcia i stanąć przed Prewettem. Zawahała się - normalnie by go uściskała lub pocałowała w policzek. Teraz jednak, w tym miejscu, wydało jej się to mocno nie na miejscu. Posłała mu więc słaby uśmiech.
- Możemy porozmawiać?
Ale nie mogła tak o zignorować uczucia, które wykręcało jej żołądek bardziej niż przy teleportacji. Uczucia, które sprawiało, że miała wrażenie, że nie mogła złapać oddechu, że nie była w stanie ustać na miękkich nogach. Bo to, że się zakochała, wiedziała już wcześniej. Teraz jednak po prostu bała się, że wszystko posypie się jak domek z kart, bo Laurent mówił słodkie słowa, szeptał czule do jej ucha i sprawiał, że czuła się kochana, leczy czy w ogóle odwzajemniał jej uczucia? Nie była pewna.
Gdy zjawiła się w New Forest, jej obawy były jeszcze większe. Lodowaty wiatr szarpał jej rudymi włosami i próbował zerwać ciepłą kurtkę, którą się owinęła. Nie udało mu się, lecz przyjemnie schłodził rozgrzaną skórę na jej twarzy. Trochę orzeźwił jej umysł, który był teraz pełen plątaniny myśli, niekoniecznie pozytywnych.
- Witaj, Laurencie - uśmiechnęła się do Prewetta słabo, wchodząc do środka i wyciągając rękę z kieszeni spodni, by pogłaskać Dumę po głowie. Podrapała go za uchem, na chwilę przyjmując swój zwyczajowy, beztroski wyraz twarzy. Zaraz jednak, gdy powróciła wzrokiem do Laurenta, spoważniała. Ona sama była jak otwarta księga, widać było, że przyszła tu z jakimś problemem. - Dziękuję, że mnie zaprosiłeś.
Wymienianie drobnych uprzejmości leżało w jej naturze, przynajmniej od tych kilku lat. Naprawdę była wdzięczna, że mogli się spotkać tu, a nie kryć... gdziekolwiek. Bo kolejne schadzki to było ostatnie, czego potrzebowała w tej chwili. Wyprostowała się, przestając na chwilę drapać psa, by przejść obok zwierzęcia i stanąć przed Prewettem. Zawahała się - normalnie by go uściskała lub pocałowała w policzek. Teraz jednak, w tym miejscu, wydało jej się to mocno nie na miejscu. Posłała mu więc słaby uśmiech.
- Możemy porozmawiać?