13.12.2023, 10:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.12.2023, 13:46 przez Florence Bulstrode.)
Wiele osób zapewne nie miałoby niczego przeciwko przejściu na ty, ale Florence była trochę sztywna, a trochę po prostu wychowana w określonym środowisku - i na pewno nie miała ochoty na to, by (w jej opinii) dziwaczny osobnik, którego spotkała ciemną nocą, w podejrzanych okolicznościach, zwracał się do niej nieformalnie. Przyjęła przeprosiny uprzejmym skinieniem głowy.
- Jak wspomniałam, mieszkam tutaj - powtórzyła, kiedy zdziwił się, jak wiele wie o okolicy. Odsunęła wreszcie rękę od różdżki, już całkiem uspokojona. - Znam pannę Flannely i widziałam ogłoszenia. Reszta to zwykły ciąg przyczynowo skutkowy.
Po prawdzie trochę kłamała, a trochę mówiła prawdę. Florence tak naprawdę nie miała paranoi - nigdy nie dopatrywała się zagrożeń na każdym roku, a i potrafiając dosłownie przejrzeć cudze intencje, rzadko zastanawiała się, co stało za cudzymi zachowaniami. Ale kochała porządek, lubiła obserwować, nerwica natręctw też robiła swoje, a Bulstrodowie i Krukoni… zawsze przepadali za zagadkami. Może i połączyłaby te fakty nawet bez jasnowidzenia.
– Cóż, to pan spytał, skąd wiedziałam, dokąd zmierza, jakby spodziewał się, że jestem najmniej… tajnym agentem nasłanym na pana przez jakieś rosyjskie rządy? – odparła, jego wyjaśnienia po prostu przyjmując, bo wierzyła już, że mężczyzna faktycznie nie planował jej śledzić, a wszystko było przypadkiem. Nawet nie zaskakującym specjalnie, bo to, że ktoś szedł za kimś przez kilka ulic późną porą mogło się zdarzyć.
Uniosła lekko ciemne brwi, kiedy wyciągnął w jej stronę karteczkę. Nie sądziła, by potrzebowała do pomocy kogoś od transmutacji, ale Florence, mimo że często chłodna i czasem złośliwa, w tym chłodzie czy złośliwości zwykle zachowywała pewną uprzejmość. Baxter ostatecznie nic jej nie zrobił, by być wredną dla samego faktu pokazania, jaka jest paskudna, a nie podejrzewała go już o żadne ukryte intencje. Zrobiła więc ostatecznie krok w stronę mężczyzny i ujęła karteluszek. Zamiana w papierową mysz zaskoczyła uzdrowicielkę odrobinę, ale biorąc pod uwagę, że żyli w świecie czarów, nie było to coś, co było aż tak zdumiewające. Właściwie bardziej niż papierowe, ruchome myszy, dla Florence dziwne było wyświetlanie filmów w mugolskich kinach…
– Jeżeli kiedyś pojawi się taka potrzeba, być może się do pana zgłoszę – oświadczyła, bardziej pro forma niż szczerze. Choćby dlatego, że zważywszy na to, że szukał pokoju, wątpiła, by na wizytówce znalazł się jego adres. - Dobrej nocy, panie Baxter.
Florence poczekała jeszcze, czy mężczyzna ma coś do powiedzenia - a potem oddaliła się w stronę ukrytego przejścia, wiodącego do kamienicy Bulstrodów.
- Jak wspomniałam, mieszkam tutaj - powtórzyła, kiedy zdziwił się, jak wiele wie o okolicy. Odsunęła wreszcie rękę od różdżki, już całkiem uspokojona. - Znam pannę Flannely i widziałam ogłoszenia. Reszta to zwykły ciąg przyczynowo skutkowy.
Po prawdzie trochę kłamała, a trochę mówiła prawdę. Florence tak naprawdę nie miała paranoi - nigdy nie dopatrywała się zagrożeń na każdym roku, a i potrafiając dosłownie przejrzeć cudze intencje, rzadko zastanawiała się, co stało za cudzymi zachowaniami. Ale kochała porządek, lubiła obserwować, nerwica natręctw też robiła swoje, a Bulstrodowie i Krukoni… zawsze przepadali za zagadkami. Może i połączyłaby te fakty nawet bez jasnowidzenia.
– Cóż, to pan spytał, skąd wiedziałam, dokąd zmierza, jakby spodziewał się, że jestem najmniej… tajnym agentem nasłanym na pana przez jakieś rosyjskie rządy? – odparła, jego wyjaśnienia po prostu przyjmując, bo wierzyła już, że mężczyzna faktycznie nie planował jej śledzić, a wszystko było przypadkiem. Nawet nie zaskakującym specjalnie, bo to, że ktoś szedł za kimś przez kilka ulic późną porą mogło się zdarzyć.
Uniosła lekko ciemne brwi, kiedy wyciągnął w jej stronę karteczkę. Nie sądziła, by potrzebowała do pomocy kogoś od transmutacji, ale Florence, mimo że często chłodna i czasem złośliwa, w tym chłodzie czy złośliwości zwykle zachowywała pewną uprzejmość. Baxter ostatecznie nic jej nie zrobił, by być wredną dla samego faktu pokazania, jaka jest paskudna, a nie podejrzewała go już o żadne ukryte intencje. Zrobiła więc ostatecznie krok w stronę mężczyzny i ujęła karteluszek. Zamiana w papierową mysz zaskoczyła uzdrowicielkę odrobinę, ale biorąc pod uwagę, że żyli w świecie czarów, nie było to coś, co było aż tak zdumiewające. Właściwie bardziej niż papierowe, ruchome myszy, dla Florence dziwne było wyświetlanie filmów w mugolskich kinach…
– Jeżeli kiedyś pojawi się taka potrzeba, być może się do pana zgłoszę – oświadczyła, bardziej pro forma niż szczerze. Choćby dlatego, że zważywszy na to, że szukał pokoju, wątpiła, by na wizytówce znalazł się jego adres. - Dobrej nocy, panie Baxter.
Florence poczekała jeszcze, czy mężczyzna ma coś do powiedzenia - a potem oddaliła się w stronę ukrytego przejścia, wiodącego do kamienicy Bulstrodów.
Postać opuszcza sesję