13.12.2023, 10:52 ✶
Darcy był trochę rozczarowany.
Remis zwyczajnie... był czymś, co mało zadowalało. Uczestników, widzów i przede wszystkim: czytelników. Gdyby któryś z panów wygrał, obojętnie który (chociaż odrobinę bardziej chyba pozostawał po stronie Louvaina, on go w końcu tutaj zaprosił), można by zrobić z tego całą serię artykułów. W tej sytuacji zanosiło się na jeden, i raczej nie przyciągnie on aż tak wielkiej uwagi.
Z drugiej strony...
Pojedynkujący się też nie będą z remisu zadowoleni, sekundanci zaś tylko podtrzymywali barierkę. Myśl o ich potencjalnej irytacji była na swój sposób Lockhartowi miła. Miał w sobie w końcu odrobinę niechęci do każdego z nich, podszytej zwykłą zazdrością. Zawiścią za bogactwem, należnym im z urodzenia, za przywilejami, które niosła czysta krew - to widowisko nawet było jednym z nich, kogo obchodziłby pojedynek jakimś tam półkrwistych? - za tym, że żaden z nich z pewnością choćby przez pięć minut nie zastanawiał się, czy i jak powiedzieć dziewczynie, że ją lubi i jak ona na to zareaguje. Jak on nie tak dawno temu.
Ich niezadowolenie napawało go więc odrobinką satysfakcji.
Lockhart podniósł się z miejsca, a po zrobieniu kilku ostatnich zdjęć zamierzał ruszyć do wyjścia. Wtedy jednak przy jego boku zmaterializowała się Mulciber.
- Panienka Lyssa - przywitał się, obdarzając ją szczerym uśmiechem, bo nawet ucieszyło go to spotkanie. Nie byli już sami, w lesie, ciemną nocą, pod gwieździstym niebem. Ona nie zdawała się tak tajemnicza, jak leśna istota, tańcząca nocami nad brzegami rzek. On też już nie był chłopcem z lasu, snującym opowieści, a tylko Darcym Lockhartem. Ale Darcy'emu to niezbyt przeszkadzało. Wspominał ich leśny taniec z przyjemnością, jako coś, co poruszało jego wyobraźnię, a gdyby nie pewien wianek, w swojej bujnej fantazji może nawet uznałby, że dzisiejsze spotkanie to jakieś przeznaczenie, że to fatum ponownie krzyżuje przypadkiem ich ścieżki. Był jednym z tych ludzi skłonnych wierzyć w istnienie czerwonej nici przeznaczenia i dość zadufanym, by być skłonnym uznać, że mógłby być jednym z ludzi, którzy taką zostali opleceni. - Był interesujący, chociaż z pewnością nie spodziewałem się remisu - przyznał. - Komu kibicowałaś?
Remis zwyczajnie... był czymś, co mało zadowalało. Uczestników, widzów i przede wszystkim: czytelników. Gdyby któryś z panów wygrał, obojętnie który (chociaż odrobinę bardziej chyba pozostawał po stronie Louvaina, on go w końcu tutaj zaprosił), można by zrobić z tego całą serię artykułów. W tej sytuacji zanosiło się na jeden, i raczej nie przyciągnie on aż tak wielkiej uwagi.
Z drugiej strony...
Pojedynkujący się też nie będą z remisu zadowoleni, sekundanci zaś tylko podtrzymywali barierkę. Myśl o ich potencjalnej irytacji była na swój sposób Lockhartowi miła. Miał w sobie w końcu odrobinę niechęci do każdego z nich, podszytej zwykłą zazdrością. Zawiścią za bogactwem, należnym im z urodzenia, za przywilejami, które niosła czysta krew - to widowisko nawet było jednym z nich, kogo obchodziłby pojedynek jakimś tam półkrwistych? - za tym, że żaden z nich z pewnością choćby przez pięć minut nie zastanawiał się, czy i jak powiedzieć dziewczynie, że ją lubi i jak ona na to zareaguje. Jak on nie tak dawno temu.
Ich niezadowolenie napawało go więc odrobinką satysfakcji.
Lockhart podniósł się z miejsca, a po zrobieniu kilku ostatnich zdjęć zamierzał ruszyć do wyjścia. Wtedy jednak przy jego boku zmaterializowała się Mulciber.
- Panienka Lyssa - przywitał się, obdarzając ją szczerym uśmiechem, bo nawet ucieszyło go to spotkanie. Nie byli już sami, w lesie, ciemną nocą, pod gwieździstym niebem. Ona nie zdawała się tak tajemnicza, jak leśna istota, tańcząca nocami nad brzegami rzek. On też już nie był chłopcem z lasu, snującym opowieści, a tylko Darcym Lockhartem. Ale Darcy'emu to niezbyt przeszkadzało. Wspominał ich leśny taniec z przyjemnością, jako coś, co poruszało jego wyobraźnię, a gdyby nie pewien wianek, w swojej bujnej fantazji może nawet uznałby, że dzisiejsze spotkanie to jakieś przeznaczenie, że to fatum ponownie krzyżuje przypadkiem ich ścieżki. Był jednym z tych ludzi skłonnych wierzyć w istnienie czerwonej nici przeznaczenia i dość zadufanym, by być skłonnym uznać, że mógłby być jednym z ludzi, którzy taką zostali opleceni. - Był interesujący, chociaż z pewnością nie spodziewałem się remisu - przyznał. - Komu kibicowałaś?