W swoim odruchu chciał podejść do niej i pomóc jej się rozgrzać. Potrzeć trochę te ramiona tak, jak ona to robiła, choć pewnie jego dłonie były też zimne to i tak cieplejsze od lekko zmarzniętych palców przez morski wiatr. Przytulić, bo nigdy nie było cieplej niż w chwili, kiedy ktoś stoi przy tobie. Ciało przy ciele, które możesz rozgrzać sobą i które ogrzewa i ciebie. Chciałoby się powiedzieć, że nie było chwil, w których było to nieprzyjemne, ale były. Kiedy temperatura była zbyt wysoka i grzało cię słońce to nagle pełna i ciągła bliskość drugiej osoby potrafiła być niekomfortowa. Teraz na nadmiar temperatury narzekać zdecydowanie nie mogli. Odruch jednak został zwalczony. Nie odbił się nawet drgnięciem w swoim echu. Rozbił na murach przyzwyczajeń, bo dzisiejszy dzień odbiegał od normy i odbiegało od normy to, jak Olivia na niego spoglądała. Albo właśnie jak niekoniecznie chciała spoglądać. Sposób, w jaki usiadła, przywitała się, kiedy unikała spotkania fizycznego - przynajmniej takie odebrał wrażenie. Nie szczędził jej w końcu czułości, kiedy mogli sobie na to pozwolić w chwilach tak lekkich jak prywatna przestrzeń jego domu. Właśnie - lekkich. Słowo klucz, tylko klucza zabrakło. Nie został wpięty w zamek. Olivia została od niego odsunięta, albo sama się odsunęła. Przekraczanie wyznaczonej granicy aktualnie przez nią odpadało. Przynajmniej na ten moment, kiedy nie wiedział, co się dzieje.
Nie ponaglał jej i nie pośpieszał, ale on nie kierował oczu na morze. Najpierw wpatrywał się w nią, ale sam czuł się lepiej, kiedy ktoś nie przenikał go spojrzeniem, jakby czekał tylko na to, co powie. Jakby mógł w tym, co powie, popełnić jakiś karygodny błąd i zostać skazanym na piekielne otchłanie. Nie, nie wywierał na niej presji. Mogli tak siedzieć i następnych dziesięć minut. Może wtedy by powiedział, czy na pewno powinno tak siedzieć, bo przecież narastający stres i nerwy na pewno nie pomagały w mówieniu czegokolwiek. Gdzieś po drodze pewnie by zagaił, czy może jej jakoś pomóc w tym, co chce powiedzieć, co zrobić, co się stało... może. Nie było takiej potrzeby, bo Olivia rozchyliła swoje usta i kiedy już to zrobiła to dźwięk sam powiódł ją dalej. Przełożył myśli na struny głosowe - bardzo to lubił. Jej bezpośredniość. Jej autentyczność.
- Możesz mi powiedzieć wszystko i zacząć od wszystkiego. Nawet jeśli to opowieść od tyłu - postaram się za nią nadążyć. - Męczy się. Ach, przeczuwał, do czego to mogło zmierzać. Ale nie zamierzał wcale przed tym uciekać. Ostatnie, czego chciał dla niej to tego, żeby się męczyła. Żeby cierpiała. Nie do tego dążył, nie tego chciał... ona na pewno też nie. Kiedy złapał jej kontakt wzrokowy to rzeczywiście - jej własne słowa odbijały się w zwierciadłach jej duszy. Jakimś pragnieniem. Niespełnioną potrzebą, która drążyła jej ciało i zatykała. Tworzyła pustkę w jej głowie i sercu, chociaż jednocześnie była to zajęta przestrzeń. Więc co? Takie pustki można tylko zapełnić w jeden sposób - drugą osobą. To zawsze musiały być dwa pasujące do siebie elementy. W innym wypadku... należało ją od siebie odciąć.
I padły słowa, których, o zgrozo, nie chciał słyszeć. Bo nie chciał, żeby padały z jej ust. Bo tworzyły nieszczęście - jej nieszczęście. Choć odpowiedź z jego strony nie była oczywista. Zakochanie - oj tak, kiedy byli razem, kiedy dotykał jej ciała, to przecież było zakochanie. Adorował ją. Ale - miłość? Potrafił to odróżnić. Już tak. Różnica zaś była ogromna. Nie zamierzał mieszać jej teraz w głowie, próbować się tłumaczyć, bo chyba nie było niczego gorszego ponad to. Chciał złapać jej dłonie, przytulić, przesunąć palcami po policzkach. Prawie płakała. I pewnie zaraz płakać zacznie. Serce mu pękało, kiedy na nią patrzył. Głupi, głupi Laurencie...
- Nie, Olivio. To nie jest miłość i nigdy nią nie będzie. - Powiedział cicho. Można takie rzeczy powiedzieć na milion sposobów i milion razy delikatniej. A potem spodziewać się miliona możliwości, że jednak druga strona nie zrozumiała tego odpowiednio i robiła sobie nadzieje. A to było jeszcze gorsze. Nie pozwoliłby na to, żeby ją skrzywdzić, jakkolwiek to spotkanie miałoby się nie skończyć. Nawet jeśli miałby jej już więcej nie zobaczyć... a bardzo by tego nie chciał. Była mu droga. Bardzo droga.