Dziwne. Kiedy patrzył na Flynna mógł powiedzieć, że to było dziwne. To, jak piękny mu się wydawał. Jak doskonała była jego linia szczęki, ten uśmiech, wargi do całowania i robienia wielu... och, lepiej nie wspominać. Bo przecież obrazy były jak żywe. Jak pięknie mu było w tych lokach - chyba złapał na ich punkcie jakąś obsesję tak swoją drogą, bo znowu jego palce powędrowały do tej kruczej czerni. Miłej w dotyku. Jak pięknie śmiały się oczy Flynna i jakie były... oddane. W swoim błysku, który podkreślał ich kształt. Tak mógłby jeździć palcem po każdej jego rysie, jakby chciał zostać rzeźbiarzem, który potem przeniesie każde z wrażeń na glinę. Nie potrzebował. Bo żadna rzeźba nie dorówna pięknu temu ciepłu, które ten jeden jedyny Flynn ze sobą przynosił. To nie tak, że tą przeszłość teraz można było wyrzucić za plecy. Zapomnieć. To raczej tak, że Cain chciał być chociaż trochę nierozsądny i zaczepiał się w tym żywym, pozytywnym uczuciu jak zbity pies. Sycił się więc teraz jego osobą. Dziwną - bo jedyną. I to było dziwne - bo jedyne. Może to w zasadzie jego wina. Pewnie tak. Nikt normalny nie rozpalał się w jedną sekundę tak, jak wtedy rozpalił się Flynn. Nikt normalny. To zadziwiające, jak poprzez drugą osobę można sobie podnieść mniemanie o sobie samym. Jak wartościowym człowiek potrafił się czuć tylko dlatego, że ktoś cię kocha. Słowo 'tylko' było tu bardzo niepasujące. Ale - dziwne, dziwne - dziwne, bo nie potrafił powiedzieć, czy zwróciłby na Flynna uwagę, gdyby go mijał. Teraz zaś nie wyobrażał sobie piękniejszej istoty od niego. Mógłby konkurować z tymi dumnymi jednorożcami, Cain widział jednego na lekcji Opieki nad Zwierzętami i tyle z tego było. Ach, mógłby - tylko w odwrotnym kierunku. Bo przecież czystość się trzymała z daleka od tego wyuzdanego mężczyzny.
- A co? Powinienem się ciebie bać? - Przyozdobił swoją twarz leniwym smirkiem. Badał ten taniec, ruch ciała, który nawet tańcem wcale wielkim nie był. Cain nie był zbyt taneczny. Ale pobujać się z Flynnem przy tym niby to tańcu-macańcu? Oj tak, wtedy był bardzo taneczny. W ogóle był bardziej cokolwiek, kiedy łączyło się to z Flynnem. Bo na co dzień Cain był nudnym jak flaki z olejem gościem, który raczej unikał aktywności, które mogłyby zacząć za mocno wpływać na jego głowę. Ale wystarczyło, że pojawiała się Wrona, uderzała dziobem w okienko i rzucała "no chodź!". Nawet nie musiał dodawać, że będzie fajnie. Przy Flynnie łatwo było przeżywać wzloty i upadki przez to, jak delikatne były bodźce, które na niego wpływały. Jak łatwo było zmienić jego nastrój. Z wielkiej radości przechodził nagle do strachu i pogoni myśli. Sam Cain miał problem z nadążeniem za tym i pewnie właściciel tejże głowy miał problem z samym sobą. Nie, bez słowa "pewnie". Na pewno.
Podążał za jego gestami tak, jak nie podążyłby za nikim innym. Nie ufając. Nie pozwalając na to, żeby stracić kontrolę nad samym sobą. A tu nie było żadnej kontroli. Jak bardzo to było niebezpieczne i jak powinien się pilnować - powtarzał sobie to i tłukł do głowy wtedy, kiedy Flynna przed nim nie było. A potem się zjawiał i wszystkie genialne mądrości i przemyślenia chuj brał. Dosłownie. I niedosłownie też.
- To obietnica? Zabrzmiało jak zajebista obietnica. - Bo raczej nie groźba. Punkt dla niego - bo tak, to na niego działało. A od zadziałania na Caina do tego, żeby jego emocje ruszyły jak koń z kopyta była już zazwyczaj krótka droga. Zakołysał się więc razem z nim w rytmie tej muzyki, podziwiając skarb oddający się w jego dłonie. Tak dobrze do nich pasujący. Był przekonany, że nikt inny nie pasował do jego ciała tak, jak pasował do niego Flynn.
- Żeby zobaczyć mnie w samej wstążce musiałbyś popracować. - Zapłaty w naturze tutaj były przyjmowane. - A co? Liczyłeś na taki widok? - Samo wyobrażenie tego go bawiło, chociaż kiedy sobie wyobrażał widok z drugiej strony - Flynna we wstążce - to już nie było zabawne. Było totalnie hot. - Tanie wino, ciastka i zjebana gra w karty. Kurwa... lepiej tego wieczoru nie dało się zorganizować. - Uśmiechnął się szeroko, bo wisienka na torcie... ha, była oczywista. Nie wiedział, czego się spodziewać po tych kartach, ale tak - alkohol się do tego przyda. Cokolwiek ich tam czekało. Włącznie z pytaniami o matki, ojców i innych członków rodziny, z których normalnie zwierzać się nie chcesz, bo są zbyt przypałowi, żeby mówić o nich głośno komukolwiek. Na szczęście Cain był panem Nikt. To zmieniało sytuację o 180 stopni.