Wszystko działo się tak szybko. Erik stał na scenie, jako gwiazda wieczoru. Elelonora dołączyła do licytacji - tak jak obiecała Brennie. Nie mogła się jednak skupić, bo co chwila ktoś krzyczał więcej. Czy ona powinna nadal się w to angażować? Nie miała pojęcia. Upiła kolejny łyk szampana, świat wydawał się jakby bardziej kolorowy. Już miała krzyknąć dziesięć tysięcy, kiedy zobaczyła, że Brenna schodzi ze sceny.
Nie powinna tam zostać? Dlaczego go tam zostawiła SAMEGO. Nora zaczynała panikować, że coś jest nie tak. Przyglądała się przyjaciółce, która biegła jak gazela na tych obcasach między ludźmi, będzie musiała jej później wspomnieć o tym, że nie spodziewała się, że i w takich butach jest w stanie tak zwinnie się poruszać. Jednak widać, że praca w Brygadzie robiła swoje.
Dopiero, gdy Longbottom zatrzymała się tuż przed nią dotarło do niej, że może to ona coś źle zrobiła. Próbowała się skupić, żeby przypomnieć sobie prośbę przyjaciółki, szło jej to jednak ciężko.- Coś popsułam?- Wolała się upewnić, nie chciałaby, żeby coś poszło nie tak przez jej głupotę. - Chyba nieco źle zrozumiałam twoje instrukcje.- Kolejny raz pozwoliła sobie wypić łyk szampana. - Jestem dzisiaj nieco rozkojarzona, przepraszam jeśli coś źle poszło przeze mnie.- Spoglądała na Brennę niczym mały, zagubiony szczeniak. Widać było po Norce, że zdecydowanie nie do końca ogarnia co się wokół niej dzieje. Może nie powinna była pić tyle szampana? Ta cała sytuacja związana z tym niespodziewanym spotkaniem ją do tego zmusiła. Jakoś tak wyszło, że nie mogła się powstrzymać. - W sumie prawda, wystarczy, że napiszę list, a Erik przybiegnie do mnie, jak zawsze.- Stwierdziła może nieco zbyt szczerze, ale była już na tym etapie, że nie do końca zastanawiała się nad tym, co mówi. - Nie stać mnie zresztą, żeby licytować go za takie pieniądze, tynk mi się sypie ze ścian... muszą pokazać, gdzie jest czyje miejsce, bogacze...- Powiedziała rozgoryczona.