14.12.2023, 03:44 ✶
Nawet nie było mu specjalnie przykro w związku z faktem, że nie wygrał tej głupiej randki w ciemno. Ostatnie w sumie, czego mu teraz było potrzeba, to jakaś panna przyklejona mu do ramienia i zdenerwowana Brenna, która gdzieś (pewnie nie wiadomo gdzie, w jakimś grobowcu na końcu świata) właśnie dusi się kwiatami podczas kolejnej ucieczki przed nieumarłymi. Niektórzy powiedzieliby, że to pewnie przejaw daleko idącej sympatii, ale on wychodził z założenia, że zwyczajnie nie chciał mieć jej na sumieniu.
Kiedy wyszedł już z zaplecza sceny, pierwsze co zrobił to zatrzymał się przy barze. Musiał się czegoś od tego wszystkiego napić, a najlepiej to jeszcze do tego zapalić, bo to całe siedzenie w ukryciu i próbowanie oczarowania jakiejś przypadkowej laski wyczerpało go trochę. Bo nawet jeśli niekoniecznie chciał się z nią umówić, to przecież nie chciał wypaść w całym tym przedstawieniu źle, a to wymagało pewnego nakładu pracy.
Moment przy kontuarze, kiedy barman nalewał mu pierwszą whisky, poświęcił na odwrócenie się do wnętrza sali i rozejrzenie po zajętych stolikach i krzesełkach i znajdujących się przy nich twarzach. Zgrzytnął zębami na znajdującą się na sali Heather i z zadowoleniem zatrzymał się wreszcie na Lorraine. Wychylił podany mu alkohol na raz, poprosił znowu o to samo i tak uzbrojony w nową porcję ognistej, przecisnął się przez salę i zatrzymał przy stoliku Malfoy.
- Mogę? - zapytał, absolutnie nie zrażony faktem, że ktoś już z nią siedział. Zwyczajnie odsunął sobie krzesło i zajął miejsce, chyba niezależnie od tego co właściwie mu odpowiedzieli.
- Nie spodziewałem się ciebie tutaj Lorraine, ale muszę przyznać, że jak zwykle bardzo miło cię widzieć. Za dobrą zabawę, bo mam nadzieję, że oboje bawiliście przynajmniej trochę dobrze przy pierwszej rundzie - to powiedziawszy, uniósł do góry szklaneczkę i upił z niej łyk. Jak człowiek się tak rozjebał na krzesełku na spokojnie, to od razu było milej na sercu.
Kiedy wyszedł już z zaplecza sceny, pierwsze co zrobił to zatrzymał się przy barze. Musiał się czegoś od tego wszystkiego napić, a najlepiej to jeszcze do tego zapalić, bo to całe siedzenie w ukryciu i próbowanie oczarowania jakiejś przypadkowej laski wyczerpało go trochę. Bo nawet jeśli niekoniecznie chciał się z nią umówić, to przecież nie chciał wypaść w całym tym przedstawieniu źle, a to wymagało pewnego nakładu pracy.
Moment przy kontuarze, kiedy barman nalewał mu pierwszą whisky, poświęcił na odwrócenie się do wnętrza sali i rozejrzenie po zajętych stolikach i krzesełkach i znajdujących się przy nich twarzach. Zgrzytnął zębami na znajdującą się na sali Heather i z zadowoleniem zatrzymał się wreszcie na Lorraine. Wychylił podany mu alkohol na raz, poprosił znowu o to samo i tak uzbrojony w nową porcję ognistej, przecisnął się przez salę i zatrzymał przy stoliku Malfoy.
- Mogę? - zapytał, absolutnie nie zrażony faktem, że ktoś już z nią siedział. Zwyczajnie odsunął sobie krzesło i zajął miejsce, chyba niezależnie od tego co właściwie mu odpowiedzieli.
- Nie spodziewałem się ciebie tutaj Lorraine, ale muszę przyznać, że jak zwykle bardzo miło cię widzieć. Za dobrą zabawę, bo mam nadzieję, że oboje bawiliście przynajmniej trochę dobrze przy pierwszej rundzie - to powiedziawszy, uniósł do góry szklaneczkę i upił z niej łyk. Jak człowiek się tak rozjebał na krzesełku na spokojnie, to od razu było milej na sercu.