14.12.2023, 04:22 ✶
Szczerze powiedziawszy, to nie był pewien gdzie to wujka wywiało w tym Hogwarcie. Wystarczyła mu wiedza, że po tacie trafił do Slytherinu, ale to nie zmieniało faktu, że jej teoria brzmiała zwyczajnie aż nazbyt prawdopodobnie. Parę razy słyszał te pokręcone pytania zadawane przez kołatkę i nie wiedział jak krukoni byli w stanie tak parę razy dziennie tego słuchać. I tak przynajmniej dwa wydawało się o dwa za dużo.
- Ale to już jest trochę za dużo zachodu. Musiałabyś stać w odpowiednim miejscu i trzeba by nadać temu odpowiedni kąt... - parsknął rozbawiony i na tę wizję i na to jej kręcenie nosem. - Transparent, powiadasz? - zacmokał, wyraźnie zainteresowany tym co właśnie powiedziała. - Co tam sobie na nim zażyczyłaś? Czarny Pan to Dzban? - zapytał i nawet udało mu się zachować względną powagę, kiedy to mówił. Brenna wydawała mu się osobą, która mogłaby sobie taki napis skomponować, nie mówiąc już o tym, że ktoś faktycznie by jej posłuchał, jakiś oddany przyjaciel i rozwiesił potem to dziwactwo nad jej nagrobkiem. A jakby to potem napsuło krwi tym wszystkim, którzy tak rozkochali się w Voldemorcie, czyli książkowym przykładzie megalomanii. Pewnie nawet bardziej, niż wsadzeniu tuzina ich do Azkabanu.
- Cóż mogę powiedzieć - kiwną głową, przyznając się bez bicia - Może i mam wygląd, ale czasem bardzo ciężko wycelować takim tłuczkiem. - wyjaśnił, bez cienia jakiejkolwiek skruchy czy myśli, że może faktycznie to gdzie dokładnie poleciał tłuczek, było tylko i wyłącznie jego winą. Brenna jednak dość szybko wróciła na szkolne korytarze i wydawała się w porządku? Nie znał jej na tyle by wiedzieć czy to uderzenie cokolwiek jej w głowie poprzestawiało, ani też zwyczajnie nie interesował się nią.
- Za dużo papierkowej roboty - wzruszył ramionami, z taką miną, jakby to była faktycznie główna rzecz, która go od popełnienia tego czynu powstrzymywała. - Tylko dwa? Kobieto, ale miałaś szczęście. Raz jak dostałem tłuczkiem, to wyłączyło mnie na cały tydzień, a potem przez kolejny musiałem leżeć, żeby pozrastały mi się kości. Szkiele-wzro jest obrzydliwe, od tamtej pory nie mogę na niego patrzeć, a niestety, czasem musiałem.
Parę razy coś sobie nawet popsuł w wakacje i wtedy matka z Florence biegały za nim z tym obrzydlistwem, kiedy on uciekał z jedną czy drugą ręką na temblaku. Ostatecznie jednak, metoda na zatkany nos zwykle okazywała się strzałem w dziesiątkę.
- Wiesz co jest najgorsze? Słyszałem już te tytuły. Moja dziewczyna ze szkoły też chyba strasznie nie mogła przejść nad tym, co w biblioteczce skrzydła szpitalnego znalazła. Potem znalazła Pałka, której pragnę i uznawała to za swego rodzaju tryumf, bo podobno wcześniej jej tam w tym księgozbiorze brakowało czegoś o pałkach. Potem kazała mi przeczytać Sekrety Londynu, ale na całe szczęście mało co z tego nie pamiętam. - przyznał z pewną ulgą, ale w jego uśmiechu było coś zwyczajnie szczerego i ciepłego, kiedy wspominał o tym. Nigdy nie przestał lubić Lorraine, nawet jeśli ich związek długo nie potrwał, a oboje zdążyli dorosnąć i zmienić się. Pewnie niektórym tego typu relacje nie były w smak, bo wyznawali zasadę kategorycznego nieutrzymywania kontaktu z byłymi, ale dla niego oboje wyrośli ze szczenięctwa na tyle, by nie chować do siebie ani urazy, ani nie żywić tego rodzaju uczuć.
Kiedy zmieniła temat, przez moment znowu się zastanawiał, zbierając myśli i przekierowując je na nowy wątek, jednocześnie kompletując kolejną teczkę i szeleszcząc cicho gromadzonymi kartkami.
- Mam wrażenie, że to nie pierwszy raz. Jak tak teraz o tym myślę, to wcześniej w tym miesiącu miałem podobne sytuacje, ale nie przywiązywałem do nich większej uwagi. Ale jak tak teraz mówisz... tak, takie sprawiało wrażenie. Brzmisz, jakbyś wiedziała jak to jest. Mam rację?
- Ale to już jest trochę za dużo zachodu. Musiałabyś stać w odpowiednim miejscu i trzeba by nadać temu odpowiedni kąt... - parsknął rozbawiony i na tę wizję i na to jej kręcenie nosem. - Transparent, powiadasz? - zacmokał, wyraźnie zainteresowany tym co właśnie powiedziała. - Co tam sobie na nim zażyczyłaś? Czarny Pan to Dzban? - zapytał i nawet udało mu się zachować względną powagę, kiedy to mówił. Brenna wydawała mu się osobą, która mogłaby sobie taki napis skomponować, nie mówiąc już o tym, że ktoś faktycznie by jej posłuchał, jakiś oddany przyjaciel i rozwiesił potem to dziwactwo nad jej nagrobkiem. A jakby to potem napsuło krwi tym wszystkim, którzy tak rozkochali się w Voldemorcie, czyli książkowym przykładzie megalomanii. Pewnie nawet bardziej, niż wsadzeniu tuzina ich do Azkabanu.
- Cóż mogę powiedzieć - kiwną głową, przyznając się bez bicia - Może i mam wygląd, ale czasem bardzo ciężko wycelować takim tłuczkiem. - wyjaśnił, bez cienia jakiejkolwiek skruchy czy myśli, że może faktycznie to gdzie dokładnie poleciał tłuczek, było tylko i wyłącznie jego winą. Brenna jednak dość szybko wróciła na szkolne korytarze i wydawała się w porządku? Nie znał jej na tyle by wiedzieć czy to uderzenie cokolwiek jej w głowie poprzestawiało, ani też zwyczajnie nie interesował się nią.
- Za dużo papierkowej roboty - wzruszył ramionami, z taką miną, jakby to była faktycznie główna rzecz, która go od popełnienia tego czynu powstrzymywała. - Tylko dwa? Kobieto, ale miałaś szczęście. Raz jak dostałem tłuczkiem, to wyłączyło mnie na cały tydzień, a potem przez kolejny musiałem leżeć, żeby pozrastały mi się kości. Szkiele-wzro jest obrzydliwe, od tamtej pory nie mogę na niego patrzeć, a niestety, czasem musiałem.
Parę razy coś sobie nawet popsuł w wakacje i wtedy matka z Florence biegały za nim z tym obrzydlistwem, kiedy on uciekał z jedną czy drugą ręką na temblaku. Ostatecznie jednak, metoda na zatkany nos zwykle okazywała się strzałem w dziesiątkę.
- Wiesz co jest najgorsze? Słyszałem już te tytuły. Moja dziewczyna ze szkoły też chyba strasznie nie mogła przejść nad tym, co w biblioteczce skrzydła szpitalnego znalazła. Potem znalazła Pałka, której pragnę i uznawała to za swego rodzaju tryumf, bo podobno wcześniej jej tam w tym księgozbiorze brakowało czegoś o pałkach. Potem kazała mi przeczytać Sekrety Londynu, ale na całe szczęście mało co z tego nie pamiętam. - przyznał z pewną ulgą, ale w jego uśmiechu było coś zwyczajnie szczerego i ciepłego, kiedy wspominał o tym. Nigdy nie przestał lubić Lorraine, nawet jeśli ich związek długo nie potrwał, a oboje zdążyli dorosnąć i zmienić się. Pewnie niektórym tego typu relacje nie były w smak, bo wyznawali zasadę kategorycznego nieutrzymywania kontaktu z byłymi, ale dla niego oboje wyrośli ze szczenięctwa na tyle, by nie chować do siebie ani urazy, ani nie żywić tego rodzaju uczuć.
Kiedy zmieniła temat, przez moment znowu się zastanawiał, zbierając myśli i przekierowując je na nowy wątek, jednocześnie kompletując kolejną teczkę i szeleszcząc cicho gromadzonymi kartkami.
- Mam wrażenie, że to nie pierwszy raz. Jak tak teraz o tym myślę, to wcześniej w tym miesiącu miałem podobne sytuacje, ale nie przywiązywałem do nich większej uwagi. Ale jak tak teraz mówisz... tak, takie sprawiało wrażenie. Brzmisz, jakbyś wiedziała jak to jest. Mam rację?