14.12.2023, 08:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2023, 09:45 przez Brenna Longbottom.)
– Ach, nie, skąd. Poczułby się zbyt ważny, gdyby nazwać go Czarnym Panem. Moje hasło to „Jebać Voldemorta”. Krótkie, treściwe, wpadające w ucho… Strasznie bawi Alka, pewnie śmiałby się na moim pogrzebie – odparła i… tak, ani trochę nie żartowała. Czy umieszczenie czegoś takiego na trumnie byłoby to absolutnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne?
Oczywiście, że tak.
Czy to powstrzymałoby ją albo Mav?
Ani trochę.
I tak pochowali wujka, który zginął z ręki śmierciożerców.
A wymawiać jego imienia nigdy się nie bała. I nawet gdyby się bała: robiłaby to, bo tak chciał Albus Dumbledore.
Jego brak skruchy ani jej nie zaskakiwał, ani nie denerwował. Kąciki ust zadrgały jej wręcz na tę deklarację. Po pierwsze, to było dawno, o co więc się tu gniewać?. Po drugie, Doskonale wiedziała, że nie był miłym chłopcem. Ani w Hogwarcie, ani teraz, i ani trochę nie zdziwiłaby się, gdyby posłał ku niej ten tłuczek celowo. Nie tak dawno dwa razy na dzień dobry na nią nawrzeszczał z szaleństwem w oczach - i miała nieodparte wrażenie, że nie pobili się ostatecznie ani w sadzie, ani na Nokturnie, głównie dlatego, że ta prawdziwa natura pchała go do rozbicia jej nosa, a magia do czegoś wręcz przeciwnego.
I nie pozwalała sobie zapomnieć, że rozmawiał z nią normalnie (a właściwie w ogóle z nią rozmawiał) głównie dlatego, że wisiało nad nimi wciąż przekleństwo bogini, którego wkrótce się pozbędą. Gdyby zapomniała, mogłaby zrobić coś bardzo głupiego.
– Pielęgniarka chciała mnie zatrzymać na trzeci, ale nie zdołała. Zwiałam, jak tylko świat przestał wirować, gdy wstawałam – skwitowała Brenna, wzruszając ramionami. Po prostu wypatrzyła odpowiedni moment, wstała i wyszła, a że zaraz i tak była przerwać świąteczna… Pielęgniarka nie zdołała jej dopaść, by zmyć jej uszu. – Ahaaaa… – mruknęła, sięgając po kolejną teczkę.
I nie, wcale nie chodziło o to, że nie w smak jej Atreus mówiący o byłej dziewczynie. Nigdy nie była istotą szczególnie zazdrosną, a poza tym było więcej niż jasne, że byłych i przyszłych dziewczyn miał na pęczki. Po prostu wspomnienie najpierw o Pałce, której pragnę, a potem o Sekretach Londynu sprawiło, że pomyślała, że chyba wie, kto był tą dziewczyną. Czy naprawdę w Hogwarcie mogło być sporo lubiących takie lektury dziewczyn w odpowiednim wieku i dość ładnych, by zwrócić jego uwagę? W dodatku szukających pilnie książki o pałkarzach? Było to na swój sposób urocze, że Lorraine i parę miesięcy później tak starała się taką znaleźć, gdy Brenna twardo odmówiła czytania, jeśli w książce nie będzie nic o tłuczkach... A przecież tylko sobie żartowała.
– Pamiętam, że główna bohaterka to tłuk i nudziara, a główny bohater to idiota. I mam nieodparte wrażenie, że do lektury tej książki zmusiła nas ta sama osoba – oświadczyła lekkim tonem, bo i ona sporą część zapomniała, być może dlatego, że w tym okresie czytała też te Romanse z wampirem, Ekipy z Nokturnu i co jeszcze wypadło z Szafki Grozy pielęgniarki. – Bo wiem – przyznała bez większych oporów. Mogła siedzieć cicho, kiedy sądziła, że sprawa dotyczyła tylko niej, ale jeżeli inni mieli podobne problemu? – Kilka dni temu szukaliśmy… To znaczy, byłam na spacerze, a potem nagle przeżywałam absolutnie zbyt szczegółową retrospekcję własnego wspomnienia i tak się skupiłam na tym, żeby nie uciekło, że świat mógł nie istnieć? A to nie był na to najlepszy moment. – Choćby dlatego, że jakieś piętnaście sekund później przez to ledwo zdążyła nie dać się zabić trollowi na jedno uderzenie. – Pierdolony Voldemort i pierdolone Beltane – podsumowała z westchnieniem, bo nie miała żadnych wątpliwości, na kogo zrzucać takie paskudne efekty uboczne.
Chyba musiała spytać brata i kuzynki, czy przypadkiem nie spotkało ich coś podobnego.[
Oczywiście, że tak.
Czy to powstrzymałoby ją albo Mav?
Ani trochę.
I tak pochowali wujka, który zginął z ręki śmierciożerców.
A wymawiać jego imienia nigdy się nie bała. I nawet gdyby się bała: robiłaby to, bo tak chciał Albus Dumbledore.
Jego brak skruchy ani jej nie zaskakiwał, ani nie denerwował. Kąciki ust zadrgały jej wręcz na tę deklarację. Po pierwsze, to było dawno, o co więc się tu gniewać?. Po drugie, Doskonale wiedziała, że nie był miłym chłopcem. Ani w Hogwarcie, ani teraz, i ani trochę nie zdziwiłaby się, gdyby posłał ku niej ten tłuczek celowo. Nie tak dawno dwa razy na dzień dobry na nią nawrzeszczał z szaleństwem w oczach - i miała nieodparte wrażenie, że nie pobili się ostatecznie ani w sadzie, ani na Nokturnie, głównie dlatego, że ta prawdziwa natura pchała go do rozbicia jej nosa, a magia do czegoś wręcz przeciwnego.
I nie pozwalała sobie zapomnieć, że rozmawiał z nią normalnie (a właściwie w ogóle z nią rozmawiał) głównie dlatego, że wisiało nad nimi wciąż przekleństwo bogini, którego wkrótce się pozbędą. Gdyby zapomniała, mogłaby zrobić coś bardzo głupiego.
– Pielęgniarka chciała mnie zatrzymać na trzeci, ale nie zdołała. Zwiałam, jak tylko świat przestał wirować, gdy wstawałam – skwitowała Brenna, wzruszając ramionami. Po prostu wypatrzyła odpowiedni moment, wstała i wyszła, a że zaraz i tak była przerwać świąteczna… Pielęgniarka nie zdołała jej dopaść, by zmyć jej uszu. – Ahaaaa… – mruknęła, sięgając po kolejną teczkę.
I nie, wcale nie chodziło o to, że nie w smak jej Atreus mówiący o byłej dziewczynie. Nigdy nie była istotą szczególnie zazdrosną, a poza tym było więcej niż jasne, że byłych i przyszłych dziewczyn miał na pęczki. Po prostu wspomnienie najpierw o Pałce, której pragnę, a potem o Sekretach Londynu sprawiło, że pomyślała, że chyba wie, kto był tą dziewczyną. Czy naprawdę w Hogwarcie mogło być sporo lubiących takie lektury dziewczyn w odpowiednim wieku i dość ładnych, by zwrócić jego uwagę? W dodatku szukających pilnie książki o pałkarzach? Było to na swój sposób urocze, że Lorraine i parę miesięcy później tak starała się taką znaleźć, gdy Brenna twardo odmówiła czytania, jeśli w książce nie będzie nic o tłuczkach... A przecież tylko sobie żartowała.
– Pamiętam, że główna bohaterka to tłuk i nudziara, a główny bohater to idiota. I mam nieodparte wrażenie, że do lektury tej książki zmusiła nas ta sama osoba – oświadczyła lekkim tonem, bo i ona sporą część zapomniała, być może dlatego, że w tym okresie czytała też te Romanse z wampirem, Ekipy z Nokturnu i co jeszcze wypadło z Szafki Grozy pielęgniarki. – Bo wiem – przyznała bez większych oporów. Mogła siedzieć cicho, kiedy sądziła, że sprawa dotyczyła tylko niej, ale jeżeli inni mieli podobne problemu? – Kilka dni temu szukaliśmy… To znaczy, byłam na spacerze, a potem nagle przeżywałam absolutnie zbyt szczegółową retrospekcję własnego wspomnienia i tak się skupiłam na tym, żeby nie uciekło, że świat mógł nie istnieć? A to nie był na to najlepszy moment. – Choćby dlatego, że jakieś piętnaście sekund później przez to ledwo zdążyła nie dać się zabić trollowi na jedno uderzenie. – Pierdolony Voldemort i pierdolone Beltane – podsumowała z westchnieniem, bo nie miała żadnych wątpliwości, na kogo zrzucać takie paskudne efekty uboczne.
Chyba musiała spytać brata i kuzynki, czy przypadkiem nie spotkało ich coś podobnego.[
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.