Norka nie miała nic przeciwko prezentom, które Mabel dostawała od całej masy wujków i cioć. Szczególnie, jeśli mogły w jakiś sposób rozwinąć jej zainteresowania. Wtrąciła się jedynie w sytuacji, w której Erik chciał jej kupić hipogryfa, bo była to jej zdaniem lekka przesada. Wszystko inne akceptowała, ba zachęcała córkę do tego, aby z nich korzystała i uczyła się nowych umiejętności. Kto wie, co mogło okazać się jej największą pasją. Warto było, żeby próbowała różnych dziedzin. Talię kart uważała za naprawdę trafiony podarunek.
Zauważyła, że jego dłoń zastygła, kiedy zadała pytanie. Może powinna mówić wprost, a nie rzucać półsłówkami, czasem jednak nie przychodziło jej to wcale tak łatwo. Szczególnie w towarzystwie mężczyzn, przy nich jakby gubiła gdzieś swoją pewność siebie (oczywiście nie licząc Erika, on był tutaj wyjątkiem, który potwierdzał regułę).
- Rozłożyć. - Dopowiedziała. Chociaż miała wrażenie, że zrozumiał, że o to jej chodzi. Słyszała o jego talencie, zresztą ich rodzina najprawdopodobniej została nim pobłogosławiona przez Matkę, w końcu i Brenna potrafiła widzieć więcej niż zwykły zjadacz chleba.
- Ciąża już dawno za mną. - Próbowała zażartować, jednak całkiem suchy to był żart. Nieco się przez to zarumieniła. Jednak nie to było teraz istotne. Musiała znaleźć pytanie, na które mógłby jej odpowiedzieć. Co liczyło się dla niej teraz najbardziej, o czym chciałaby wiedzieć? Zamyśliła się na krótką chwilę, widać było na jej twarzy skupienie, zmrużyła nawet nieco oczy.
- Co powinnam zrobić, aby poczuć spełnienie? - Było to coś, nad czym ciągle się głowiła. Miała wrażenie, że goni za czymś i zawsze jej czegoś brakuje, że nie jest w stanie odczuć satysfakcji, nie wiedziała tylko dlaczego. Jakby w tej układance nadal brakowało kilku puzzli.
Jej wzrok był skierowany w stronę kart, była ciekawa, jaką odpowiedź jej przyniosą.