• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[17.07.1972, Sycylia, Taormina] Świstoklikiem w piękny rejs

[17.07.1972, Sycylia, Taormina] Świstoklikiem w piękny rejs
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#12
14.12.2023, 20:31  ✶  

Do niektórych ludzi, czasami, chciało się mówić rzeczy nawet najbardziej oczywiste. Powiedzieć po prostu to, co siedziało właśnie w głowie. Co w niej grało i co sprawiało, że w niej brzęczało. To, że nie musisz się zastanawiać nad tym, co mówisz było stanem bardzo słodkim. I jednocześnie stanem, który Laurent z trudem oddzielał od spotkań takich jak te - z Victorią. Czy tutaj miałby nie uważać na słowa? Nie dobierać ich odpowiednio? Wydawało się, że tak, że powinien, ale przecież... nie mógł. Wystarczyło jedno złe zdanie, żeby drugą osobę zranić. Całkiem niecelowo. Całkiem przypadkowo. Czasem nawet jedno słowo. Victoria była delikatna i wrażliwa, w obecnych emocjach nawet przewrażliwiona na niektóre słowa klucze dotyczące chociażby jej i jej partnera. Tak i u niego znajdowały się takie, które go zaskakująco łatwo wytrącały z równowagi. Zaskakująco, bo przecież miał dużo cierpliwości. Bardzo dużo. Czy ich małżeństwo byłoby udane? Ha... Osoby tak podobne nie powinny być blisko siebie - nie w takim sensie. Nie w związku. Zniszczyliby się, pociągnęli w dół. Każde z nich potrzebowało osoby, na której mogło się oprzeć. Ani Laurent nie był dobrym elementem do tego, ani Victoria. Byli tylko względnie nadającymi się stelażami dla chwilowego podparcia konstrukcji, ale co to była za konstrukcja... nędzna, przeżarta przez korniki. Gdyby jednak obedrzeć to wszystko z tych dramatów i niewygód, z tych bolączek i świństw siadających na sercu - nie byłoby piękniej? Lepiej? Wtedy naprawdę mogliby dokonać więcej. Pomóc sobie wstać. Gdyby się zakochali traktowaliby siebie inaczej. Gdyby. Znamy tę bajkę. Tylko i wyłącznie bajkę. Byłoby jednak na pewno łatwiej, bo chociaż szalejące serce nie stałoby na drodze do ich uspokojenia umysłów.

- Niestety zdaję sobie z tego sprawę. - Nigdy nie był fanem Prawdy. To była kochanka bardzo intensywna i kochała cię tak mocno, że nie mogłeś się odgonić od jej spojrzenia. Ale kochała - nad życie. Wolał Kłamstwo w jej subtelności, bo przynajmniej zapewniała ukojenie w swoich ramionach. Nawet jeśli była niewierna. Prawda zaś tutaj kuła w oczy. Wbijała się w gałki oczne i rozdrapywała je, żeby dokopać się do źródła. Żeby ci pokazać i udowodnić, że to żadne rodzinne miłostki - czysty biznes, jak wszystko inne, tak? - Właściwie to szczęście, że Pandora znalazła Hjalmara. - Inaczej mogłoby się w tej rodzinie zrobić nieciekawie. Laurent o tym nie mówił. W ogóle nie mówił o tym, co się dzieje między nim, Edwardem i Aydayą - nikomu. Nawet z Florence o tym nie rozmawiał. Czasem jednak niektóre rzeczy przeciekały między słowami, albo były dodatkami do rozmów. Bo to, co sobie zażyczyła, było ważne. I prowadziło go prosto do kłótni z macochą, skoro wcale nie zamierzał się żenić. Nie chciał unieszczęśliwiać kobiety, która z nim zamieszka.

Nieco nerwowo przesunął palcem po filiżance i ją puścił, kiedy powiedziała o tym, że skądś się to bierze, że to przecież nie są słowa znikąd. To był ten rodzaj stresu wyłaniający się z nacisku w brzuchu. Z jakiejś irytacji. Z naciśnięcia nieodpowiedniego guzika, który przynosił ze sobą falę myśli i emocji niechcianych. Zwinął palce, umykając nimi ze stołu i odwrócił wzrok od Victorii. Nie był na nią zły, nie był zły na siebie, ani na rodziców. Nie był zły na nikogo. Ukłucie frustracji przeminęło jak fala cofająca się z piasku i został tylko mały uścisk. Pukanie w czaszkę, żeby się dostać do jej zawartości i poznać tajemnice skrywane pod bielmem. Tak - nie lubił poruszania tematów rodzinnych, ale tutaj sam go podjął. I może po prostu powiedział parę słów za dużo. Nie jest grzechem pytać i próbować zrozumieć. Przecież sam zawsze bardzo chciał zrozumieć drugą stronę, chciał... pomóc. Atreus go nauczył, że nie zawsze ta pomoc jest naprawdę potrzebna. I nie zawsze jest potrzebna od akurat ciebie samego. Zabawna sprawa, ale to samo pytanie powiedziane z dwóch różnych ust, nawet z tą samą intencją, potrafiło przynieść zupełnie inny skutek.

- Zdarzyło się to zasugerować Aydayi. - Nie raz i nie dwa. Edwardowi zresztą też. O zgrozo... Nie chciał robić z niej teraz demona, potwora, co to tylko źle chce. Przecież tak nie było. - To nie jest usprawiedliwienie. - Zresztą znała jego zdanie na ten temat, bo rozmawiali o tym nie raz i nie dwa, sam jej to tłukł do głowy, kiedy wątpiła, czy jest w stanie przeciwstawić się matce. Spojrzał znów na kobietę. - Największym problemem w tym wszystkim nie jest to, że możesz się nie zgadzać ze swoimi bliskimi. Problemem jest to, kiedy oni nie potrafią zrozumieć. Ogranicza ich własny charakter. Ich doświadczenia. Nie, nie pozwolę im kontrolować mojego życia. To nie oznacza jednak, że nie jestem wdzięczny za to, co mi zaoferowali do tej pory. Nawet jeśli nie wszystko im dobrze wyszło. - Brzmiało tak ładnie i mądrze. Czym były jednak te słowa w praktyce? Gdzie sięgały? Gdzie drążyły i jego i nią? - Naszym przekleństwem jest to, że za bardzo usprawiedliwiamy ludzi. - Uśmiechnął się niemrawo na zakończenie tej myśli. A potem Victoria wypowiedziała zdanie-klucz, które nim wewnętrznie potrząsnęło. Owszem, nikt tego nie wybierał. Człowiek po prostu uczył się żyć z tym, co miał. Jedni drugim zazdrościli, ale ta zazdrość była jak walka o złoto leprechaunsów.

Bardziej nieszczęśliwy... Bardziej niż teraz. Bardziej niż zawsze. Szklany tron i wieża z kości słoniowej. Ułuda. I mówiła to osoba, która stała w tym chorym stanie, w tej klątwie bycia Zimnym, czy jak to w ogóle nazwać i określić. Jedną nogą tam, drugą wciąż tutaj. W niezrozumieniu do tego, co się dzieje i co się jeszcze może dziać. Tak, to było ważne. To było kurewsko ważne, bo nikomu o tym nie powiedział.

- Dziękuję. - Dotknął jej dłoni, spoglądając na nią z ulgą. Bardzo dużą ilością ulgi.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (4378), Victoria Lestrange (5597)




Wiadomości w tym wątku
[17.07.1972, Sycylia, Taormina] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 05.12.2023, 19:54
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 06.12.2023, 19:36
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 06.12.2023, 23:09
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 07.12.2023, 20:35
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 07.12.2023, 21:57
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 08.12.2023, 14:33
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 08.12.2023, 22:06
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 11.12.2023, 00:08
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 11.12.2023, 18:40
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 13.12.2023, 09:07
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 13.12.2023, 13:41
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 14.12.2023, 20:31
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Victoria Lestrange - 14.12.2023, 23:09
RE: [17.07.1972] Świstoklikiem w piękny rejs - przez Laurent Prewett - 16.12.2023, 11:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa