- Tak właściwie, to nawet nie wiem, czemu zapytałam.- Znała go na tyle dobrze, że wiedziała, że nie pogardzi tym trunkiem, może z czystej przyzwoitości wolała się upewnić? Norka czasem była aż zanadto nadgorliwa w przypadku uszczęśliwiania innych, nawet jeśli chodziło o wybór alkoholu.
Figg zajęło trochę czasu, aby znaleźć się w tym miejscu. Jej plany mocno skomplikowała nie do końca planowana ciąża tuż po zakończeniu nauki w Hogwarcie. Na początku miała wrażenie, że już nigdy nie spełni swoich marzeń, z czasem jednak zaczęła odnajdywać się w rzeczywistości z córką u boku. Nie było to lekkie - na samym początku. Weszła w to wszystko zupełnie sama, Mabel wychowywała się bez ojca, w sumie z wyboru Nory. Nie chciała, żeby Moody z łaski się nią interesował. Później zamiast jak wszyscy znajomi rozwijać się, szukać swojej drogi, musiała poświęcić się temu małemu stworzeniu, które pojawiło się w jej życiu zupełnie niespodziewanie. Po tych kilku latach twierdziła nawet, że dobrze się stało. Jakimś cudem po tych wszystkich perypetiach udało jej się znaleźć wymarzony lokal, włożyć w niego całe serce, a teraz stała tutaj obserwując jak kwitnie w nim życie towarzyskie.
- To musiało być dawno temu...- Skomentowała słowa Fergusa. Właściwie to nie do końca rozumiała podejście ojca przyjaciela. Współczuła mu ogromnie, że musi pracować z rodziną, szczególnie, że nie układało się między nimi najlepiej. Widziała jak się męczy, ale nie miała pojęcia, w jaki sposób mogłaby mu pomóc
- Będziesz się tak męczył do usranej śmierci, Twojej, albo jego.- Nie zabrzmiało to tak dobrze, jak myślała. - Kiedy pozwoli Ci się w pełni zaangażować? Cały czas będziesz musiał mu udowadniać, że jesteś wystarczający, to jest okropne.- Chyba nie najlepiej szło jej dzisiaj pocieszanie. - Ja wiem, że nie tak łatwo jest się postawić rodzinie, ale może czasem warto? Powinieneś spełniać swoje marzenia, a nie czyjeś. Zdecydowanie stać Cię na więcej.
Nora również zbliżyła się w stronę przyjaciela, kiedy ten zaczął mówić ciszej. - Jednorożec?- Na jej twarzy widać było zdziwienie. - Kurczę, wszyscy jej będą zazdrościć, może jednak nie rzucaj tego w pizdu, zanim nie zrobisz jej tej różdżki?- Odpowiedziała z udawaną powagą, aczkolwiek perspektywa takiej unikalnej różdżki robiła swoje.
- Dobra, olejmy go dzisiaj, przyszedłeś do mnie, masz się dobrze bawić, a jeśli chodzi o twojego ojca, to jeszcze coś wymyślimy.- Faktycznie w to wierzyła. Miała nadzieję, że szybko znajdą jakieś rozwiązanie, bo nie mogła patrzeć na to, jak Fergus się męczy. Było jej go po ludzku szkoda. Naprawdę go lubiła i nie mogła znieść tej myśli, że jest nieszczęśliwy.
Upiła łyk ognistej ze swojej szklanki i rozejrzała się po klubokawiarni. -Jak widać, na razie jest spokój. Muszę przyznać, że trochę martwi mnie wizja burd w tym miejscu, wiesz jak to jest z alkoholem. Prędzej, czy później dojdzie tu do jakiejś kłótni, a ja pewnie nie będę umiała nad tym zapanować.- Znała swoje możliwości i wiedziała, że jeśli chodzi o takie sytuacje, to może być problem. - Nie wiem, czy nie powinnam kogoś zatrudnić, żeby wieczorami pilnował tu porządku.- Westchnęła ciężko, kolejny wydatek, na który średnio było ją stać.