Stojąc sobie nieco na uboczu, w miejscu gdzie mógł dość łatwo ogarnąć wzrokiem większość obecnych, Murtagh raczej przyglądał się akcji i bacznie obserwował rozwój wydarzeń oraz każdą z osób, z którymi miał współpracować, niż aktywnie w niej uczestniczył. Nie przepadał za wypowiadaniem się głośno na tematy, od których nie był ekspertem. A chociaż sam całkiem nieźle potrafił grzebać w mózgach, to nie miał podbiegów do imponującego imperium szpiegowskiego, jakie planowała (i aktywnie starała się) rozwinąć Lorraine.
Mimo to uśmiechął się na komentarz Maeve, o "honorze wśród złodziei". Cóż, w jego świecie tylko dwie rzeczy gwarantowały stuprocentowe zaufanie - przeszukanie nawzajem najgłębszych zakamarków swoich umysłów, lub mutually assured destruction. W tym przypadku miała zastosowanie raczej ta druga zasada, ale do tego każdy musiałby mieć wystarczająco brudów na wspólników, lub "siły ognia", żeby być pewnym iż jeśli którekolwiek z nich zdradzi (albo zrobią to wszyscy jednocześnie), to pozostałe osoby upewnią się, że nie pozostanie z całej tej Piwnicy kamień na kamieniu. W przenośni i dosłownie.
Z drugiej strony był świadomy, że sam stąpa po bardzo cienkim lodzie. Istniała skończona liczba frakcji, jakie naprawdę liczyły się na Nokturnie a w tym momencie obecni w Głębinie ludzie tworzyli zarzewia tej z najlepszymi perspektywami na przyszłość. Jeśli tylko on pomoże im pozbyć się Elddira, to nie tylko wszyscy zyskają znaczącą część wpływów, ale też utworzą sojusz pozwalający mu ubiegać się o pomoc, kiedy Jego cień stanie się więcej niż tylko koszmarnym wspomnieniem. Potrzebował tego sojuszu równie mocno, jak wszyscy inni tu obecni.
- Cóż, jeśli ktoś będzie mnie potrzebował to myślę, że wiecie gdzie mnie znaleźć. Miłego wieczoru panowie i panie. - pozdrowił wszystkich, jakby uznając, że jego obecność jest nie tyle niepotrzebna, co nieuzasadniona. Kusiło go, żeby zostać i spróbować drinka, który tak zachwalał O'Dwyer ale uznał, że chyba lepiej będzie go zaprosić na swój teren, gdzie będą mogli spokojniej porozmawiać. Wymknął się z Głębiny tak cicho jak się w niej pojawił, jak gdyby nie zostawiając po sobie śladu. No dobra, zostały jeszcze dziewczyny z którymi przyszedł, ale i one - widząc brak specjalnego zainteresowania swoim towarzystwem - po chwili się ulotniły.
“I know love and lust don't always keep the same company.”
― Stephenie Meyer, Twilight Murtagh Macmillan, Secrets of London