15.12.2023, 12:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2023, 12:18 przez Brenna Longbottom.)
- Domyślam się, że to nic przyjemnego, ale... ile tego było? Ze cztery razy? Jak na jego pracę i Zakon to nie tak dużo - powiedziała Brenna, starając się brzmieć dyplomatycznie. To znaczy, doskonale wiedziała, że to nic przyjemnego: uczucie szarpania przy "zdradach" znała z maja doskonale, to przy zagrożeniu życia nawiedziło ją może ze cztery czy pięć razy właśnie (zakładała, że przy aurorskich akcjach, nieświadoma, że dwa z tych to były cyrkowa bójka i oberwanie cegłówką...), i też przyjemne nie było, ale w takiej częstotliwości dało się przeżyć. Mogło być gorzej, prawda?
Okrzyk Nory i to, jak ta machnęła różdżką, ostrzegły ją w porę, nawet jeżeli pędy jadowitej tentakuli wystrzeliły ku Brenny tak, że czar Figg spudłował. Ostrzeżona Brenna odskoczyła, umykając przed rośliną w ostatniej chwili. By nie spaść, musiała zrobić to tak, że w rezultacie niebezpieczne zielsko znalazło się pomiędzy nią a Norą.
Kobieta machnęła różdżką. Nie by wyczarować linę, tak jak początkowo planowała - aby pociąć kolczaste, trujące pędy. Magia ukształtowała się w ostrza, i pocięła morderczą roślinkę na kawałki.
Cóż, przynajmniej kilka liści ocalało i Nora mogła zebrać i je do swoich zasobów.
- Cholera - podsumowała Brenna i odetchnęła, gdy upewniła się, że nic już nie próbuje jej zeżreć i że stoi pewnie, że poruszyła się tak, aby nie zlecieć w dół i nie skończyć z połamanymi kończynami... albo gorzej. Ale nie drgnęła jeszcze. - Dzięki za ostrzeżenie, nie rozpoznałam jej. Czy widzisz tutaj jeszcze coś, co mogłoby spróbować mnie udusić, zjeść, ugryźć albo zrobić coś podobnego? - spytała, sama też rozglądając się po okolicy. Wyglądało jednak na to, że nic im nie grozi... I skoro mijały wodospad, zapewne były już blisko celu wędrówki.
kształtowanie
unik (i próba nie zjebania się z półki)
Okrzyk Nory i to, jak ta machnęła różdżką, ostrzegły ją w porę, nawet jeżeli pędy jadowitej tentakuli wystrzeliły ku Brenny tak, że czar Figg spudłował. Ostrzeżona Brenna odskoczyła, umykając przed rośliną w ostatniej chwili. By nie spaść, musiała zrobić to tak, że w rezultacie niebezpieczne zielsko znalazło się pomiędzy nią a Norą.
Kobieta machnęła różdżką. Nie by wyczarować linę, tak jak początkowo planowała - aby pociąć kolczaste, trujące pędy. Magia ukształtowała się w ostrza, i pocięła morderczą roślinkę na kawałki.
Cóż, przynajmniej kilka liści ocalało i Nora mogła zebrać i je do swoich zasobów.
- Cholera - podsumowała Brenna i odetchnęła, gdy upewniła się, że nic już nie próbuje jej zeżreć i że stoi pewnie, że poruszyła się tak, aby nie zlecieć w dół i nie skończyć z połamanymi kończynami... albo gorzej. Ale nie drgnęła jeszcze. - Dzięki za ostrzeżenie, nie rozpoznałam jej. Czy widzisz tutaj jeszcze coś, co mogłoby spróbować mnie udusić, zjeść, ugryźć albo zrobić coś podobnego? - spytała, sama też rozglądając się po okolicy. Wyglądało jednak na to, że nic im nie grozi... I skoro mijały wodospad, zapewne były już blisko celu wędrówki.
kształtowanie
Rzut W 1d100 - 42
Sukces!
Sukces!
unik (i próba nie zjebania się z półki)
Rzut PO 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.