Norka obserwowała uważnie, kiedy Morpheus wyciągał kolejne karty. Było w tym coś magicznego, naprawdę przyjemnie się jej na niego spoglądało w czasie tej czynności. Wydawał się być niby nieobecny, a jednak przecież rozkładał tu przed nią te karty.
Kolejne słowa, które padały z ust mężczyzny upewniały ją w tym, że te karty faktycznie potrafiły stwierdzić, co jej dolega. Nie miała pojęcia na czym to polega i jak to właściwie możliwe, że tak łatwo szło mu odczytanie tego, co się działo w jej życiu. Nie podlegało wątpliwości to, że było to mistyczne dla niej doświadczenie. Nigdy tego nie doświadczyła, raczej bała się wróżb. Może zupełnie niepotrzebnie? Gdyby wcześniej zainteresowała się tematem być może aktualnie byłaby w innym miejscu. Na pewno zachęcało ją to do zmiany podejścia.
Mężczyzna wydawał się znać wszystkie problemy jej życia doczesnego. Nic jednak nie było takie proste. Nie umiała się nie przejmować, wydawało jej się, że powinna jeszcze bardziej się angażować w sprawy związane z cukiernią, z Zakonem, tyle, że zaczynało jej brakować czasu. Chciała być jak najbardziej przydatna, pomóc wszystkim wokół i może faktycznie nie miała przez to nawet chwili dla siebie? Nigdy jednak tego w ten sposób nie odbierała, nie uważała, że powinna również zająć się sobą. Ona była najmniej istotna. Jej uczucia? Kto by się nimi przejmował. Najważniejsze, że wszyscy inni byli zadowoleni, cieszyła się ich szczęściem, a sama, czasem przed snem myślała, że coś jej umyka. Najwyraźniej karty mówiły o tym samym.
- Cóż, zawsze pozostaje strach, że stracę to, co udało mi się osiągnąć. Nie wiem, czy potrafię zmienić swoje nastawienie. - Przyzwyczajona była do ciężkiej pracy, gdyby nie to, to nigdy nie znalazłaby się w tym miejscu. Tyle, że może to był czas? Mabel stawała się coraz bardziej samodzielna, kawiarnia zyskiwała nowych pracowników, może rzeczywiście powinna trochę odpuścić? Morpheus dał jej do myślenia, na pewno to, co do niej mówił zostanie z nią na dłużej.
- Nie wiem, czy to dobrze interpretuję, ale mam ruszyć do przodu, przestać się przejmować, otworzyć się na to, co przynosi mi los, a później ponownie cierpieć? Czemu nic nie jest proste. - Ogromnie bała się, że jak wreszcie odpuści to znowu ktoś ją zrani, to co jej mówił brzmiało trochę jak ostrzeżenie, a z drugiej strony zachęta. Nie miała pojęcia, jak postępować, wszystko się komplikowało, chociaż właściwie, póki co, nic nie działo się w jej życiu, więc może nie było sensu, aby się tym przejmować?