- Och tak, łaskawy Erik, tylko cztery razy mnie doprowadził do łez. - Westchnęła ciężko. Miała świadomość, że to nie jest łatwe, miał pracę, jaką miał. Działał w Zakonie, ale strasznie się o niego martwiła. Więź to tylko wyolbrzymiła, bez niej nie wyczuwała od razu, że dzieje się coś złego, chociaż zawsze towarzyszyło jej drobne uczucie niepokoju. Zastanawiała się, czy przyjaciel jest bezpieczny. Nie umiałaby najprawdopodobniej bez niego egzystować. Był jej najbliższym człowiekiem, kochała go całym sercem, choć nie było w tym ani grama romantyzmu.
Nie udało jej się trafić w tentakule. Nie było to nic nowego, ale próbowała. Skutecznie jednak ostrzegła przyjaciółkę przed niebezpieczeństwem, które czaiło się obok. Przeżyła moment grozy, kiedy Brenna omal nie spadła z półki skalnej. Wstrzymała oddech, na całe szczęście jednak udało jej się złapać równowagę. Później zareagowała szybko i w przeciwieństwie do panny Figg skutecznie. Dobrze, że była taka lotna w tych wszystkich zaklęciach.
- Było blisko. - Rzuciła do Longbottom nadal stojąc w tym samym miejscu, musiała się otrząsnąć, bo nie była przyzwyczajona do takiej ilości stresujących sytuacji. Sięgnęła do plecaka po kolejną fiolkę i nachyliła się, żeby zebrać liście jadowitych tentakul. Na pewno przydadzą się do eliksirów, kolejną ważną rzeczą było to, że ją dzięki zbieraniu części roślin przestała czuć stres. Łagodziło to jej zdenerwowanie.
- Nie wydaje mi się, żeby w tym miejscu było coś jeszcze, ale nie wiem, czy dalej znowu nas coś nie zaatakuje. - Miała wrażenie, że jaskinia ma dla nich jeszcze sporo niespodzianek, nie do końca tych pozytywnych. Wstała z kolan, gdy zebrała większość liści, schowała je do plecaka. Nie spodziewała się, że uda im się tutaj znaleźć tyle ciekawych składników, a jeszcze nie dotarły do gwiazdy programu. - Chodźmy dalej. - Powiedziała gotowa by udać się w głąb jaskini.