15.12.2023, 13:16 ✶
- W czerwcu był ze mną. Sprawdzaliśmy plotki o działaniach śmierciożerców. Nie były prawdziwe, ale to, co znaleźliśmy i tak mogło być zagrożeniem dla ludzi. Gdybym poszła tam sama, mogłabym być już martwa - powiedziała Brenna. Jej ton był łagodny. Chociaż rozumiała Norę, a niekiedy niemalże znęcała się nad bratem, to w tym przypadku czuła się zobowiązana stanąć w jego obronie. Zwłaszcza, że sama zabrała go na tę "wycieczkę" w Górach Kaledońskich.
Erik rzadko brał udział w tych najniebezpieczniejszych akcjach, i w pracy, i w Zakonie, ale jednak tego Zakonu był częścią - i to tą walczącą. Brenna też chciałaby, aby był bezpieczny, nie mogła jednak owinąć brata w folię bąbelkową i trzymać gdzieś z dala od zagrożenia.
Uniosła ponownie różdżkę i lina połączyła obie krawędzi skalnej półki. Miała wkrótce zniknąć, ale przynajmniej stanowiła jakąś asekurację, gdyby któraś z nich potknęła się podczas przechodzenia. A potem Brenna ruszyła dalej, mierząc po drodze każdą mijaną roślinkę podejrzliwym spojrzeniem. Miała chyba do tego prawo, skoro jedna roślinka chciała ją dziś przytulić, i to w celach uduszenia, a druga próbowała pogryźć...
W grocie, do której po chwili weszły, było ciepło, a w oddali dało się dostrzec płomień.
Ogniste krzewy.
Brenna zatrzymała się, unosząc lekki brwi, trochę zaskoczona. Chyba nie spodziewała się, że te będą dosłownie płonęły... Jej wzrok prześlizgnął się później po grocie, gdy poszukiwała jakichś innych, morderczych roślin, bahanek albo innych, dzikich bestii czy pułapek. Wyglądało jednak na to, że dotarły do celu podróży, a Nora mogła ostrożnie zebrać nasiona...
Erik rzadko brał udział w tych najniebezpieczniejszych akcjach, i w pracy, i w Zakonie, ale jednak tego Zakonu był częścią - i to tą walczącą. Brenna też chciałaby, aby był bezpieczny, nie mogła jednak owinąć brata w folię bąbelkową i trzymać gdzieś z dala od zagrożenia.
Uniosła ponownie różdżkę i lina połączyła obie krawędzi skalnej półki. Miała wkrótce zniknąć, ale przynajmniej stanowiła jakąś asekurację, gdyby któraś z nich potknęła się podczas przechodzenia. A potem Brenna ruszyła dalej, mierząc po drodze każdą mijaną roślinkę podejrzliwym spojrzeniem. Miała chyba do tego prawo, skoro jedna roślinka chciała ją dziś przytulić, i to w celach uduszenia, a druga próbowała pogryźć...
W grocie, do której po chwili weszły, było ciepło, a w oddali dało się dostrzec płomień.
Ogniste krzewy.
Brenna zatrzymała się, unosząc lekki brwi, trochę zaskoczona. Chyba nie spodziewała się, że te będą dosłownie płonęły... Jej wzrok prześlizgnął się później po grocie, gdy poszukiwała jakichś innych, morderczych roślin, bahanek albo innych, dzikich bestii czy pułapek. Wyglądało jednak na to, że dotarły do celu podróży, a Nora mogła ostrożnie zebrać nasiona...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.