- Wiem, wiem, że nie robi tego specjalnie. - Skomentowała jeszcze odpowiedź Brenny. Miała świadomość, że ryzykowali dla większego dobra, to wcale nie ułatwiało sytuacji. Czuła, że źle robi denerwując się na Erika, ale to było silniejsze od niej. Ten nieszczęsny rytuał miał na nią duży wpływ i nie do końca potrafiła nad sobą panować.
Przyjaciółka stworzyła dla nich przejście, dzięki któremu mogły znaleźć się na drugiej stronie. Norka ostrożnie przemierzała półki skalne, żeby przypadkiem nie spaść, wiedziała, że w jej przypadku o to akurat nie trudno. Lina okazała się być strzałem w dziesiątkę, bo korzystała z niej, kiedy szła przed siebie.
Gdy znalazły się w grocie Norka poczuła ciepło. Oznaczało to, że znalazły się w miejscu docelowym. Dopiero później rozejrzała się po jej wnętrzu, nie dało się nie zauważyć ognistych krzewów. Wyglądały pięknie oświetlając ciemność.
- Niesamowite są, przepiękne. - Te wszystkie utrudnienia po drodze przestały mieć znaczenie w momencie, w którym miała przed sobą taki widok. Czas na to, aby teraz ona się wykazała.
Zostawiła przyjaciółkę za sobą, a sama zbliżyła się do tego cudu natury i magii. Przykucnęła przy pierwszym z krzewów i zaczęła zbierać nasiona, bardzo ostrożnie do fiolki którą miała w ręku. Zajęło jej to dobre kilkanaście minut, bo nie zamierzała zignorować żadnego z krzewów. Gdy skończyła wstała na nogi i odwróciła się do Brenny. - Mamy to. - Uśmiech gościł na jej twarzy. Była spokojna, nareszcie. Cieszyła się, że mają to za sobą i im się udało.
Mogły wracać, tą samą drogą, którą tutaj przyszły. Wiedziały bowiem czego się spodziewać. Misja została wykonana, a zakon zyskał kolejne składniki do eliksirów.