15.12.2023, 19:04 ✶
Wyciągnął ten cholerny portfel sam. Sam, na jego oczach, przeliczył pieniądze, które schował do kieszeni. Później sprawdził jego dokumenty, chcąc zapamiętać idiotyczne zapewne nazwisko i tyle - rzucił go na ziemię. Jeszcze przed chwilą był tak wkurwiony, że skopałby go pięć razy mocniej, ale tego wkurwienia już w nim nie było - teraz czuł... odrazę? Nie. Ale podobnie nieprzyjemne uczucie. Co to w ogóle było? Jakaś prośba o pomoc? Miał mu jakoś pomóc? Nie był organizacją charytatywną ani domem samotnej matki, żeby się nad nim rozczulać. Znajdowali się w ciemnej i śmierdzącej alejce Nokturnu, więc Crow potraktował go i tak znacznie lepiej niż ktoś inny, kogo mógł napotkać na swojej drodze - być może Black kiedyś mu za to podziękuje.
- No to się zabij. - Wzruszył ramionami. - Psychiatrą to ja nie jestem, ty tyczkowaty zjebie. Życie jest dokładnie tak beznadziejne jak sobie teraz wyobrażasz, jakie to ma znaczenie kiedy zdechniesz?
Liczył na cokolwiek więcej? Jeżeli chciał umrzeć - droga wolna. Jego nikt nie zatrzymywał kiedy znowu rozcinał sobie skórę i... szczerze mówiąc, wątpił, aby jakiekolwiek słowa miały sprawić, że nagle przestałby to robić, przestałby myśleć o pustce, o ciemności, o spokoju, jaki mogła przynieść mu śmierć. Kiedy byłeś martwy, nic już nie czułeś, a on czuł o wiele za dużo - ostateczny koniec był lepszy niż jakakolwiek ulga. Crow to uczucie romantyzował, nie miał więc do dodania absolutnie nic poza pokrzepiającym zachęceniem do zakończenia swojego marnego żywota, tyle że... niech się zabije bez niego.
Przyłożył dwa palce do czoła, a potem zasalutował mu i odszedł. Nie miał zamiaru oglądać jak typ się sam poddusza o te pnącza. Poza tym był pewny, że zaklęcie rozproszy się za szybko i Perseus po prostu w pewnym momencie upadnie na ziemię i rozwali sobie ten pusty łeb o bruk. Zamiast towarzyszyć mu w zataczaniu się po zaszczanym chodniku, wolał zamówić sobie kolejną kolejkę w Wiwernie.
- No to się zabij. - Wzruszył ramionami. - Psychiatrą to ja nie jestem, ty tyczkowaty zjebie. Życie jest dokładnie tak beznadziejne jak sobie teraz wyobrażasz, jakie to ma znaczenie kiedy zdechniesz?
Liczył na cokolwiek więcej? Jeżeli chciał umrzeć - droga wolna. Jego nikt nie zatrzymywał kiedy znowu rozcinał sobie skórę i... szczerze mówiąc, wątpił, aby jakiekolwiek słowa miały sprawić, że nagle przestałby to robić, przestałby myśleć o pustce, o ciemności, o spokoju, jaki mogła przynieść mu śmierć. Kiedy byłeś martwy, nic już nie czułeś, a on czuł o wiele za dużo - ostateczny koniec był lepszy niż jakakolwiek ulga. Crow to uczucie romantyzował, nie miał więc do dodania absolutnie nic poza pokrzepiającym zachęceniem do zakończenia swojego marnego żywota, tyle że... niech się zabije bez niego.
Przyłożył dwa palce do czoła, a potem zasalutował mu i odszedł. Nie miał zamiaru oglądać jak typ się sam poddusza o te pnącza. Poza tym był pewny, że zaklęcie rozproszy się za szybko i Perseus po prostu w pewnym momencie upadnie na ziemię i rozwali sobie ten pusty łeb o bruk. Zamiast towarzyszyć mu w zataczaniu się po zaszczanym chodniku, wolał zamówić sobie kolejną kolejkę w Wiwernie.
Koniec sesji
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.